Bezpańskie zwierzę cierpiało, bo nie było wiadomo, kto miał się nim zająć

748

Kilka tygodni temu, w sobotę do kiosku na dworcu wśliznął się pies. – Najpierw pomyślałam, że może ktoś z tym psem przyszedł na stację i zwierzę po prostu położyło się na podłodze – mówi Helena Malawko, sprzedawczyni, która akurat w tym dniu pracowała. – Po dłuższym czasie okazało się jednak, że po zwierzę nikt nie przyszedł. To był dość duży pies, na początku nie chciałam do niego podchodzić, bo po prostu się bałam. Pies leżał między regałami i utrudniał klientom wejście do kiosku.  Zauważyłam jednak, że się trzęsie. Kiedy przyjrzałam mu się dokładnie, okazało się, że zwierzak ma drgawki, a jego brzuch jest jakoś dziwnie spuchnięty. Wyglądał na bardzo obolałego i przestraszonego, ale wciąż obawiałam się podejść do niego, żeby nie zrobił mi ze strachu krzywdy. Dlatego postanowiłam zadzwonić do weterynarza. Niestety, miałam numer tylko do jednego, który akurat nie odbierał – mówi Helena Malawko. Jak dodaje, akurat była sobota, koło południa, obawiała się, że może nie dodzwonić się do żadnego weterynarza.

– Wiem, że bezdomnymi zwierzętami powinna zająć się gmina, dlatego też zadzwoniłam na numer obornickiego urzędu. Była sobota, nikt tam nie pracował, automatycznie zostałam przekierowana na komisariat policji. Tam dyżurny poinformował mnie, że miasto nie ma podpisanej umowy z firmą odławiającą psy. Zobowiązał się jednak, że za chwilę do mnie zadzwoni i poda mi numery telefonów do obornickich weterynarzy – opowiada kobieta. Po  15 minutach policjant  podał jej telefony do weterynarzy.

– Pies już dwie godziny leżał na podłodze, wyglądał coraz gorzej. Telefon ode mnie odebrała pani weterynarz z Obornik Śl. Bardzo szybko przyjechała. Jak mówiła, pies potrzebował stałej opieki. Trudno jej było określić co dokładnie mu dolega, dlatego podała mu w zastrzyku środek rozkurczowy, antybiotyki i coś wzmacniającego. Proszę sobie wyobrazić, że kiedy opowiedziałam, co do czasu przyjazdu pani weterynarz się działo, ta nie wzięła ode mnie pieniędzy. Powiedziała mi, że to oni mój, ani jej pies – mówi pani Helena. Pani weterynarz odjechała. Zbliżała się godzina zamknięcia kiosku. – Co miałam z tym psem zrobić? Wynieść go na zewnątrz, położyć pod jakimś płotem? Nie mam w domu zwierząt, ale przecież nie mogłam zostawić chorego psa na dworze, dlatego wzięłam go do domu. Po kilku godzinach zwierzak poczuł się wyraźnie lepiej, napił się wody, a po pewnym czasie nawet zjadł karmę. W międzyczasie dowiedziałam się od innych osób, że pies już od dłuższego czasu błąkał się po okolicy. W środę przed tą sobotą, jedna ze znajomych mi osób zadzwoniła do urzędu, aby to zgłosić. Nie wiem jak to możliwe, żeby do soboty nikt się nie pofatygował, by sprawdzić tę informację. W poniedziałek do kiosku przyszedł mężczyzna, nie przedstawiał się, zapytał tylko gdzie jest TEN pies. A psa już nie było. Właściciele kiosku, w którym pracuję, na własny koszt i własnym transportem odwieźli go do schroniska, żeby dalej go leczono. Kiedy powiedziałam to temu anonimowemu panu, on po prostu wyszedł.

– Cała ta historia bardzo mnie zdenerwowała – mówi Helena Malawko. Poruszona wydarzeniami postanowiła porozmawiać z burmistrzem – W środę poszłam do urzędu, jednak burmistrz przyjmował dopiero od godz. 13, a ja nie mogłam tyle czekać. Odesłano mnie do pokoju nr 7, a tam siedział ten pan, który w poniedziałek przyszedł zapytać o psa. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że to kierownik ochrony środowiska Józef Wnęk. Kierownik zapewnił mnie, że miasto ma podpisaną umowę na odławianie psów, a także z weterynarzem, i że policjant musiał być źle poinformowany – relacjonuje kobieta, która jak sama mówi, chciała do końca wyjaśnić sytuację i  dlatego poszła na obornicki komisariat. – Okazało się, że dyżur pełni ten sam policjant, który w sobotę podał jej numery telefonów do weterynarzy. Bardzo mu  podziękowałam za pomoc. Dyżurny wyjaśnił mi również, że na komisariat dotarła informacja o rozwiązaniu poprzedniej umowy z weterynarzem, ale nie dostarczono nowej, dlatego nie mógł mi podać namiarów na odpowiedniego lekarza weterynarii. Po tym całym zamieszaniu obiecałam sobie, że tak tej sprawy nie zostawię: pies kilka dni szwendał się po okolicy, miasto nie reagowało na telefony, policja nie miała aktualnych informacji. Ten pies przeżył tylko dzięki mojemu uporowi i pomocy pani weterynarz.

