Na „Żądle Szerszenia” rzucało żabami

254

Już od godziny 8 rano startowali pierwsi zawodnicy. Trasa rajdu nie uległa zmianie (a przypomnijmy, że w ubiegłym roku wprowadzono pewne nowości). Nadal dla zawodników jednym z najtrudniejszych momentów jazdy jest słynny podjazd w Radłowie. Kolarze startujący w maratonie, mogli wybrać odpowiedni dystans do pokonania: najkrótszy, tj 75 km, średni dystans wynoszący 150 km, oraz gigant, który liczył 225 km. Idziemy na miejsce zawodów, boisko szkolne przy zespole szkół specjalnych przy ul. Nowej 1. Na miejscu kolarze czekają na sygnał do startu, pozostali wykorzystują ostatnie minuty na przygotowania: sprawdzają czy mają dobrze umocowane numery startowe, sprawdzają rower, poprawiają stroje. Udział w maratonie dla wielu jest także okazją nie tylko do sprawdzenia swoich możliwości i rywalizacji na trasie, ale także doskonałym momentem do spotkań. Niektórzy z zawodników doskonale znają się z udziału w podobnych imprezach organizowanych w kraju. Natychmiast tworzą małe kilkuosobowe grupki i rozmawiają w oczekiwaniu na swój start. W trasę zawodnicy wyruszają co kilka minut. Najpierw jeden z sędziów odczytuje nazwiska aktualnie startujących, gdy wszystko się zgadza, kolarze podjeżdżają bliżej linii mety i na sygnał sędziego wyruszają w trasę maratonu. Jeden z bardziej niebezpiecznych momentów, to przejazd przez Trzebnicę. Oczywiście już kilka dni przed imprezą pojawiły się znaki informujące kierowców o zachowaniu ostrożności, jednak dla zachowania bezpieczeństwa policjanci kierowali ruchem na większych skrzyżowaniach. Dodatkowo kolumna rowerzystów, która dopiero przekroczyła linię startu, prowadzona jest przez miasto w asyście motocyklistów z klubu Doborowe Towarzystwo Ryzykantów: – Współpracujemy już 3 lata, to bardzo dobre i komfortowe rozwiązanie dla naszych zawodników, z pewnością dodatkowo stwarza poczucie bezpieczeństwa – mówił Zenon Janiak, komandor trzebnickiego maratonu.

Zima była zbyt długa

Zdecydowana większość zawodników nie miała czasu żeby odpowiednio przygotować się przed zawodami, zbyt długa zima uniemożliwiała im cykliczne treningi, dlatego też, dla pewności wybrali najkrótszą trasę, liczącą 75 km. Na chwilę przed startem udaje nam się porozmawiać z kolarzami, biorącymi udział w „Żądle Szerszenia”. Jednym z nich jest jeden Szerszeni, Andrzej Gancarek, który po kilkumiesięcznej przerwie, spowodowanej wypadkiem, z powrotem wsiadł na rower: – Minęło już 9 miesięcy, doszedłem do siebie, pracuję. To mój 4 udział w maratonie, w ubiegłym roku nie brałem udziału, pomagałem przy organizacji. Zdecydowałem się na ten start, ponieważ kiedy jeżdżę na rowerze, wtedy lepiej się czuję. Nawet lekarze zalecili mi, żebym w ramach rekonwalescencji jeździł na rowerze. Przygotowywałem się do startu trenując kilka razy w tygodniu.

Rozmawiamy także z grupą kolarzy z klubu rowerowego z Leszna. : – Startuje już po raz trzeci w tym maratonie, a moje koleżanki dopiero debiutują. W tym  roku jedziemy w trasę 75 km, ponieważ z powodu zbyt długiej zimy nie mieliśmy wielu okazji, by się dobrze przygotować. Za 2 tygodnie startujemy w maratonie w Radkowie. Jak nie będzie padało, nie będzie źle. Ale przecież wiadomo, że nie ma złej pogody, tylko kolarz jest źle ubrany. Będziemy  jechać swoim tempem, chociaż może uda mi się dogonić kolegów, którzy wystartowali kilkanaście minut wcześniej – mówił z uśmiechem na ustach pan Maciej.

Mam nowy rower, do którego nie jestem jeszcze przygotowana, poza tym nie miałam czasu, żeby przygotować się do dłuższego dystansu, dlatego pokonuje tylko trasę 75 km, to mój 4 start w maratonie – powiedziała nam Barbara Węglarska, z Szerszeni. Towarzyszył jej znajomy kolarz, pan Andrzej: – Ja również jadę w 75 km, nie było czasu trenować, a rower odkurzałem dopiero dzień przed zawodami. Żona mi powiedziała, że mam nie pędzić, tylko jechać luzikiem, a ja słucham rad żony.

