Maraton jest moim marzeniem

161

NOWa: – Panie Piotrze, jest Pan chyba najbardziej utytułowanym biegaczem w naszym powiecie i jednym z najlepszych w regionie. Kiedyś wspominał Pan, że jako dziecko nie lubił Pan biegów. Co się zatem stało, że zaczął Pan biegać i polubił ten sport?

Piotr Ślęzak: – Najlepszy może nie jestem, ale cały czas się staram pokonywać swoje słabości i ograniczenia, aby poprawiać się i odnosić coraz to nowe sukcesy. To prawda, będąc w szkole – chodziłem do gimnazjum w Trzebnicy, nie mogłem przebiec jednego kilometra, a na 100 metrów zawsze byłem najwolniejszy. Do tego skok w dal nie był też moją mocną stroną – nauczyciel zawsze nas męczył, przynajmniej tak kiedyś myślałem. Będąc już w liceum we Wrocławiu patrzyłem na ruch w inny sposób, jako forma zabawy. Na zajęciach z wf-u też były różnego rodzaju sprawdzimy, gry itp. ale podejście było inne. Zresztą nigdy nie miałem budowy atlety, wręcz przeciwnie, zawsze kilka kilogramów więcej mi ciążyło. I tak w drugiej klasie licealnej zacząłem na początku regularnie chodzić na siłownię, tam natrafiłem na wyedukowanych instruktorów, gdzie zacząłem ćwiczyć – nie biegać, ale ćwiczyć. Powoli wplatałem jakieś ćwiczenia tlenowe, np. rower czy trucht. Pewnego dnia, gdy zgubiłem kilka kilogramów, coś mnie tknęło – założyłem buty, bawełniane koszulki, starą bluzę i wybiegłem z domu. Nie pamiętam ile biegałem, ale później mierząc trasę rowerem okazało się, że dość sporo. Od razu chciałem przebiec maraton, więc przeszukałem internet w poszukiwaniu informacji. Dobrze, że natrafiłem na takich ludzi, którzy mi odradzili, żeby na początek biec maraton, bo dzięki temu nie pobiegłem go do dzisiaj, ale cały czas poprawiam się na krótszych dystansach w oczekiwaniu na królewski bieg na 42 km195 m. Sam nie wiem co się stało, że z osoby która nie lubiła się męczyć, nagle to pokochałem i nie wyobrażam sobie dnia bez kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów. Może to uzależnienie i chęć rywalizacji powodują ten upór. Dodam jeszcze, że moim pierwszym startem był Bieg Sylwestrowy w Trzebnicy w roku 2007, kiedy w debiucie na 10 km pobiegłem 42:02 min. W 2013 zrobiłem życiówkę, udało mi się pobiec 32:50 min.. To pokazuje, jak duże postępy poczyniłem przez te lata. Nie ukrywam, że przyszło to łatwo, ale daje mi to wielką satysfakcję.

NOWa: – Jaki był Pana pierwszy sukces w tej dyscyplinie?

 PŚ: – Pierwszy i najważniejszy sukces to była chęć wyjścia z domu, zrobienia czegoś dla siebie, dla swojego ciała. Chęć zadbania o zdrowie i wytrzymałość. Wszystkich, którzy jeszcze się nie zdecydowali namawiam chociażby na trzebnickie Leśne Przedbiegi; ich  trasa liczy lekko ponad 3 kilometry, jest wymagająca, ale za to po przebiegnięciu pojawia się satysfakcja i tzw. endorfiny, które napędzają do dalszego biegania. Tutaj należą się podziękowania Joli Nitce, która zabrała mnie na LP, gdzie niemal od samego początku zacząłem wygrywać bieg za biegiem, wygrywając także całą roczną klasyfikację. Później kolejne lata treningu sprawiły, że na ostatnim Biegu Sylwestrowym zająłem 11 miejsce w kategorii open, tak naprawdę zaraz za czołówką polskich biegaczy. Już niewiele mi do nich brakuje, ale czy uda się ich dogonić?… ciągle w to wierzę.

NOWa: – Jest Pan studentem Akademii Wychowania Fizycznego, jaką specjalizację Pan wybrał?

