Do końca kwietnia akt oskarżenia dla gwałciciela

61

Czynności wyjaśniające okoliczności zbrodni dobiegły końca. Podejrzany przeszedł także badania psychiatryczne, które wykazały, że może on odpowiadać przed sądem. Ponieważ oskarżony skarżył tymczasowe aresztowanie, akt oskarżenia, który był niemal gotowy już na początku stycznia, ostatecznie do sądu trafi do końca kwietnia.

Prokuratura zarzuca Mirosławowi S. popełnienie gwałtu ze szczególnym okrucieństwem oraz groźby karalne. Grozi mu kara 25 lat więzienia. Ponieważ według polskiego kodeksu karnego gwałt – podobnie jak zabójstwo – jest zbrodnią, sprawa będzie rozpatrywana przed Sąd Okręgowy we Wrocławiu.

Ta tragedia małej mieszkanki Morzęcina Wielkiego wstrząsnęła niemal całą gminą Oborniki Śląskie. Wzbudziła solidarność mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy podczas festynów zbierali pieniądze na leczenie dziewczynki.

Przypomnijmy, Mirosław S. około pół roku mieszkał i pracował w Zagrodzie Wawrzynowej w Morzęcinie Wielkim, należącej do Duszpasterstwa Akademickiego przy kościele św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida we Wrocławiu. Mimo, że wcześniej był karany za kradzieże, rozbój i znęcanie się nad matką, a w więzieniu spędził już siedem lat, miał we wsi dobrą opinię. Sąsiadom dał się poznać jako spokojny i zrównoważony.

Ponieważ jeździł traktorem i uchodził za znawcę komputerów, był pewnym autorytetem dla rodzeństwa: dwóch nastoletnich chłopców i dziesięcioletniej dziewczynki mieszkających opodal. Chłopcy nie raz pomagali  mu w naprawach maszyny, on zaś uczył ich poznawać tajniki komputera.

Krytycznego wieczora spotkał rodzeństwo przed ich domem. Powiedział, że ma dla nich obiecaną grę. Do budynku duszpasterstwa poszli w trójkę. Gdy weszli na piętro, S. otworzył drzwi i puścił przodem dziewczynkę, a następnie odepchnął chłopców i zamknął drzwi na klucz. Ponieważ bracia dobijali się i krzyczeli, wzywali pomocy, zagroził, że jak nie przestaną, zabije siostrę. Chłopcy jednak wezwali pomoc. Gdy przybyli sąsiedzi i wyważyli drzwi bandyta uciekł przez balkon, pozostawiając pobite i zgwałcone dziecko. Dziewczynka spędziła kilka dni w szpitalu.

Gwałcicielowi udało się ukrywać przez blisko trzy dni. Został zatrzymany pod rodzinnym Lubaniem. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt, który później przedłużył.

Mirosław S. przyznał się do zarzucanego mu czynu.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here