Pierwsi zawodnicy, którzy wczesnym rankiem wyruszyli w najkrótszą trasę maratonu potrzebowali 2 godzin, by przejechać ten dystans i przekroczyć linię mety. Zadowoleni, ale także zmęczeni po ciężkim wysiłku (trasa przecież nie należy do najłatwiejszych), mogli liczyć na „opiekę” organizatorów: – Część Szerszenie zajmuje się organizacją i przebiegiem zawodów. Musimy pilnować zawodników wracających z trasy, oferujemy im ciepły posiłek regeneracyjny – mówił Zenon Janiak.

O swoich wrażeniach po zakończeniu maratonu mówił nam jeden z uczestników, Henryk Zięba, który zamierza wystartować w rowerowym maratonie dookoła Polski (ale o tym napiszemy w jednym z kolejnych wydań gazety). – Miałem kilka przygód, a e udało się je pokonać. Z wiekiem te góry są coraz wyższe i trudniejsze do pokonania. Jechałem w 150 km. Zima w moim przypadku mi nie przeszkadzała w przygotowaniach, cały rok jeździłem na rowerze i biegałem. Wybraliśmy taką trudną dyscyplinę, np. dlaczego nie uprawiamy wędkarstwa? Bo przecież w kolarstwie tyle trzeba się nakręcić… – śmiał się zawodnik.

Nie znam czasu i nie wiem, które zająłem miejsce ale jestem szczęśliwy i bardzo dumny z tego, że udało mi się przejechać 225 km. Jechaliśmy 20 osobową grupą, w Kaszycach Wielkich był trudny odcinek do pokonania, a młodsi zawodnicy zajechali nas na 10 kilometrze. Najważniejsze dla nas są punkty końcowe, które zdobywany w generalnym pucharze Polski. Pogoda przez większą część trasy była idealna, ale ostatnią małą pętelkę pokonywaliśmy w deszczu – podsumował swój występ Roman Węglarski.

O podsumowanie maratonu poprosiliśmy głównego sędziego zawodów, Małgorzatę Pawlaczek. – Powiedzieli mi, że tak jeszcze na „Żądle Szerszeni ” nie rzucało żabami! Pogoda jest zawsze charakterystyczna, gdy organizujemy zawody. Kolarzom brakowało widoku kwitnących rzepaków, które zwykle mijali na trasie. Mieliśmy rekordową liczbę zawodników, nawet ustaliliśmy limit 800 zawodników, ale około 780 zawodników wzięło udział. Startowali kolarze z całej Polski, ale głównie Dolnego Śląska, bardzo dużo osób startowało z Trzebnicy. Dużo osób wybrało ten najkrótszy dystans, bo nie czuło się pewnie, nie mogli się dobrze przygotować. Mieliśmy grupę mocnych zawodników, którzy wybrali trasę giga – ponad 200 km. Najtrudniejsze jednak było to, że po przejechaniu 150 km musieli przekroczyć linię mety i wyjechać w ostatni odcinek do pokonania. Z pewnością nie było to łatwe dla nich zadanie, bo przecież widzieli już wielu kolarzy, którzy odpoczywali po ukończonym dystansie. A świadomość, że ma się 75 km do przejechania w deszczu i zimnie, bo się ochłodziło, z pewnością nie jest dobrym odczuciem – powiedziała Małgorzata Pawlaczek.

Kilka dobrych rad dla amatorów

Małgorzatę Pawlaczek zapytaliśmy także o poradę, dla tych wszystkich, którzy dopiero zaczną swoją przygodę z kolarstwem. Jak powinni się przygotować i trenować, by za rok wziąć udział w trzebnickim maratonie? Po pierwsze: trzeba zacząć od wycieczek rowerowych, które należy dzielić na dystanse: najpierw 10km, następnie 20km, potem 30 i 50 km. Po drugie nie należy zaniedbać zimy i przez cały czas podtrzymywać formę, bo wtedy w wiosennym sezonie jest się dobrze przygotowanym do zawodów. Po trzecie, po zimie należy intensywnie trenować przez 2 miesiące, jakie zostają do maratonu „Żądła Szerszenia”. Organizatorom zależy na tym, by promować wśród trzebniczan kolarstwo, dlatego z myślą o nich zaproponowali trasę 75 km.

Cóż, do kolejnego maratonu pozostało dużo czasu żeby się solidnie przygotować, pogoda zaczyna sprzyjać, wiec i my także radzimy, by wyciągnąć z garażu czy piwnicy swój rower i wybrać się na ciekawą wycieczkę po malowniczych trasach, jakich w naszym powiecie nie brakuje. Natomiast trzebniccy Szerszenie już rozpoczęli przygotowania do kolejnego maratonu. Być może za rok na mecie zjawi się jeszcze więcej kolarzy?

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here