 PŚ: – Zgadza się, studiuję na AWF we Wrocławiu na wydziale fizjoterapii. Te studia są niesamowicie interesujące. Poszedłem na nie ze względu na sport, na to że chciałbym pomagać innym sportowcom trenować, czy leczyć ich z kontuzji. Bo takie prawo daje mi mój przyszły zawód. Chciałbym także zachęcać ludzi do aktywnego spędzania czasu, do ruchu, aktywności, ale także do odnowy biologicznej takiej jak masaż, który wykonuje czy sauna lub kriokomora. W pracy fizjoterapeuty liczy się doświadczenie, a także ciągły kontakt ze sportem i sportowcami, jeśli jesteśmy na bieżąco wiemy z czym możemy się liczyć i jak możemy pomóc komuś kto się do nas zgłasza. To właśnie dzięki studiom i bieganiu myślę, że jestem w stanie postawić każdego na nogi nawet po największej kontuzji, bo chcieć to znaczy móc. Trzeba walczyć do końca i nigdy się nie poddawać.

 NOWa: – Czy podczas treningów i przygotowań do startów korzysta Pan tylko z pomocy nauczycieli akademickich Pana uczelni czy też wspiera się Pan również pomocą specjalistów z innych ośrodków szkoleniowych?

 PŚ: – Tak, jestem zawodnikiem AZS AWF Wrocław i mam swojego trenera, doskonałego trenera Jacka Wośka, który wychował 55 medalistów mistrzostw polski i innych imprez różnej rangi. To trener dba o to, żeby ustawić odpowiednio trening tak, aby pasował on mnie i nie kolidował np. z zajęciami na uczelni czy innymi obowiązkami. Niestety, na uczelni aż tak bardzo wykładowcy się tym nie interesują, przez co czasami trzeba myśleć jak załatwić sprawę nieobecności w wypadku wyjazdu na zawody czy obóz. Mimo, że jestem na piątym roku, to zajęć mam sporo; codziennie jestem na uczelni, co sprawia, że mój plan dnia musi być dobrze poukładany, abym zdążył wszystko zrobić. Mimo że studiuję, prowadzę także portal biegowy www.wbiegu24.pl, który wymaga ode mnie ciągłej pracy, takiej jak dbanie o teksty czy kontakt z różnymi firmami oraz specjalistami związanymi z bieganiem.

NOWa: – Niedługo zakończy Pan studia. Czy ma Pan już pomysł, co będzie Pan robił po zakończeniu edukacji?

 PŚ: – Chciałbym pracować w swoim zawodzie. Na pewno chciałbym współpracować z jakąś drużyną sportową, może to być piłka nożna, koszykówka, piłka ręczna, coś co wiąże się z ruchem, kontuzjami i kreatywnym myśleniem. Fizjoterapia polega na niekonwencjonalnym myśleniu, im bardziej kręta droga, tym lepsze efekty na jej końcu. Dodatkowo chciałbym otworzyć swój gabinet, w którym będę pomagał zarówno aktywnym i nieaktywnym mieszkańcom. Może akurat uda mi się zachęcić kogoś chociażby do biegania.

NOWa: – Czy władze Obornik Śląskich dostrzegły Pana sukcesy? Czy został Pan w jakiś sposób doceniony?

 PS: – Niestety nie, co boli, bo zawsze w wynikach wpisane są gdzieś te Oborniki Śląskie. U nas niestety nie ma stadionu, ani nawet basenu. Burmistrz nie interesuje się sportem, a już na pewno nie interesuje go wspieranie sportu. Tak naprawdę nikt nie wie, ile energii trzeba włożyć w to, aby osiągnąć sukces. To wie tylko zawodnik, który sam do tego doszedł. Szkoda, że nie ma wsparcia od władz miasta, bo z tego co czytam są programy wspierania sportowców, ale to chyba nie dotyczy Obornik Śląskich (śmiech).

 NOWa: – Czasem można zobaczyć Pana biegającego ulicami rodzinnego miasta – Obornik Śląskich. Gdzie najczęściej Pan trenuje?

