Wyprowadzi się jak go wypuszczą

730

Pierwszy raz o sprawie pisaliśmy rok temu. Przypomnijmy, że mieszkaniec domu przy ul. Polnej w Rościsławicach, skarżył się na jednego z sąsiadów. Według jego relacji, jeden z lokatorów czuł się bezkarnie. W swoim mieszkaniu organizował imprezy mocno zakrapiane alkoholem, podczas których zakłócał spokój innym. Mieszkaniec, który rok temu prosił nas o pomoc wskazywał, że obcowanie pod jednym dachem z taką osobą stało się mordęgą. Co więcej, w związku z tym, że istniała możliwość wykupienia mieszkań komunalnych, niektórzy najemcy zdecydowali się na takie posunięcie. Jednak uciążliwy lokator, na którego skarżył się nam mieszkaniec Rościsławic, zajmował lokal komunalny, za który w dodatku według wiedzy naszego Czytelnika nie płacił. W domu na ul. Polnej dochodziło do przepychanek pomiędzy innymi mieszkańcami a kłopotliwym lokatorem. Wielokrotnie na miejsce wzywana była policja. Kiedy jednak w zeszłym roku poprosiliśmy oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy o informację, czy na kłopotliwego mieszkańca ktoś się skarżył, okazało się, że oficjalnych notatek, ani innych dokumentów nie ma. Również pracownicy wydziału lokatorskiego Urzędu Miejskiego w Obornikach Śląskich nie chcieli nam powiedzieć, czy lokal jest zadłużony i czy zgłaszano wcześniej, że jeden z najemców mieszkania komunalnego jest uciążliwy.

My inwestujemy sami

Po roku od naszej ostatniej wizyty na ul. Polnej ponownie zostaliśmy poproszeni o pomoc, tym razem już przez kilku mieszkańców. Proszę tylko spojrzeć. Ja swoje mieszkanie mam już wykupione od 2 lat. W jego remont włożyłam bardzo dużo pieniędzy. Mam nową kuchnię, pokój, a sąsiad się ze mnie śmieje. Ja musiałam sama zapłacić za wymianę okien, za wszystkie instalacje, za malowanie, a tu co trochę jestem zalewana przez sąsiadów z góry żali się jedna z mieszkanek. Inna dodaje, że aby móc wymienić okna, musiała wziąć kredyt, a jemu wszystko przychodzi lekko, bez wysiłku. Jak podkreśla kobieta, mieszkanie kupiła po preferencyjnej cenie, ale praktycznie tyle samo pieniędzy musiała włożyć w remont. Tym bardziej bolało ją, kiedy jej mieszkanie zostało zalane. W dodatku, jak twierdzi kobieta, nie otrzymała rekompensaty za straty spowodowane zalaniem, a teraz ma problem z wykupieniem ubezpieczenia dla swojego lokalu.

Inaczej sprawę przedstawiają pracownicy wydziału spraw lokatorskich, którzy nie zgadzają się z informacjami przedstawiony przez właścicielkę mieszkania: Z analizy dokumentacji dotyczącej zalania lokalu, który znajduje się pod lokalem uciążliwych sąsiadów wynika, że ostatnie zgłoszenie o zalaniu poszkodowana wtedy jeszcze najemczyni lokalu komunalnego złożyła w 2008 roku. Po tej dacie nie ma żadnych innych pism w tej sprawie. Ani gmina ani zarządca nie posiadają żadnego dokumentu, który by wskazywał, czy i w jaki sposób w roku 2008 była rozstrzygnięta kwestia zalewania lokalu. Należy w tym miejscu podkreślić, że wciąż niewiele osób ubezpiecza swoje lokale mieszkalne, a dochodzenie roszczeń w ramach regresu jest zawsze szybsze twierdzą urzędnicy.

