Wojna z wiatrakami

452

Na papierze wszystko gra

Firma Alpine Pro 2 Sp. z o.o. na polskim rynku działa od kilkunastu lat, zajmując się wytwarzaniem energii elektrycznej poprzez budowę elektrowni wiatrowych. Ta niemiecka spółka, na której czele stoją Josef Kastner, Horst Trauntschnig (członkowie zarządu) oraz Katharina Aichberger (prokurent), swoją siedzibę ma w Piotrkowie Trybunalskim. Do tej pory zrealizowała na terenie Europy budowę kilku tzw. farm wiatrowych, a więc skupisk kilkunastu lub kilkudziesięciu mierzących 100 metrów wysokości nowoczesnych wiatraków. Lokalizacja farm wiatrowych nigdy nie była dziełem przypadku: brano pod uwagę ukształtowanie terenu, nasilenie wiatru o każdej porze roku, odległość potężnych wiatraków (turbin wiatrowych) od siedzib ludzkich. Również w przypadku Zawoni trudno mówić o zbiegu okoliczności: okolica jest górzysta (Wzgórz Trzebnickie – Góry Kocie), wiatr stale silny, odległość od wielkiej aglomeracji wrocławskiej stosunkowo niewielka. Jednym słowem: same plusy. Jeżeli wziąć również pod uwagę, że postawienie 19 turbin  wiatrowych przyniesie gminie Zawonia coroczny dochód w wysokości co najmniej 1,4 mln zł z tytułu podatku od nieruchomości (przy budżecie na poziomie 16 mln zł, z czego grubo ponad połowa to dotacje celowe ze Skarbu Państwa) mówić można od obupólnej korzyści: samorządu terytorialnego i prywatnej spółki energetycznej.

Planom budowy farmy wiatrowej „Zawonia” sprzeciwia się jednak ludność miejscowości położonych najbliżej lokalizacji przyszłych wiatraków, z których każdy mierzyć będzie 100 metrów wysokości, już z daleka rzucając się w oczy podróżujących lokalnymi drogami. O wiatrakach nie chcą słyszeć mieszkańcy Sędzic, Czachowa, Głuchowa Dolnego, Skotnik, Radłowa i Tarnowca, którzy przy okazji uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego zgłaszają swoje liczne zastrzeżenia. Moment do dyskusji jest dogodny: akceptacja planów inwestycyjnych przez mieszkańców to przedostatni etap uzyskiwania wymaganych prawem pozwoleń. Jeżeli oni wyrażą zgodę Rada Gminy nie będzie miała wyboru i budowę farmy przegłosuje. Sęk jednak w tym, że protest narasta, a wątpliwości większości radnych stale rosną.

Sytuacja z pewnością nie podoba się firmie Alpine Pro 2, która o budowę farmy zabiega od prawie 10 lat, uzyskując, wbrew opiniom sceptyków, w ciągu ostatnich 2–3 lat wszystkie wymagane pozwolenia. W tym środowiskowe, wydane przez gminę Zawonia w 2011 r., i budowlane, wydawane przez Starostwo Powiatowe w Trzebnicy. Zgodę na postawienie wiatraków wydały nawet tak egzotyczne instytucje, jak Urząd Lotnictwa Cywilnego oraz dowództwo Sił Powietrznych – wszak w tej części gminy znajdują się liczne cywilne i wojskowe korytarze powietrzne, a nad Głuchowem zlokalizowany jest punkt zmiany azymutu lotu samolotów lądujących i startujących we Wrocławiu. Czy zatem uda się pokonać ostatnią przeszkodę i przekonać mieszkańców 7 miejscowości do tej proekologicznej inwestycji na wielką skalę?