 PŚ: – Jest tu  wiele tras. Najczęściej biegam po samych Obornikach, ponieważ jest tu zróżnicowany teren. Mimo tego, że miasteczko leży na nizinach, to są tu nie lada górki do pokonania. Dzięki takim podbiegom „robię” naturalną siłę biegową, dzięki której później łatwiej jest biec na zawodach. Dodatkowo lubię pobiec sobie w stronę Prusic przez Kuraszków, a później wracać przez Golę i Wilkową, czy pobiec do Urazu lub do Kowal, albo Wilczyna. Tras jest sporo, choć najgorsi są kierowcy. Tirowcy cechują się większą wyrozumiałością, ale nie kierowcy z Obornik. Ostatnio zdarzyło mi się, że jeden pan – nic nie jechało z naprzeciwka – zajechał mi bezczelnie drogę, po czym wygrażał i wyzywał mnie od nie powiem jakich. Rozumiem, że biegam asfaltem, jest to uciążliwe, ale później na zawodach biegnę właśnie drogą, a nie chodnikiem – beton nie jest tak elastyczny, jak asfalt przez co na nogi przenoszone są o wiele większe przeciążenia – przez co apeluje do wszystkich, żeby byli trochę bardziej wyrozumiali. Później mieszkańcy miasta, województwa czy państwa chcą, żeby zawodnik odnosił sukcesy. Dlatego bądźmy bardziej wyrozumiali i tolerancyjni, bo to nic nie kosztuje, a jeden uśmiech może sprawić wiele dobrego.

NOWa: – O co najbardziej musi dbać biegacz? Czy Pana treningi są ukierunkowane tylko na „budowanie kondycji” i „siły w nogach”?

 PŚ: – Biegacz musi tak naprawdę dbać o całe ciało, o kondycję wszystkich mięśni, a także umysłu. Bez żelaznej psychiki czasami trudno o wynik. Niekiedy wystarczy zmienić jedną rzecz w przygotowaniach i wszystko się zmienia na lepsze. Cały czas trzeba szukać rezerw. Wcześniej nie chodziłem na siłownię czy basen, ale od zeszłego roku, w początkowych fazach przygotowania na basen uczęszczałem 2 razy w tygodniu i 3 razy w tygodniu na siłownię. Do tego 7 razy w tygodniu trening biegowy. Tutaj widać, ile trzeba poświęcić na to czasu. Dzięki basenowi i siłowni zyskałem siłę ogólną całego ciała, szczególnie siłę górnych partii ciała, bo przecież podczas biegu ręce cały czas pracują. Dodatkowo wzmocniłem bardzo nogi, przez co łatwiej jest mi pokonywać trudne podbiegi, jeśli są na trasie lub zostaje więcej siły na finisz podczas największych wysiłków. Wszystko razem daje efekt końcowy. Trzeba zobaczyć, ile tak naprawdę trzeba wybiegać kilometrów, aby przebiec upragnione 10 km czy 21,097 km, czyli tyle ile ma półmaraton. Średnio podczas przygotowań poświęcam od 12 do 16 godzin tygodniowo na różnego rodzaju treningi, głównie biegowe. Biegacz musi także dbać o odpowiednią dietę i regenerację. Wiąże się to z wieloma wyrzeczeniami, ponieważ najlepszą regeneracją jest sen, na który zawsze brakuje trochę czasu. Bieganie, mimo że jest najprostszym ruchem jaki wykonuje człowiek, wymaga wielu wyrzeczeń, kalkulacji oraz dobrej organizacji czasu.

NOWa: – Biega Pan już od kilku ładnych lat. Czy zauważył Pan jakieś zmiany w swoim organizmie?

 PŚ: – Na pewno. Przede wszystkim niska masa ciała. W okresie roztrenowania, kiedy odpoczywam, ważę około 67 kg przy wzroście 174 cm, ale przed zawodami, podczas których obciążenia są duże i biega się sporo kilometrów, nawet 170 km tygodniowo, waga spada do 62-63 kg. Dodatkowo można zaobserwować, że im bliżej zawodów tym mniejsza ilość tkanki tłuszczowej. Istotną zmianą jest także wielkość serca. Normalny zdrowy człowiek w pozycji siedzącej ma puls około 70-80 uderzeń na minutę, a u mnie wynosi on około 45-50 gdy siedzę. Podczas snu, podejrzewam że spada w granicę 35-40 uderzeń. Spowodowane jest to znacznym rozrostem lewej komory serca, która następuje w wyniku uprawiania sportów wytrzymałościowych. Dodatkowo, gdy spieszę się na zajęcia lub do tramwaju, bez problemu dobiegnę bez żadnego zmęczenia. Kocham także chodzić w góry, przez co łatwiej mi pokonywać kolejne kilometry mimo wysokości i dużych odległości.