 

Żyjemy w ciągłym strachu

Według relacji mieszkańców, lokator z piętra jest wyjątkowo uciążliwy. W jego mieszkaniu odbywają się co kilka dni imprezy z bardzo dużą ilością alkoholu. Po każdej takiej imprezie wszędzie mamy pełno szkieł. O krzykach i hałasach już nawet nie wspomnę. Stuki, krzyki, my mamy za sobą już tyle bezsennych nocy… W piwnicy nic nie można było trzymać, bo wszystko samo wychodziło. Jednego dnia wieczorem wynieśliśmy starą pralkę, a następnego dnia rano już jej nie było. Podobnie jak warzywa na ogródkach. Wcześniej każdy uprawiał sobie coś w ogródku, ale teraz już nie ma sensu, bo i tak przyjdzie i urwie, jak po swoje mówi jedna z mieszkanek. Inna dodaje, że żyje w takim strachu i napięciu, że nie daje sobie już z tym rady. To są ludzie niebezpieczni, co trochę w tym mieszkaniu odbywają się schadzki, a my boimy się z własnych mieszkań wychodzić na działkę, posiedzieć na dworze, że nie wspomnę już o wyjściu z mieszkania na klatkę schodową, bo pokradli żarówki i wszędzie jest ciemno.

Może teraz się uda

Mieszkańcy, którzy poprosili nas o interwencję, zauważyli, że od kilku tygodni główny najemca lokalu komunalnego jest nieobecny. Widzimy, że go nie ma od kilkunastu dni. Niektórzy mówią, że poszedł do więzienia, ale nie wiemy dokładnie na ile. Może to jest wreszcie szansa na to, żeby go stąd eksmitować. Ten mężczyzna zajmuje duże mieszkanie, które w dodatku doprowadza do ruiny i nie opłaca go. Przecież w telewizji słyszy się, że rodziny z dziećmi z mieszkań wyrzucają, albo przenoszą do mieszkań socjalnych, a tu nikt sobie z nim nie potrafi poradzić. To jest piękne, suche mieszkanie! Niejedna porządna rodzina pewnie chciałaby takie mieć mówią rozgoryczeni mieszkańcy. Czarę goryczy przelał ostatnio fakt, że  najemca mieszkania nie pokazuje się w nim, za to w jego miejsce sprowadziła się jego rodzina, o równie hałaśliwym i awanturniczym usposobieniu.

To nie jest takie proste

Wspólnota Mieszkaniowa przy Polnej 8 powstała z mocy prawa w roku 1999, po wykupieniu przez najemcę pierwszego lokalu. Od grudnia 2012 roku wspólnotą zarządza nowy zarządca i krok po kroku wspólnie starają się uporządkować sprawy całej nieruchomości. Na dzisiaj we wspólnocie pozostały trzy lokale komunalne, w tym jeden, do którego formalnie prawo ma wciąż  kontrowersyjny lokator.

Jak się jednak okazuje, sprawa kłopotliwego sąsiada jest doskonale znana pracownikom referatu spraw lokatorskich przy Urzędzie Miejskim w Obornikach Śląskich. Jako gmina przejęliśmy mieszkania komunalne półtora roku temu. Rozpoznajemy sytuację wszystkich mieszkań sukcesywnie. W lokalu, o którym mowa, byłyśmy do tej pory raz.  Trzeba zaznaczyć, że część mieszkań została wykupiona, a trzy są komunalne czyli gminne. W związku z tym, że w budynku powołano wspólnotę, wybrano również zarządcę i właśnie od niego czerpiemy najwięcej wiedzy o tym, co się dzieje w lokalu – mówi pracownik referatu spraw lokatorskich. Podkreśla również, że urzędnicy podjęli już kroki, żeby niepłacący najemca opuścił lokal. Ponad rok temu podjęliśmy pierwsze działania, żeby eksmitować niepłacącego mężczyznę. Sprawa wcale nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać, ponieważ aby kogoś eksmitować, trzeba mieć prawomocny wyrok sądu. Jeszcze wiosną zeszłego roku skierowałyśmy sprawę do sądu w Trzebnicy. Rozprawy odbywały się co pewien czas. Namawialiśmy innych lokatorów, żeby stawili się przed sądem w roli świadków i opowiedzieli o uciążliwości sąsiada. Wtedy być może sprawa potoczyłaby się szybciej. Jednak inni mieszkańcy tego domu, pewnie w obawie przed zemstą sąsiada, w trzebnickim sądzie się nie stawiali. Kiedy 15 marca zapadł wyrok o eksmisji w którym zapisano, że mężczyźnie nie należy się lokal socjalny dowiedziałyśmy się, że ten mężczyzna przebywa w więzieniu. Prawo stanowi, iż eksmitowany ma prawo uczestniczyć przy czynnościach eksmisyjnych. Żaden urząd nie może go tego prawa pozbawić. Nieoficjalnie pracownicy urzędu dowiedzieli się, że uciążliwy najemca odbywa karę pozbawienia wolności i, wbrew pozorom, to nie przyspieszyło postępowania eksmisyjnego, a wręcz wydłużyło. Trzeba uzyskać formalne potwierdzenie o karze pozbawienia wolności, okresie jej trwania, miejscu osadzenia itp., a następnie dopełnić wymogi formalnoprawne, co do czasu przeprowadzenia eksmisji czy prawie eksmitowanego do uczestniczenia przy czynnościach eksmisyjnych.

