Spółdzielcy za obniżką diet dla rady nadzorczej

2279

Redakcja NOWej gazety dotarła do pomysłodawcy tego wniosku, byłego członka Rady Nadzorczej SML-W w latach 2005-2009 Wojciecha Bolisęgi. Jak twierdzi, już wtedy sprzeciwiał się wzrostowi diet. Zostały one jednak związane z najniższą płacą krajową i – w przeciwieństwie do płac większości spółdzielców – co roku są zwiększane. Obecnie wynoszą 960 zł/miesiąc dla przewodniczącego Rady Nadzorczej, 720 zł/miesiąc dla zastępcy przewodniczącego, sekretarza i przewodniczących komisji oraz 400 zł/miesiąc dla szeregowych członków rady.

Pan Wojciech wyliczył, że radni kosztują spółdzielców 6240 zł miesięcznie, a w tym czasie poświęcają dla ich dobra 10-15 godzin. Rocznie na same diety rady nadzorczej spółdzielnia wydaje zatem blisko 75 tys. zł. Zaproponował więc, by „stawki wynagrodzenia członków Rady Nadzorczej” – tak diety zostały nazwane w statucie spółdzielni! – obniżyć:

– przewodniczącego z 60 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę do 35 proc;

– zastępcy przewodniczącego, sekretarza i przewodniczącego komisji z 45 proc. do 25 proc;

– pozostałych członków z 25 proc. do 15 procent.

Walne Zgromadzenie odbędzie się w trzech częściach: 10 i 13 czerwca o godz.17 w restauracji Ratuszowej w Trzebnicy i 12 czerwca o godz.17 w Saloniku Czterech Muz w Obornikach Śląskich.

Jeśli tę propozycję przyjmie walne zgromadzenie, miesięczne diety będą wynosiły: dla przewodniczącego rady – 560 zł, zastępcy przewodniczącego, sekretarza i przewodniczących komisji – 400 zł, szeregowych członków – 240 zł. W sumie rada nadzorcza będzie miesięcznie kosztowała spółdzielców 3360 zł, czyli rocznie nieco ponad   – 40 tys. złotych.

Indywidualne zawiadomienia  o zebraniu muszą zostać dostarczone członkom spółdzielni, co najmniej na 21 dni przed terminem pierwszej części Walnego Zgromadzenia 2013 r.

Jak doszło do tej rewolucyjnej decyzji – spytaliśmy projektodawcę

 

NOWa gazeta trzebnicka: – Na co dzień słyszymy o konieczności podwyżek diet dla członków różnych stałych gremiów nadzorczych, uchwałodawczych lub opiniotwórczych, motywowanej wzrostem kosztów. Pan zaproponował, i znalazł poparcie, obniżkę. Czy nie jest to to spowodowane tym, że już Pan nie jest członkiem rady nadzorczej?

 

Wojciech Bolisęga: – Gdy zostałem wybrany do rady nadzorczej, byłem przekonany, że idę tam pracować społecznie. Tak jak wcześniej społecznie pracowałem w radach rodziców: przedszkola, Szkoły Podstawowej nr 2, gimnazjum językowego czy liceum w Trzebnicy. W sumie w tych radach pracowałem 14 lat. Organizowałem imprezy, wycieczki itp. Dla mnie było normalne, że wykonuję te prace społecznie. Dlatego po pierwszych moich obradach w radzie nadzorczej spółdzielni byłem zaskoczony, gdy otrzymałem wynagrodzenie w wysokości 70 zł. Taka była dieta „zwykłego” członka rady. Gdy odchodziłem w roku 2009 moja dieta wynosiła ponad 200 zł. Podnosili je sobie sami członkowie rady. Byłem przeciw tym zmianom.

 

NOWa: – Za co członkowie rady otrzymują diety?

