Będzie wizja lokalna na „piątce”?

228

Pierwszy został wysłuchany świadek Dawid S., policjant, który – jak powiedział – po wypadku wykonywał czynności procesowe. Przytoczył on głównie zeznania teściowej kierowcy wyprzedzanego samochodu, która przed sądem powiedziała, iż jej zięć w momencie wyprzedzania „mocnymi” słowami określi to, że kierowca wyprzedzającego chryslera zdecydował się na ten manewr na drodze pod górkę, na której jest ograniczona widoczność. Jednak te zeznania nie znalazły się, w protokole z przesłuchania.W wyprzedzanym samochodzie jechała rodzina z Czech. Zeznawali oni na początku procesu i dziwili się, że w ich wyjaśnieniach składanych tuż po wypadku nie było wzmianki o uwadze na temat wyprzedzającego chryslera.

Dawid S. nie przypominał sobie, czy takie słowa wtedy padły. Stwierdził tylko, że jeśli nie znalazły się w protokole, to znaczy, że nikt wtedy o tym nie mówił.

Mirosław B. mąż i ojciec ofiar wypadku nie był bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Opowiedział natomiast, co robił z bliskimi kilka godzin przed tragedią; opisał także moment, gdy się o niej dowiedział, a także problemy na jakie napotkał później, w związku z koniecznością opieki nad drugim dzieckiem.

Państwo B. mieszkali we Wrocławiu, ale pracowali wtedy w powiecie trzebnickim. Feralnego dnia ok. godz. 10 wyjechali samochodem skoda combi, zabierając ze sobą 3-letnią córeczkę Lenę. Prowadziła żona, Monika B. Męża wysadziła w Pawłowie Trzebnickim, gdzie Mirosław był zatrudniony w międzynarodowej firmie transportowej, a sama z dzieckiem pojechała w kierunku Prusic, by załatwić swoje sprawy zawodowe. W drodze powrotnej miała wstąpić po męża. Ten jednak wybrał się do urzędu w Trzebnicy po odbiór dokumentów. Zawiozła go samochodem firmowym żona właściciela, która natychmiast wróciła. Mirosław B. skontaktował się telefonicznie z żoną i poinformował o zmianie planów. Umówili się na spotkanie w Trzebnicy. – Około godz. 12 żona zadzwoniła i powiedziała, że już wyjeżdżają. Czekałem długo, ale się nie pojawiała. Nie odbierała także telefonu. Ok. godz. 14 zdecydowałem się wrócić do Wrocławia autobusem – powiedział Mirosław B. W skrzynce na listy zauważył policyjne wezwanie o pilny kontakt z funkcjonariuszami. Gdy za chwilę zadzwonił, na komisariat, usłyszał tylko, że radiowóz już jest w drodze. – Policjant, który przyjechał do mnie, do domu, opowiedział o wypadku. Poinformował też, że żona zginęła, a córkę zabrano do szpitala we Wrocławiu. Pojechał tam. Po kilku dniach córka jednak też zmarła.

Oskarżyciel posiłkowy powiedział, że dostał zasiłki pogrzebowe, zarówno od ZUS, jak i od ubezpieczycieli pieniężnych. Wyjaśnił także, że musiał zrezygnować z pracy, bo był kierowcą na międzynarodowych trasach i przebywał po kilka dni poza domem. Musiał więc zrezygnować, żeby móc zaopiekować się nastoletnim synem. Obecnie trudno mu się utrzymać bez pomocy środków matki.

Biegli sądowi Andrzej Dutkowski i Marek Łomot, którzy sporządzali opinię dla tej sprawy stwierdzili, że zebrany materiał dowodowy, to w przeważającej części tzw. osobowy materiał dowodowy, czyli zeznania świadków. Na tej podstawie nie da się określić dokładnie miejsca i położenia pojazdów – skody oraz chevroleta tuż, przed i w momencie wypadku. Jak zauważyli biegli, z zeznań kierowcy ciężarowego mercedesa – który również odniósł obrażenia – wynika, że oskarżony wjechał na chwilę przed mercedesa i tym samym przyjął prędkość kolumny. Później nastąpiła druga faza wyprzedzania, ale już nie z tak dużą prędkością. Zdaniem biegłych można więc przyjąć, że oba pojazdy jadąc naprzeciw siebie z prędkością 90 km/s w ciągu sekundy pokonują 50 metrów. Jednak nie udało się ustalić w jakiej odległości byli kierowcy, w chwili gdy zaczęli swoje manewry i ile mieli na nie czasu.

W związku z taką opinią biegłych, obrońcy oskarżycieli wnieśli o przeprowadzenie wizji lokalnej w  miejscu wypadku. Oskarżyciel publiczny podał w wątpliwość sens przeprowadzania takiej wizji po ponad roku od wypadku.

Przewodniczący składu orzekającego, sędzia Arkadiusz Rosiecki, chciał się dowiedzieć, dlaczego biegli nie wnosili o przeprowadzenie wizji zaraz po wypadku, ani podczas postępowania przygotowawczego, a teraz są za tym, żeby ją przeprowadzić. Usłyszał, że biegli nie mogą występować o jakiekolwiek dowody. Swoje opracowanie muszą przygotować na podstawie materiałów do jakich dotarły prokuratura i policja.

W związku z tym sędzia powołał kolejnego, trzeciego biegłego, w celu ustalenia, czy konieczna będzie wizja lokalna na krajowej piątce.

Przypomnijmy, że prokuratura zarzuca Grzegorzowi J., że 6 kwietnia ub. roku ok. godz. 12.30, jadąc samochodem osobowym chrysler 300 C z Trzebnicy w kierunku Żmigrodu na prostym odcinku drogi krajowej nr 5 między Małuszynem a Pawłowem Trzebnickim umyślnie naruszył przepisy ruchu drogowego, przez co spowodował wypadek drogowy, a następnie zbiegł. Mając ograniczoną, ze względu na ukształtowanie terenu, zdolność obserwowania pojazdów jadących z przeciwka, rozpoczął manewr wyprzedzania kolumny pojazdów w miejscu oznaczonym zakazem wyprzedzania, poruszając się przy tym z prędkością znacznie przekraczającą dopuszczalną. Będąc na lewym pasie ruchu zmusił jadącą prawidłowo z przeciwka samochodem skoda octavia 36-letnią Monikę B. do gwałtownego – w celu uniknięcia zderzenia czołowego – zjazdu na prawe pobocze, a następnie na lewy pas ruchu. W wyniku tych manewrów skoda zderzyła się z jadącym prawidłowo od strony Trzebnicy ciężarowym mercedesem. W wyniku wypadku, śmierć na miejscu poniosła 36-letnia kobieta prowadząca skodę octavię. Jej 3-letnia córeczka z ciężkimi obrażeniami, m.in. obrzękiem mózgu, nieprzytomna, została odwieziona do szpitala, gdzie po czterech dniach zmarła. W wypadku ranny został również kierowca mercedesa. Grzegorz J. nie przyznaje się do winy.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here