Urzędnicy nieoficjalnie dowiedzieli się, że mężczyzna odsiaduje półroczy wyrok. Na oficjalne pismo przyjdzie im jeszcze trochę poczekać. Pracownicy referatu spraw lokatorskich wyjaśniają również, że ze względu na koszty i terminy nie jest praktykowane, żeby więźniowie byli przywożeni przez służbę więzienną w celu uczestniczenia w czynnościach eksmisyjnych. Mają również nadzieję, że nieoficjalna informacja o półrocznym wyroku potwierdzi się, ponieważ jeśli mężczyzna został osadzony na dłużej, na przykład na rok, to eksmisja może się wydłużyć właśnie przez owe regulacje formalnoprawne.  Jeśli osadzony wyrazi wolę uczestniczenia w eksmisji, to musimy to niestety respektować. Dura lex, sed lex mówi urzędniczka.

Dzicy lokatorzy komplikują sprawę jeszcze bardziej

Pracownice referatu spraw lokatorskich muszą teraz czekać na oficjalne pismo z więzienia, w którym wskazana będzie data końca odbywania kary. Wtedy urząd podejmie dalsze prawne czynności w celu wykonania wyroku o eksmisji.

Jak się jednak okazuje, nie tylko to stoi na drodze do zwolnienia lokalu. Do urzędniczek dotarła informacja, że w tej chwili w mieszkaniu przebywają inne, nieuprawnione, osoby. To też wiemy nieoficjalnie. Żeby mieć wiedzę o sprawie musimy pojechać na miejsce i sprawdzić, ale same tego nie możemy zrobić. Musimy mieć asystę policji. Jeśli się okaże, że faktycznie ktoś tam mieszka, to sytuacja dodatkowo się skomplikuje. Będziemy musieli pisemnie wezwać „dzikich lokatorów” do opuszczenia mieszkania tłumaczy procedury urzędnik i dodaje, że mimo najlepszych chęci i wysiłku już włożonego w uporządkowanie spraw mieszkania, ma wrażenie związanych rąk: Stoi duży lokal, wiemy, że jest w stanie fatalnym i niszczeje dalej. A to jest przecież majątek nas wszystkich. To jest spore mieszkanie, blisko 50-metrowe, które mogłaby np.  zająć rodzina z dwójką dzieci, a przez skomplikowane i czasochłonne procedury nie może.

 

1 KOMENTARZ

  1. co za banda frajerow .przeciez wystarczy raz , drugi dac taki łomot i po sprawie . bedzie chodził jak zegarek a jak znowu zacznikie skakac to wystarczy go połamac a nawet uneruchomic na kilka miesiecy , po czym zagrozic ze nast. razem bedzie jeszcze gorzej .

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here