 

Wojciech Bolisęga: – Ten zapis, który jest obecnie w statucie pojawił się prawdopodobnie w roku 2007. W głosowaniu rady przeszedł stosunkiem głosów 9:2. Jestem jednym z tych dwóch, którzy byli przeciw. Uważałem, że nikt nas na siłę do rady nie zaciągał. Jeśli ktoś się zgłosił, to godził się na społeczną pracę na rzecz spółdzielni i spółdzielców. W takim razie dieta nie ma być formą dodatkowego zarobku, tylko rekompensatą za koszty i czas jaki poświęcamy na tę pracę, czyli koszty dojazdu na posiedzenia do Trzebnicy i ewentualnie na wizytację zasobów. W praktyce taka rekompensata należy się członkowi rady z Prusic, Skokowej czy Obornik Śląskich, który musi dojechać dwa razy w miesiącu na obrady prezydium lub komisji i plenarne posiedzenie rady. Jeśli ktoś musi jechać gdzieś dodatkowo: na szkolenia lub spotkania organizowane na zewnątrz, bierze delegację lub wystawia rachunek za paliwo. Z mojego doświadczenia w radzie wynika, że na pracę w ciągu miesiąca poświęca się maksymalnie 10-15 godzin. Zawsze uważałem, że w stosunku do kosztów włożonej pracy te diety są za wysokie. Jako, że zawsze głosowałem przeciwko ich podnoszeniu, uważam, że teraz mam moralne prawo, a nawet obowiązek, żeby ujawnić spółdzielcom wysokość diet. Dlatego byłem inicjatorem wniosku – żądania zmiany zapisów w statucie o wysokości stawek wynagrodzenia rady nadzorczej.

 

NOWa: – Członkowie rady nadzorczej sami podnoszą sobie wysokość diet. Kiedy Pan doszedł do wniosku, że żądania rady są za wysokie?

 

Wojciech Bolisęga: – Będąc w radzie pojechałem sam na szkolenie członków rad nadzorczych do Głuchołaz. Było to zaraz po wprowadzeniu do statutu zapisu o obecnym sposobie naliczania diet. Miałem tam okazję spotkać się ze spółdzielcami z kilku górnośląskich spółdzielni mieszkaniowych. Chociaż te spółdzielnie od naszej są o wiele większe, w żadnej z nich diety nie były tak wysokie. Interesowałem się wtedy tym problemem, gdyż uważałem, że wysokość naszych uposażeń jest nieadekwatna do możliwości finansowych naszej małej spółdzielni. Propozycję wysokości nowych stawek, którą złożyłem do zarządu oparłem na wyliczeniu średnich krajowych zarobków pomnożoną przez ilość godzin, jakie w ciągu miesiąca członek rady poświęca na pracę. Dlatego też uważam, że dalej powinny być zachowane proporcje między dietą przewodniczącego rady, który pracuje najwięcej, członków funkcyjnych oraz szeregowego członka rady. Zapis w statucie o powiązaniu diet z najniższą płacą krajową powoduje, że w ciągu ostatnich pięciu lat w spółdzielni mieszkaniowej płace pracowników praktycznie stoją w miejscu, a diety rosną członkom rady nadzorczej i tylko im.

 

NOWa: – Ale to wszystko działo się już wcześniej, a Pan zareagował dopiero teraz, po kilku latach

 

Wojciech Bolisęga: – Gdy na radzie nadzorczej padła propozycja o podwyżkach diet, byłem przeciw. Gdy wpłynął wniosek o zapisie powiązania diet z najniższą płacą krajową, też byłem przeciw, choć w zdecydowanej mniejszości. Miałem nadzieję, że rada poprzedniej kadencji zmniejszy te stawki. Wiem, iż był taki pomysł wśród członków rady, ale nie uzyskał poparcia większości. Wobec tego postanowiłem ujawnić spółdzielcom wysokość tych stawek. Gdy zbierałem podpisy pod wnioskiem (o zmniejszenie diet – przyp. red.), spółdzielcy, którzy dowiadywali się o wysokości diet, byli tym faktem zbulwersowani. Niektórzy wprost mówili, że stawki, które zaproponowałem są nadal za wysokie. Niemniej uważam jednak, że praca w radzie wymaga także ponoszenia pewnych wydatków, chociażby na dojazdy lub szybki posiłek dla kogoś, kto z pracy jedzie na posiedzenie. Dlatego, sądzę że brak jakiegokolwiek wynagrodzenia spowodowałby, że nikt nie chciałby tam pracować. Były też głosy, że wszystkim członkom rady nadzorczej należy płacić diety „po równo”. Nie zgadzam się z taką opinią.