Przychylę się do zdania mieszkańców

Wójt gminy Zawonia Robert Borczyk do sprawy podchodzi z rozwagą. Nie jest pryncypialnym przeciwnikiem budowania wiatraków i zamierza kierować się głosem opinii publicznej. Jak przypomina, podpisy pod listem protestacyjnym zbierano już 3 lata temu, a ostatnia rebelia mieszkańców wybuchła po wyłożeniu do zaopiniowania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, co nastąpiło w połowie kwietnia. – Wpłynęły do tutejszego Urzędu Gminy protesty mieszkańców i dobrze się stało. Jesteśmy w trakcie pełnych konsultacji społecznych i każdy ma prawo zabrać w tej sprawie głos. Problem powstał już 3 lata temu. Ludzie nie wierzyli, że firma Alpine Pro 2 przejdzie wszystkie procedury, a kiedy tak się stało wybuchł protest. Na jego czele stoją mieszkańcy przede wszystkim Sędzic, znam nawet niektórych inicjatorów zbierania podpisów, jak np. panią Agatę Kubaczewską. Ludzie protestują, bo twierdzą, że turbiny staną zbyt blisko ich domów, będą hałasować, odbijać światło słoneczne i szpecić krajobraz. Chcę, aby to firma broniła swojej inwestycji i przekonała do niej mieszkańców. Bo ja zamierzam się przychylić do zdania ludzi, bez względu na to, jaka ona będzie – przekonuje nowo wybrany wójt gminy. Zapytany o to, czy znane jest mu nastawienie radnych, bez wahania mówi, że „nastroje Rady Gminy są przeciwne”, a radni wybrani w tym okręgu wiejskim „nie są zwolennikami lokalizacji”. Jedno jest pewne: radni okazję do wysłuchania wszystkich za i przeciw będą mieli w poniedziałek 10 czerwca, kiedy to z przedstawicielami protestujących spotkają się pracownicy Alpine Pro 2 w sali widowiskowej Gminnego Ośrodka Kultury. Wcześniej obradować będą połączone komisje Rady Gminy.

Tu nie chodzi o hałas. Tu chodzi o szum!

Mieszkańcy miejscowości, obok których firma Alpine Pro 2 ma zamiar postawić potężne turbiny wiatrowe, w znakomitej większości o proteście wiedzą. Według zapewnień wójta, ale też sołtysów, pod listami protestacyjnymi podpisała się większość ludności 7 wsi położonych w pasie między drogą wojewódzką Trzebnica–Oleśnica i drogą powiatową Zawonia–Łozina–Wrocław. Najwięcej podpisów zebrano w Sędzicach i Czachowie, dwóch popegeerowskich wsiach położonych między dwoma skupiskami wiatraków: jednym mniejszym, położonym na wschodzie (7 turbin) i drugim większym, leżącym na zachód od drogi łączącej obie wsie (12 turbin). Ale paradoksalnie, to właśnie tutaj, w Sędziacach, spotkałem przeciwniczkę protestu, na co dzień pracującą we Wrocławiu. –  Mi to nie przeszkadza, że ktoś inwestuje w czystą energię. Wiatraki staną daleko od wsi, więc w czym problem? – pytała z rozbawieniem pani w średnim wieku. Zdecydowanie bardziej radykalne opinie padły z ust pielęgnującej przydrożną kapliczkę pani Pelagii. – Czachowo się nie zgadza na wiatraki, bo one szkodzą zdrowiu ludzi i zwierząt. Tu nie chodzi o hałas, panie, tu chodzi o szum! – mówiła z przejęciem 80-letnia staruszka. Inny wiekowy mieszkaniec, tym razem Głuchowa Dolnego, nie krył dystansu do inicjatywy sędziczan, podkreślając przy tym, że sam już nie gospodarzy, bo zajął się tym syn, i w sumie jest mu wszystko jedno. – Może jest i tak, że wiatraki staną za blisko, ale to o niczym nie świadczy. Wiem, że Głuchów Górny się zgodził, bo kilku gospodarzy na tym zarobi. Protestują ci biedniejsi zapewne – głośno zastanawiał się siwy mężczyzna, któremu towarzyszył rezolutny kundelek.

