Niebezpieczny mostek na basenie?

577

Salto życia

Pan Zbigniew (nazwisko do wiadomości redakcji), jest mieszkańcem gminy Prusice. Mimo podeszłego wieku prowadzi aktywny tryb życia. Chętnie jeździł spędzać wolny czas w aquaparkach: najpierw w tych ościennych, jak chociażby w Brzegu czy Oleśnicy. Odkąd jednak otwarto podobny obiekt w Trzebnicy, tam właśnie zaczął pływać. W ubiegłym roku, będąc na basenie, uległ poważnemu wypadkowi. W wyniku niefortunnego zdarzenia złamał odcinek kręgosłupa. Aby wrócić do sprawności przeszedł dwie operacje, obecnie jest w trakcie rehabilitacji. Zapowiada, że jeżeli zdrowie na to pozwoli, to nadal będzie korzystać z aquaparku Zdrój.

Do wypadku, o którym mówi nasz rozmówca, doszło 15 lipca ubiegłego roku. Pan Zbigniew razem z żoną i wnuczką wybrał się na basen. Właśnie mieli wracać do domu, kiedy stała się tragedia.  – Byliśmy na mostku, pierwsza szła żona, ja za nią. Przez długość tego mostka zainstalowana jest barierka, mostek kończy się z dwóch stron kilkoma stopniami schodów i z tego co pamiętam, to poręcz obejmuje tylko pierwszy stopień – pozostałe już nie. Byłem trochę rozpędzony, jak pani widzi trochę ważę. Gdy znajdowałem się na pierwszym stopniu poślizgnąłem się, chciałem złapać się poręczy, ale tej już nie było. W tym momencie straciłem równowagę i wywinąłem kozła do tyłu. Jak to się mówi, zrobiłem „salto życia”. Po wypadku odczułem ból, ale zachowałem świadomość. Natychmiast przybiegli do mnie ratownicy. Jeden trzymał mnie za głowę, pozostali pomagali mnie ułożyć w bezpiecznej pozycji. Rozmawiała z nimi moja żona, która wyjaśniła, że od kilkudziesięciu lat choruję na zapalenie stawów kręgosłupa. Niedługo po wypadku pogotowie zabrało mnie do szpitala – opowiada pan Zbigniew.

Mężczyzna trafił do trzebnickiego szpitala, najpierw na Szpitalny Oddział Ratunkowy, skąd został skierowany do oddziału chirurgii urazowo – ortopedycznej. Lekarz stwierdził złamanie kręgosłupa, trzonu kręgu L2. Dopiero po przebyciu drugiej operacji, w listopadzie ubiegłego roku, poczuł się znacznie lepiej. Po przejściu operacji pacjent rozpoczął leczenie rehabilitacyjne, by móc wrócić do dawnej sprawności. Obecnie jest w stanie samodzielnie przemieszczać się i funkcjonować, chociaż, jak przyznaje, bywają takie dni, kiedy nie wychodzi z łóżka.

Misja – likwidacja

–  Najbardziej w tym wszystkim żałuję tego, że świadkiem mojego wypadku była wnuczka. Bardzo się przejęła moim stanem, bo przecież to ona namówiła mnie na to, byśmy poszli na basen. Przez cały czas mojego leczenia zapewniałem ją, że wszystko jest ze mną w porządku i dobrze się czuję – opowiada pan Zbigniew, który na to wspomnienie uronił nawet łzę wzruszenia.

Teraz postanowił działać. Jak twierdzi w rozmowie z dziennikarką naszej gazety, ma „misję do spełnienia”. Będzie domagać się odszkodowania a także likwidacji lub właściwego, jego zdaniem, zabezpieczenia mostka. – Z pewnością to ładny element architektoniczny, wpasowuje się w estetykę tego miejsca, jednak uważam, że powinien być albo zlikwidowany albo właściwie zabezpieczony. Chcę, by poręcz obejmowała nie tylko mostek, ale także wszystkie schody. Nie chcę, by ponownie doszło w tym miejscu do wypadku. By ktoś cierpiał tak jak ja. Wiele osób przechodzi przez mostek, nawet i dzieci. Nie trzeba dużo, by doszło do podobnego, jak mój, wypadku – dodaje pan Zbigniew.

Mężczyzna, jak zapowiedział w swojej sprawie kontaktował się z prawnikiem i zamierza skierować sprawę z powództwa cywilnego do sądu.

Pytania bez odpowiedzi

Po naszej rozmowie chcieliśmy poprosić o komentarz i zajęcie stanowiska w opisywanej sprawie przez prezesa basenu. We wtorkowe popołudnie wysłaliśmy na adres mailowy Dariusza Drukarczyka pytania z prośbą o udzielenie odpowiedzi. Opisaliśmy w nim relację z przebiegu zdarzenia, którą podał nam pan Zbigniew. Poprosiliśmy o przedstawienie wersji ze strony Dariusza Drukarczyka. Dodaliśmy, że zależy nam na rzetelnym przedstawieniu artykułu i wypowiedzi dwóch stron, termin odpowiedzi wyznaczyliśmy na poniedziałek, gdy przygotowujemy gazetę do druku. Niestety, na pytania nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Podczas rozmowy telefonicznej, prezes powiedział, że pytania otrzymał, jednak nie mógł na nie odpowiedzieć, ponieważ brał udział w przygotowaniach do Targów Turystycznych, jakie miały miejsce w ostatni weekend we Wrocławiu. Dowiedzieliśmy się, że odpowiedź otrzymamy w możliwie wolnym czasie. Gdy chcieliśmy dopytać o kilka szczegółów lub chociaż o potwierdzenie zdarzenia, prezes Drukarczyk odpowiedział, że tylko drogą pisemną „z wiadomych względów” – jak zaznaczył – rozmawia z gazetą NOWą. Nie zgodził się także na spotkanie, by wyjaśnić kilka szczegółów. Dlaczego prezes odmawia z nami kontaktów? Tego nie wiemy. Wrócimy zatem do sprawy, jeśli otrzymamy wyjaśnienia ze strony prezesa TPW Zdrój.

3 KOMENTARZY

  1. Darmowa reklama Zdroju. Przynajmniej prezes nie musi płacić za reklamę w tym szmatławcu 🙂 Swoją drogą to Pan, który się poślizgnął na mostku to niezła sierota i lebiega. Tysiące osób przez mostek przechodzą i potrafią przejść bez poślizgu a on nie. Może zamiast na basen – powinien siedzieć w domu.

Odpowiedz na „pabloAnuluj

Please enter your comment!
Please enter your name here