Projekt umowy jest

Józef Wnęk, kierownik wydziału rozwoju obszarów wiejskich i ochrony środowiska potwierdza, że zgłoszenia o błąkającym się psie były już wcześniej. – Takimi zgłoszeniami ja się zajmuję. Kiedy zadzwoniono do Urzędu Miejskiego, akurat przebywałem na zwolnieniu lekarskim. Od razu po powrocie do pracy, w poniedziałek, poszedłem do kiosku na dworcu, ale psa już nie było. Mogę zapewnić, że miasto wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Mamy przygotowany projekt umowy z weterynarzem, ale jeszcze nie został podpisany. Ze względu na wysokie koszty, burmistrz zdecydował, że o konieczności schwytania lub leczenia psa będziemy informować lekarza weterynarii incydentalnie i za konkretne przypadki gmina będzie płacić. Za każdym razem kiedy ktoś zgłosi nam, że po ulicach chodzi bezpański pies, powiadomimy o tym pana Olszewskiego ze Skokowej, który wykona dla nas usługę i tylko za wykonane usługi zapłacimy. Również z policją wyjaśniliśmy już sprawę. Teraz dyżurny zna numer komórki weterynarza, który wykonuje dla nas usługę – odpowiada Józef Wnęk i dodaje, że w tym konkretnym przypadku dyżurny komisariatu poinformował pracownika urzędu o bezdomnym psie, nie zostawiając danych osoby zgłaszającej ten fakt, ani numeru kontaktowego, co uniemożliwiło dokładniejsza lokalizację zwierzęcia. – W wyniku kilkukrotnie przeprowadzonej wizji w terenie nie stwierdzono obecności bezdomnego psa w obrębie budynku PKP. Liczne są przypadki interweniowania w sprawie bezdomnego psa, który po próbie odłowienia, okazuje się niewłaściwie przetrzymywany przez właściciela. Koszty takich interwencji ponosi gmina. Dlatego też informacja o błąkającym się zwierzęciu jest weryfikowana, w miarę możliwości, przez pracownika urzędu przed zgłoszeniem firmie odławiającej bezdomne zwierzęta – wyjaśnia Józef Wnęk. 

Ryszard Olszewski potwierdza, że wykonuje zlecenia dla gminy. – Z tego co wiem, to również inne lecznice z Obornik Śląskich są powiadamiane przez Urząd Miejski w Trzebnicy. Mam nadzieję, że już niedługo podpiszę umowę z gminą i nie będzie problemu. W tym konkretnym przypadku,  psa który znajdował się na dworcu, nikt do mnie nie dzwonił – mówi weterynarz.

 Gmina twierdzi, że o zwierzęta dba

Jeszcze zimą, kiedy na dworze panowały duże mrozy, z podobnym problemem zgłosiła się do nas inna oborniczanka. Mówiła, że spotkała się z bulwersującym przypadkiem. – Znajoma zadzwoniła do Urzędu Miejskiego w Obornikach, żeby zgłosić, że po mieście, w okolicach jej domu wałęsa się pies. W odpowiedzi usłyszała, żeby go nie karmiła, to zwierzę sobie pójdzie – opowiada zbulwersowana oborniczanka. Po tym zdarzeniu zapytaliśmy obornickich urzędników, jak wygląda procedura powiadamiania o błąkających się zwierzętach. W lutym otrzymaliśmy następującą odpowiedź:  „Informacje o bezdomnych zwierzętach można zgłaszać do Wydziału Rozwoju Obszarów Wiejskich i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Obornikach Śląskich ul. Trzebnicka 1, pok. 7 lub pod numer 71 310 35 19 wew. 434 lub 446 w godzinach pracy urzędu. Interwencyjne zgłoszenia przyjmuje Komisariat Policji w Obornikach Śląskich. Dyżurny jest w posiadaniu danych kontaktowych do firmy, odławiającej bezdomne zwierzęta”. Dalej Andrzej Małkiewicz, kierownik wydziału inwestycji i remontów, który zastępował w czasie zwolnienia lekarskiego Józefa Wnęka,  tłumaczył, że zaraz po przyjęciu informacji jest dalej przekazywana firmie, która przystępuje do odławiania zwierząt. Złapane stworzenia odsyłane są do schroniska w Żychlinie. Kierownik podkreśla, że miasto pomaga mieszkańcom, którzy wnioskują o sfinansowanie sterylizacji (od początku tego roku do lutego, kiedy otrzymaliśmy odpowiedź) wysterylizowano dwie kotki i jedną sukę. Dalej Andrzej Małkiewicz zapewnia, że pracownicy UM reagują na wszelkie zgłoszenia interwencyjne mieszkańców oraz Komisariatu Policji, o czym świadczą koszty ponoszone przez WOŚ. „Dla osób, które przygarnęły bezpańskie zwierzęta, została sfinansowana, w ubiegłym roku, opieka weterynaryjna oraz karma dla psów lub kotów do momentu znalezienia dla nich nowych właścicieli”. Na koniec kierownik prosi, aby zgłaszać do urzędu przypadki, kiedy pracownicy zareagowali w sposób nieprawidłowy.

2 KOMENTARZY

  1. A w Obornickim Urzędzie jak zwykle bałagan i tak od jednego do drugiego i nie wiadomo o co chodzi, ten tego zastępował, tego nie było, podpisane mamy, nie podpisane, procedury takie a nie inne.
    Dziekować PANI za cierpliwość i determinacje !!! Brawa dla Pani za serce dla psiaka i cierpliwość w zmaganiu się z Obornickim urzędem .

Odpowiedz na „SygmaAnuluj

Please enter your comment!
Please enter your name here