Krzyżyki ją relaksują

967

Magdalena Dajkowska  od urodzenia mieszka w Wielkiej Lipie. Do szkoły  podstawowej uczęszczała w Osolinie. – Później wybrałam edukację w Zasadniczej Szkole Zawodowej we Wrocławiu przy ul. Kochanowskiego, w której skończyłam kierunek gospodyni domowa, opiekunka. Byłam ostatnim rocznikiem, który mógł się uczyć w takiej klasie. W szkole uczyliśmy się opieki nad osobami starszymi, nad dziećmi, gotowania, prania, sprzątania, czyli tego wszystkiego, co robi się w domu. To był fajny czas w moim życiu. Z koleżankami z klasy dalej utrzymuje kontakt – opowiada pani Magdalena. I faktycznie, całą wiedzę zdobytą w szkole przekłada na swoje życie; jej świeżo wyremontowane mieszkanie aż lśni czystością. Pełno w nim różnorodnych, również ręcznie wykonanych ozdób, a także roślin. Pani Magdalena ma całkiem spore kolekcje storczyków, paproci, kaktusów, a także innych kwiatów.

Nasza bohaterka mówi, że w życiu bardzo przydała się jej wiedza zdobyta w szkole. – Lubię opiekować się innymi, zarówno osobami starszymi, jak i dziećmi. To bardzo fajna i wdzięczna praca. Jak dodaje, w szkole uczono ją szyć, ale nie wyszywać, ani nie haftować.

 Wyszywaniem zaraziła ją koleżanka

Pani Magdalena podkreśla, że jej obecne hobby to prawdziwy przypadek: – Przez pewien czas po szkole pracowałam dorywczo. Zajmowałam się dzieckiem, potem przez kilka miesięcy pracowałam na etacie. Kiedy poznałam swojego chłopaka, częściej bywałam w domu, czasem tylko odwiedzałam swoją koleżankę. I to właśnie od niej zaraziłam się wyszywaniem. Kilka razy, podczas moich wizyt u koleżanki, Renata wyszywała przy mnie i od razu spodobało mi się to. Kupiłam nici, igłę, kanwę i zaczęłam. Najpierw wyszyłam kilka krzyżyków i… prułam obrazek. Musiałam się nauczyć w odpowiedni sposób stawiać krzyżyki   – opowiada swoje początki z wyszywaniem Magdalena Dajkowska i pokazuje, nad czym właśnie pracuje: – To tryptyk, składający się z trzech obrazków, przedstawiających krajobrazy.

Pytamy, jaka jest różnica między wyszywaniem a haftowaniem. – Dla mnie nie ma żadnej, ale ja najczęściej mówię, że wyszywam, bo haftowanie kojarzy się niektórym ludziom z inną czynnością – śmieje się pani Magdalena.

 To bardzo prosta technika

Kiedy patrzy się na obrazki, które wyszyła pani Magdalena, widać ogrom pracy włożonej w każdy z nich. Zwłaszcza większe kompozycje, składające się z kilku tysięcy krzyżyków. – Stylem krzyżykowym wyszywa się bardzo prosto. Po pierwsze, należy zakupić tak zwaną kanwę, czyli materiał, na którym będziemy wyszywać. Na materiałowej kanwie zrobione są malutkie dziurki, a miedzy nimi są kropeczki, żeby łatwiej stawiać krzyżyki. Wzory z gazet i z internetu są tak rozrysowane, że łatwo przenieść je na kanwę. W sklepach można też kupić kanwy plastikowe, na których wyszywa się muliną, bez rozdzielania, czyli aż 6 nićmi. Takie kanwy mają to do siebie, że mają już zaznaczone kolory i nie trzeba przy wyszywaniu liczyć oczek. W dodatku w gazetach typu Haft Polski, nawet przy bardzo skomplikowanych wzorach, do wyszycia których używa się nawet kilkudziesięciu kolorów, dla ułatwienia podawane są numery nici. Dzięki temu, można iść do sklepu, albo zamówić przez internet dokładnie takie nici, w takich odcieniach i kolorach, jak są potrzebne. Co ważne, do wyszywania należy używać tępych igieł. Są to takie specjalne igły, również do kupienia w pasmanterii. Dzięki nim, nie kłujemy się w palce, ani nie ranimy. Swoje prace podszywam flizeliną, żeby nitki po drugiej stronie obrazu się nie strzępiły. Najczęściej wyszywam obrazki z papieżem, metryczki, obrazy, kartki okolicznościowe i świąteczne.

 Na początku dla rodziny

Kiedy pani Magdalena opanowała już dobrze technikę wyszywania, zaczęła podejmować się coraz to większych i bardziej skomplikowanych wyzwań. – Na początku wyszywałam dla rodziny. Najczęściej były to metryczki dzieci – z obrazem mamy z dzieckiem, z datą urodzenia dziecka i jego imieniem. Później zaczęłam wyszywać również obrazki okolicznościowe: na chrzest, na ślub i na komunię – mówi pani Magdalena. Jak dodaje, informacje o tym, że wyszywa bardzo szybko rozeszły się wśród znajomych i rodziny. Dała również ogłoszenie na Naszej Klasie i Facebooku.  

 Chleba z wyszywania nie ma

Hafciarka podkreśla, że zajęła się wyszywaniem bo to lubi. Jak sama mówi, bardzo ją to relaksuje. – Koleżanki nie wierzyły, że mogę wyszywać, bo jestem osobą bardzo szybką, nerwową, a do wyszywania potrzeba cierpliwości. Nic tak nie uspokaja jak wyszywanie. Jednak nie jest to dochodowe hobby. Nie dość, że jest bardzo czasochłonne, to jeszcze materiały są kosztowne. – Metr materiałowej kanwy kosztuje około 25-30 zł, a kanwa plastikowa jest jeszcze droższa, do tego trzeba kupić mulinę, której moteczek kosztuje około 1,20  zł. Ostatnio wyszywałam duży obraz papieża. To było zamówienie do Nieniec. Na same materiały wydałam ponad 100 złotych. Ten obrazek wyszywałam ponad dwa lata, a za całość klient zapłacił mi 800 zł. I właśnie dlatego nie mówię, że nie da się z tego żyć. Co prawda wraca teraz moda na takie babcine szydełkowanie, wyszywanie i inne robótki ręczne. U nas w kraju jest tak, że ludzie chcieliby mieć takie wyszywane cacka, ale nie chcieliby za nie zapłacić. Panie z Niemiec bardzo lubią takie wyroby.

Pani Magdalena wystawiała swoje prace również na różnych kiermaszach. – Byłam na kiermaszu bożonarodzeniowym w Obornikach Śląskich. Tam sprzedawały się najlepiej bombki obklejone wyszywanymi, świątecznymi motywami.  Swoje prace wystawiałam również w Galerii pod Elfami. Rozpoczęłam również współpracę z Urszulą Stefańską z Obornik Śląskich, która prowadzi sklep internetowy, w którym sprzedaje rękodzieło.

Pani Magdalena nie ma wymarzonego obrazu, który chciałaby wyszyć. Jak podkreśla, będzie wyszywać tak długo, jak tylko pozwolą jej na to oczy. Bo dla niej wyszywanie to czysty relaks.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here