Okrężna droga do kontenera

81

Przed zagrodzeniem droga prowadząca na podwórko była krótka: wystarczyło skręcić za róg budynku i przejść ścieżką wzdłuż okien prywatnego sklepu. – Teraz żeby wyrzucić śmieci musimy przejść w dół ulicami Solną, następnie Kościelną aż do przejścia pod kolejnym blokiem. Tak skręcamy i idziemy jeszcze kilka metrów, i dopiero jesteśmy na podwórku. To nie jest najlepsze rozwiązanie – chodzić z workami ze śmieciami po ulicy – powiedziała rozmówczyni pragnąca zachować anonimowość.

Problem dla mieszkańców pojawił się niedawno, ponieważ siatka zagradzająca wejście została postawiona w połowie maja: – Wieczorami na naszym podwórku przesiadywali pijacy, którzy czasem przechodzili z podwórka przed sklep. Z tego co wiem to ten pan zagrodził teren, żeby nie dochodziło do podobnych sytuacji. Niestety, w w ten sposób my też nie możemy skorzystać z krótszej drogi na podwórko. Został nam zabrany kawałek chodnika. Nie mówiąc już o dzieciach, które tym skrótem dostawały się na podwórko, gdzie mogły się bawić. Teraz, podobnie jak my, muszą iść okrężną drogą  – dodała mieszkanka z bloku na Solnej.

Udaliśmy się pod wskazany adres. Tuż za sklepem zajmuje się chodnik i parking, ze specjalną tabliczką informacyjną: „tylko dla klientów sklepu”, natomiast w oddali wspomniana siatka zagradzająca wejście na podwórko. Właściciel sklepu, gdy zauważył naszego dziennikarza robiącego zdjęcie do artykułu, sam przyszedł zdenerwowany do redakcji, oświadczając: – Ten teren jest moją własnością od lat. Przez kilkanaście lat pozwalałem mieszkańcom na korzystanie z mojej drogi. Właściciel powiedział, że miał dość sprzątania butelek po alkoholu pozostawianych w pobliżu jego sklepu, dlatego zagrodził wejście na podwórko. Teraz mieszkańcy będą musieli poszukać innej drogi by wyrzucić śmieci.

Podobnego zdania jest prezes spółdzielni Marian Błaś: – Nie mam w tej sprawie nic do dodania. Ten pan kupił na początku lat 90-tych teren przylegający bezpośrednio do sklepu, o powierzchni 65 m kw. Jest jego właścicielem od 14 lat i tylko z dobrej woli pozwalał mieszkańcom przechodzić przez swoją posesję. Teraz zagrodził drogę na podwórko, cóż miał takie prawo – skomentował prezes spółdzielni.

Sprawa wydaje się jasna i oczywista. Właściciel po latach dość jasno wyznacza swój teren i zapewne już teraz będzie uważnie przyglądał się temu czy ktoś nieodpowiedni zajmuje miejsce będące jego własnością. Można oczywiście zastanawiać się czy słusznie zrobiono by sprzedawać teren bezpośrednio przylegający do sklepu. Teraz właściciel może sobie zrobić z tam zrobić wszystko, nawet postawić szlaban by nikt niepożądany nie znajdował się na jego mieniu. Jednak o czyje interesy powinna dbać spółdzielnia? Prywatnych przedsiębiorców czy spółdzielców?

Przygotowując ten artykuł chcieliśmy wyjaśnić kilka kwestii związanych z wykupem terenu. Interesowała nas kwota za jaką teren został sprzedany, czy był ogłaszany przetarg, ilu było oferentów oraz czy spółdzielcy zostali poinformowani o sprawie. Prezes Błaś był jednak nieuchwytny. Zadzwoniliśmy więc do przewodniczącego Rady Nadzorczej spółdzielni, Artura Kani: – Sprawa jest nam znana, docierały do nas sygnały od zaniepokojonych mieszkańców. Poruszaliśmy tę kwestię na jednym ze spotkań, gdzie prezes wyjaśnił, że teren został sprzedany. Przewodniczący dodał, że rada chce pomóc mieszkańców dlatego temat będzie poruszany i analizowany tak by znaleźć kompromis między właścicielem terenu a lokatorami.

Co pozostaje mieszkańcom z bloku przy ul. Solnej? Cóż, dla nich mamy wieści, które ich pewnie nie ucieszą. Teraz będą musieli zmienić swoją drogę wynoszenia śmieci na pobliskie podwórko. I będą pokonywać dłuższą drogę, by dostać się do kontenera.

Czy w tej sprawie uda się coś zmienić? Czy uda się dojść do porozumienia z właścicielem, który udostępni mieszkańcom wejście na podwórko? Sprawie będziemy się przyglądać

1 KOMENTARZ

  1. I to jest właśnie polska paranoja – indolencja urzędników… A prawo mówi„za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego” itd. http://www.eporady24.pl/odpowiedzialnosc_organow_administracji_publicznej_za_szkode_wyrzadzona_wydaniem_niezgodnej_z_prawem_decyzji_administracyjnej,artykuly,8,31,607.html A to jest właśnie za mało, bo urzędnik musi wiedzić, że on też za zaniedbanie, za niechciejstwo (bo to jest główny problem w opisanej sytuacji) odpowie z własnej kieszeni. Ja mam firmę i w pełni ponoszę odpowiedzialność za swoje działania, a kierownik takiego czy innego referatu – nie. Dopóki się to nie zmieni, będzie dochodzić do takich chorych sytuacji. Dlaczego się z tym panem nie dogadano? Bo urzędnicy wolą przekładać papiery i popijać kawkę! A obywatelowi tylko kłody pod nogi… W tym samym tekście czytam „dla powstania obowiązku odszkodowawczego nie wystarczy samo stwierdzenie bezprawności działania funkcjonariusza danej jednostki (urzędnika), należy jeszcze wykazać, iż wydanie konkretnej decyzji spowodowało powstanie szkody ‘’ i jak taki szary Kowalski ma sobie z tym poradzić i odbić sobie stratę?! Oni liczą, że Kowalski się zmęczy i odpuści, to ich metoda.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here