 

NOWa: – Jednak zgodnie z obecnie obowiązującą ustawą o spółdzielniach mieszkaniowych, członek rady nadzorczej odpowiada swoim majątkiem za podejmowane decyzje. Czy wobec tego w diecie nie powinna być też zawarta „kwota ubezpieczenia”?

 

Wojciech Bolisęga: – Trzeba naprawdę mocno się starać, w sensie negatywnym, żeby podpaść pod ten paragraf ustawy. W sytuacji, gdy rosną koszty w spółdzielni mieszkaniowej, a członkowie rady nadzorczej nie podnoszą czynszów, generowane są straty, gdyż nie bilansują się przychody i wydatki. W perspektywie kilku lat może to narazić spółdzielnię na ryzyko upadku. Jeżeli ktoś decyduje się na wstąpienie do rady nadzorczej musi być świadom, że trzeba podejmować decyzje niekoniecznie popularne, a więc decydować o podniesieniu czynszów, gdy wymagają tego rosnące koszty. Analizę kosztów przygotowuje zarząd wraz z główną księgową, a członkowie rady dostają gotowe projekty do zatwierdzenia. Od nich zależy, czy czynsz idzie w górę, czy nie. Jest logiczne, że jeżeli koszty działalności spółdzielni mieszkaniowej wzrastają, członkowie rady nadzorczej muszą podejmować te niepopularne decyzje, żeby nie wprowadzić spółdzielni w długi. Uważam, że w tak małej spółdzielni mieszkaniowej jak nasza, koszty funkcjonowania rady nadzorczej są znaczne. Dlatego moja propozycja spowoduje oszczędności w skali roku w granicach 30 tysięcy zł.

 

NOWa: – Dlaczego zależy Panu na nagłośnieniu tej sprawy?

 

Wojciech Bolisęga: – Zapis o dietach członków rady nadzorczej jest w statucie. Żeby dokonać zmian w tym dokumencie, potrzebne jest poparcie dwóch trzecich członków obecnych na Walnym Zgromadzeniu, które składa się z trzech części. Chciałem z tą informacją dotrzeć do szerokiego grona spółdzielców, a publikacja w tygodniku NOWa z pewnością mi to ułatwi. W zawiadomieniach, jakie przysłano spółdzielcom do domów nie ma szczegółów na temat proponowanych zmian. Żeby te informacje uzyskać trzeba udać się do siedziby spółdzielni w Trzebnicy lub poszukać na stronie internetowej.

 

NOWa: – Dziękuję za rozmowę.

2 KOMENTARZY

  1. Przerażające jest to że większość mieszkańców (czyt: członków SMLW w Trzebnicy) nie interesuje się lub nie uczestniczą w wyborach członków rady nadzorczej. Jak znam tego typu zebrania to przychodzą na nie albo pieniacze którzy chcą się odegrać na SMLW za krzywdy lub karierowicze którzy chcą na tym zbić kapitał. Tak zwanych „normalnych” zdrowo myślących na tych zebraniach nie ma. Skutkuje to tym że członkiem rady nadzorczej SMLW zostaje osoba (celuje w tym jedna z „pań” owej rady)która wraz z całym swoim inwentarzem tak zwaną „rodziną” pozywa do sądu mieszkańców Wołowa , Trzebnicy a także instytucje bankowe itp. ….. Kobieta nie widzi różnicy między spółdzielnią a wspólnotą i jak jej wygodnie lub jak jej podpasuje chce stosować przepisy zamiennie do owych podmiotów. Jak ktoś taki może sprawować jakąkolwiek funkcję ? Inną kwestią jest zwykłe chamstwo tej osoby oraz całkowity brak szacunku do innych ludzi !

    • Panie Bolisęga proszę się zainteresować wyczynami jednej z członkiń rady nadzorczej SMLW to także Panu ułatwi przeforsowanie Pana pomysłów. Przydałoby się spółdzielców poinformować co ta kobieta wyczynia. W pełni Pana popieram.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here