NOWa: – Mimo zimy sporo trenuje Pan na dworze. „Zwykły” człowiek, po bieganiu na mrozie i wdychaniu zimnego powietrza, pewnie dostałby zapalenia oskrzeli. Dlaczego Pan nie choruje?

 PŚ: – Jest to kwestia zahartowania. Biegam w zasadzie 340 dni w roku, nie ma znaczenia czy pada, wieje, sypie śnieg czy jest -20 stopni Celsjusza. Pogoda nie gra dla mnie żadnej roli; liczy się dobry strój i odpowiednie zabezpieczenie, chociażby przed zimnem: czapka, rękawiczki, chustka na szyję. Ważne, aby mieć strój, który oddycha, z tak zwanych sztucznych materiałów. Odpowiednie odprowadzenie potu i ciepła sprawia, że trening jest przyjemny i daje odpowiedni efekt. Ważne jest także to, żeby nie zaczynać biegania, gdy jest -20 stopni, bo skończymy z zapaleniem oskrzeli. Ale jeśli spokojnie wejdziemy w trening i będziemy cierpliwi, nim się obejrzymy zauważymy efekty. Przecież każdy może biegać, niezależnie od wieku czy pogody, bieg to jest najbardziej prymitywna rzecz, którą członkiem może wykonywać w każdym miejscu na ziemi. Nasi przodkowie musieli biegać, także i my możemy, ale z tą różnicą, że biegamy dla przyjemności. Ja dodatkowo chodzę na saunę, gdzie po przegrzaniu trzeba się schłodzić w lodowatej wodzie. To sprawia, że organizm się przyzwyczaja, a później nie chorujemy.

NOWa: – Kiedy rozmawialiśmy zaraz po ukończeniu przez Pana Biegu Sylwestrowego, który przypomnijmy odbywa się na trasie 10 km, rozmawiał Pan jakby właśnie wrócił ze spacerku. W ogóle nie było po Panu widać zmęczenia, nawet lekkiej zadyszki. Po pokonaniu jakiego dystansu czuje Pan zmęczenie?

: – Na pewno nie był do dla mnie spacerek, ponieważ trasa w Trzebnicy jest bardzo wymagająca. W tym roku to był mój najlepszy bieg, ale spowodowane to było tym, że dość wcześnie zacząłem przygotowania, odpuszczając mocno sezon jesienny. Wolałem się skupić w tym roku na wiosennych startach. 10 kilometrów to nie lada wyzwanie, nawet dla mnie; męczę się jak każdy inny zawodnik, tylko jedni potrafią biec szybciej, inni biegną wolniej, ale każdy przybiega zmęczony i usatysfakcjonowany, że pokonał taki dystans. Dla mnie ważna jest rywalizacja i chęć poprawiania wyników, przez co ciężko trenuję i staram się być lepszym biegaczem i człowiekiem, ponieważ sport kształtuje charakter.

NOWa: – Chyba może Pan uznać miniony rok za udany, jeśli chodzi o Pana osiągnięcia sportowe. Nawet w ostatnim dniu roku, podczas Biegu Sylwestrowego był Pan najszybszym mieszkańcem naszego regionu – zakończył Pan bieg na 11. miejscu. Jakie inne starty były dla Pana ważne?

