Osiemnastolatek zginął na motocyklu

891

W sobotę, 13 kwietnia 18-letni Adam, z nieco młodszym od siebie kolegą, jechali na nowym nabytku czyli wymarzonym motocyklu suzuki.

Jechali z Bagna do Obornik Śl. drogą wojewódzką nr 342. Było ok. piętnastu minut po godz. 14. Akurat wjechali na jej najlepszy fragment, z niedawno wymienioną nawierzchnią – do Wielkiej Lipy. W miejscowości jest kilka zakrętów, ale zabudowa rzadka, więc widoczność nie najgorsza.

Nagle z jednej z bocznych uliczek wyjechał bus marki mercedes sprinter. 27-letni kierowca busa, mimo iż znajdował się na drodze podporządkowanej, wymusił pierwszeństwo przejazdu i wyjechał na drogę główną tuż przed nadjeżdżający motocykl. Adam próbował jeszcze wyjść z opresji  i „położył” motocykl tak, by jednoślad uderzył w przeszkodę kołami, przed zderzeniem jednak już nie mógł się uchronić.

Najcięższe rany – klatki piersiowej – odniósł Adam. Był przytomny, gdy zabierała go karetka pogotowia. Zmarł po kilku godzinach na stole operacyjnym trzebnickiego szpitala. Jego kolega i pasażer motocykla doznał kontuzji kolana i skręcenia kręgów szyjnych. Nic się nie stało kierowcy i pasażerom busa.

Jak doszło do wypadku i co było przyczyną śmierci Adama, wyjaśni biegły sądowy. Jak się dowiedzieliśmy, ślady na motocyklu i samochodzie – niewielkie zniszczenia –  świadczą, że pojazdy poruszały się z dopuszczalną prędkością.

– Można założyć, że motocyklista nie przekroczył dopuszczalnej prędkości, a na pewno nie w stopniu znaczącym. W przeciwnym wypadku obie osoby na motocyklu odniosłyby dużo groźniejsze obrażenia. Kierujący sprinterem wyjeżdżał z drogi podporządkowanej i powinien był ustąpić pierwszeństwa – powiedział nam prokurator prowadzący dochodzenie.

Obaj kierowcy: motocykla i busa byli trzeźwi.

Tydzień później Adama na cmentarzu żegnało kilkaset osób. Byli koledzy ze szkoły, z miasta, sąsiedzi…

– Ja go nie znałem. Dziś zobaczyłem go pierwszy raz i… ostatni. Nie wiem, czy był w klubie, czy nie, to nie jest istotne. Istotne jest to, że był jednym z nas. Jeździł na motocyklu. Dlatego przyjechali pożegnać go inni motocykliści, dlatego jestem tu ja – powiedział nam na cmentarzu ks. Jacek Tomaszewski, proboszcz parafii w Czeszowie, który przedstawił się jako „samozwańczy kapelan motocyklistów”, a poprawniej – ksiądz jeżdżący na motocyklu.

– Adam jeszcze nie zdążył wstąpić do klubu, choć na pewno tego chciał. Właśnie pomagałem mu sprowadzić jego pierwszy motocykl. Ale był już z nami w ubiegłym roku na zakończenie sezonu. Wtedy przyjechał skuterem – powiedział nam jeden z członków trzebnickiego Doborowego Towarzystwa Ryzykantów.

Dwa dni po pogrzebie Adama trzebniccy motocykliści w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Czeszowie rozpoczęli swój nowy sezon motocyklowy.

2 KOMENTARZY

  1. a artykule nie napisali całej prawdy…
    Kierowca motocykla nie posiadał prawa jazdy. Informacja, że jechał z dopuszczalną prędkością jest wyssana z palca, gdyż śmignął ok. 100km/h. Na pierwszy rzut oka nie było to dozwolone 40km/h!!! Miejsce w którym doszło do wypadku jest na skrzyżowaniiu dwóch dróg i w dodatku na zakręcie. Jeśli motocyklista jechał prawym pasem ruchu, to kierowca busa mógł zobaczyć go dopiero na ok. 40m przed zderzeniem. Licznik na motocyklu zablokowany był na prawie 100km/h. Jeśli zdążył coś wyhamować wcześniej, to pewnie cisnął ponad 100km/h.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here