Najwięcej do powiedzenia miała jednak sołtys Skotnik Anna Stąporek, którą spotkaliśmy na spacerze z wnuczką. – Poinformowałam mieszkańców o akcji zbierania podpisów i sama na liście się podpisałam. Większość mieszkańców naszej wsi jest zdecydowanie przeciw, bo obawiają się, że spadną ceny gruntów. A przecież chcemy tutaj ściągać ludzi z Wrocławia, budować ścieżki rowerowe. Po prostu, ludzie się boją hałasu. Nie ma badań, które by potwierdziły, że wiatraki nie szkodzą zdrowiu, sprawdziłam to w Internecie. Ja jestem za energią odnawialną, ale może warto postawić na baterie słoneczne lub coś innego. Byle nie tutaj – mówiła z przejęciem pani sołtys, zdradzając przy okazji, że chętni do nabywania gruntów we wsi pytają się o to, czy rzeczywiście za oknami staną trzy z projektowanych 19 wiatraków.

Jak więc widać, zgodności opinii w sprawie elektrowni wiatrowej nie ma, czemu zresztą nie ma się co dziwić. W końcu mowa jest o interesie, lub jego naruszeniu, mieszkańców tylko 7 z 28 miejscowości gminy Zawonia.

Alternatywą jest fotowoltanika

Stanowisko stron jest znane. Alpina Pro 2 udostępniło naszej redakcji mapę akustyczną, na której zaznaczono w postaci nieregularnych kręgów zasięg hałasu o natężeniu 45 decybeli wytwarzanego przez turbiny wiatrowe. Te 45 decybeli to mniej więcej tyle, co „hałas” w czytelni uniwersyteckiej. Dla porównania samochód ciężarowy generuje hałas o natężeniu 90–100 decybeli, zaś w pomieszczeniu biurowym hałas sięga 70 decybeli. Próg bólu to 140 decybeli, czyli o 10 decybeli mniej niż wytwarza startujący wojskowy samolot odrzutowy. Granica strefy hałasu kończy się na mapie przy granicach wsi, przy czym Czachowo leży między jedną „enklawą hałasu” a drugą.

Jak już wspomnieliśmy, wójt Robert Borczyk uważa, że problem rozwiązać musi sama firma, której zadaniem jest przekonanie mieszkańców Zawoni do swoich planów. Zdaje on sobie sprawę, że powstanie farmy wiatrowej może przynieść zysk dla gminy, w postaci podatku CIT od przedsiębiorstw zasilanych prądem z wiatru oraz ponad 1 mln zł rocznie podatku od nieruchomości  płaconego przez Alpine Pro 2. Czy jednak tylko o pieniądze gminie powinno chodzić. – To może być korzyść dla gminy, ale dobro mieszkańców jest najważniejsze. Strategia rozwoju gminy zakłada rozwój budownictwa jednorodzinnego, a już mam sygnały mówiące o tym, że ci co się u nas już wybudowali w przypadku powstania elektrowni wiatrowej nas opuszczą. Rozmawiałem z firmą Alpine. Powiedziałem im, jakie jest nastawienie ludzi. Zaproponowałem im zastosowanie innej technologii pozyskiwania energii odnawialnej. Mowa o fotowoltanice, czyli budowie ogniw słonecznych (solarów) na powierzchni gruntu. Firma zna tę technologię i twierdzi, że są w stanie taką instalację zbudować. Dzisiaj wiatraki nie są w modzie, klimat w powiecie dla energii wiatrowej nie jest przychylny. Wiatraki muszą stać 30 lat, bo dopiero po 15 latach zwraca się koszt ich budowy. Sądzę, że ogniwa słoneczne, choć przyniosą o wiele mniejsze korzyści podatkowe niż wiatraki, jednocześnie zapewnią cztery inne korzyści: ludzie się nie będą burzyć, podatki spłyną, krajobraz nie zostanie oszpecony, a gmina wykaże się nastawieniem proekologicznym. Myślę, że moje propozycje warto rozważyć – podsumował naszą rozmowę o farmie wiatrowej wójt Borczyk.

Teraz przyszedł czas na rozmowę Alpine Pro 2 z mieszkańcami Skotnik, Czachowa, Sędzic i Głuchowa Dolnego. Do pierwszego spotkania doszło już 10 czerwca. Jak przebiegały konsultacje z mieszkańcami poinformujemy w następnym numerze naszej gazety.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here