 PŚ: – Tak, Bieg Sylwestrowy był bardzo udany w tym roku! W końcu zająłem 11 miejsce, dodatkowo byłem najlepszy w powiecie. Może dzięki temu wywiadowi znajdzie się jakiś sponsor z naszej gminy czy powiatu, który chciałby mnie wspierać w dalszych realizacjach planów i marzeń. Dla sponsora jest to idealna forma, tzw. mobilnej reklamy, zarówno na terenie Dolnego Śląska i Polski, gdzie startuję. W dzisiejszych czasach sport jest coraz bardziej popularny, przez co – dzięki takiemu zawodnikowi jak ja – sponsorowi jest łatwiej dotrzeć do dużej grupy odbiorców. W zeszłym roku ważnym startem był Półmaraton w Warszawie, gdzie pobiegłem z czasem 1:11:54, zajmując 3.miejsce w kategorii M-20 oraz 2.miejsce w kategorii AZS. Dodatkowo we wrześniu startowałem na Mistrzostwach Polski w półmaratonie, podczas których zająłem 10.miejsce w klasyfikacji Mistrzostw Polski oraz zostałem wicemistrzem AZS. W tym roku forma dopisuje i gdzie nie pobiegłem, udało mi się wygrać albo zająć drugie miejsce. Między innymi dwa razy byłem drugi oraz po raz pierwszy podczas cyklu biegów zBiegiemNatury, wygrałem zimowy Bieg Piasta we Wrocławiu na 6 km. Także podczas pierwszego cyklu Grand Prix Parków Wrocławskich zająłem 2.miejsce w kategorii open. Dużym sukcesem zakończył się bieg w Poznaniu – Maniacka Dziesiątka, gdzie zająłem 17.miejsce w klasyfikacji generalnej. Myślę, że ten rok będzie udany, bo przede mną jeszcze sporo ważnych startów.

NOWa: – Podczas startu w Biegu Sylwestrowym wspierała Pana rodzina. A kto zwykle jeździ z Panem na starty?

 PŚ: – Rodzina z reguły jeździ ze mną do Trzebnicy, to taka nasza tradycja. Zawsze mnie tam wspierają. Ale najważniejszym i najwierniejszym kibicem jest moja dziewczyna Klaudia Młyńczak, która jeździ ze mną praktycznie na wszystkie zawody. Zawsze mnie dopinguje i znosi moje humory oraz stres przed startem. Każdy wyjazd musi być zaplanowany, szczególnie gdzieś dalej i to dzięki Klaudii wszystko się udaje. Zawsze trzyma za mnie kciuki i wiem, że w myślach jest ze mną na trasie. To pomaga i napędza. Gdy staruję i wiem, że mam pobiec półmaraton, to mam w świadomości, że ktoś na mnie czeka i myśli czy się uda poprawić życiówkę. Wiem, że zawsze mnie będzie wspierać i pomagać nawet w najcięższych sytuacjach.

NOWa: – Do jakich startów przygotowuje się Pan obecnie?

 PŚ: – Kończę przygotowania do półmaratonu w Berlinie, który odbędzie się 7 kwietnia. To będzie najważniejszy start tej wiosny! Chciałbym pobiec w graniach 1:09 godz., co pozwoli na wygranie później niejednego biegu na Dolnym Śląsku, czy w Polsce. Z takim czasem będę mógł konkurować zarówno z najlepszymi w Polsce, jak i z biegaczami zza wschodniej granicy. Dodatkowo będę także biegł 10 km w ramach Orlen Warsaw Marathon w Warszawie 21 kwietnia. Później jeszcze wystartuję w niejednych zawodach na 10 czy 5 kilometrów. Chciałbym w tym roku poprawić się na dystansach od 5 kilometrów do półmaratonu. Coraz bardziej myślę o maratonie, ale to chyba nie jest jeszcze mój czas. Tak mi się przynajmniej wydaje. W debiucie chciałbym pobiec w granicach 2:25, a do tego jeszcze mam daleką drogę. Ale będę starał się to zrealizować. Na końcu chciałbym podziękować rodzicom oraz Klaudii za to, że mnie wspierają, a także firmie Nike, która zapewnia sprzęt do treningów. Korzystając z okazji, chciałbym się zwrócić z prośbą do naszych powiatowych przedsiębiorców o pomoc i o kontakt w celu ewentualnego sponsoringu.

NOWa: – W takim razie życzymy, żeby osiągnął Pan wytyczone cele i jak najszybciej znalazł sponsora, który Panu w tym pomoże. Dziękuję za rozmowę.

PŚ: – Dziękuję.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here