Był potrącony, jest oskarżony

89

Zanim prokurator odczytał akt oskarżenia, przedstawił opinię sądowo-lekarską, z której wynika, że dwóch z  czterech policjantów, wcześniej uznanych za poszkodowanych, doznało obrażeń powodujących niezdolność do pracy poniżej 7 dni. W związku z tym obydwaj policjanci utracili status poszkodowanych

Do dzisiaj okoliczności wypadku nie są do końca jasne. Wiadomo, o czym informowaliśmy już wcześniej,  że ok. godz. 14 doszło do zderzenia tira z jednym z policyjnych radiowozów. Kolumna policyjnych aut jechała z Wrocławia w kierunku Rawicza, by zabezpieczyć mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin a Widzewem Łódź. Funkcjonariusze wyprzedzali jadące przed nimi samochody, jadąc lewym pasem ruchu. W tym czasie z naprzeciwka nadjeżdżał tir daf załadowany w Prusicach materiałami budowlanymi. Ostatni samochód  z kolumny policyjnej zahaczył ciężarówkę, w wyniku czego doszło do bocznego zderzenia. Według pierwszych ustaleń, co wynika z notatki dotyczącej  tego wypadku, a sporządzonej przez policjantów wydziału ruchu Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy w dniu zdarzenia, powodem wypadku było nieprawidłowe wyprzedzanie przez kierowcę radiowozu, który doznał obrażeń. Jednak oskarżony został kierowca ciężarówki Arkadiusz S.

Oskarżony nie przyznaje się do winy. Jak wyjaśnił, ok. godz. 14 jechał z towarem z Prusic do Trzebnicy z prędkością ok. 70 km/h. Mijając Wszemirów zauważył 8-pojazdową kolumnę oznakowanych pojazdów policyjnych. Wyjechał z łuku drogi i zwolnił. Wtedy kolumna przejechała obok. W pewnej chwili zobaczył naprzeciwko nadjeżdżający radiowóz, który wyprzedzał inne pojazdy. Radiowóz przejechał, ale po chwili pojawił się kolejny radiowóz, jadący tuż za nim. Ostatni samochód policyjny wyprzedzał jadące przed nim samochód osobowy i koparkę. Oskarżony zauważył, że samochody policyjne jechały na sygnałach świetlnych, sygnały dźwiękowe też słyszał, ale nie jest pewien, ile pojazdów je używało. – W pewnym momencie zauważyłem, że radiowóz zaczął hamować i próbował wrócić na swój prawy pas – powiedział oskarżony. – Aby uniknąć zderzenia, odbiłem kierownicą w prawo, ale jego tył uderzył w moją burtę.

Arkadiusz S. stwierdził, że dziewiąty radiowóz jechał w odległości ok. 100-150 m od końca kolumny. Ostatni radiowóz był w odległości 200 m za kolumną. Kierowca ciężarówki stwierdził, że ostatnie radiowozy jechały z prędkością ok. 80 km/h. Jego zdaniem, przyczyną wypadku było nieupewnienie się przez kierowcę radiowozu, czy może w tym miejscu wyprzedzać. Sam nie mógł uniknąć wypadku, ponieważ kierowca ostatniego radiowozu zobaczył, gdy ten już wyprzedzał i był na swoim lewym pasie ruchu w odległości ok.10-15 m od dafa. Do zderzenia doszło na prostym odcinku drogi.

Jacek B., który prowadził radiowóz, który zamykał kolumnę, w procesie występuje jako pokrzywdzony. W wypadku doznał skręcenia kręgosłupa szyjnego, obrażeń kolana i ogólnych potłuczeń.  Stwierdził, że to ciężarówka uderzyła w radiowóz. Jego zdaniem wszystkie radiowozy jechały w zwartej kolumnie w odległościach 30-50 m od siebie. Droga była prosta. Tuż przed wypadkiem wyprzedzał samochód osobowy. Nie pamięta, czy była tam koparka.

Zdaniem Jacka B. do wypadku doszło dlatego, że gdy wymijał jadący przednim samochód osobowy, który prawidłowo ustąpił jadącemu na sygnale radiowozowi drogę, kierujący jadącą z naprzeciwka ciężarówką nie dostosował się do obowiązku przepuszczenia kolumny.  – Nie widziałem, żeby on zwolnił, czy zastosował jakikolwiek inny manewr – powiedział kierowca; dodał że zobaczył ciężarówkę, gdy była w odległości ok. 40-80 m od radiowozu.

Jacek B. stwierdził, że wszystkie radiowozy miały włączone sygnały świetlne. Zaprzeczył, jakoby między nimi mogła być większa przerwa, i że on gonił kolumnę. Wyjaśnił, że wg instrukcji, w przypadku zerwania kolumny kierowcy porozumiewają się przez radio i to pojazd prowadzący ma obowiązek zwolnić.

Kierowca policyjny dodał, że gdy zobaczył dafa był na środku jezdni, i że dopiero rozpoczynał manewr wymijania. Zauważył, że jadący przed nim 30-40 m radiowóz gwałtownie uciekał w prawo przed ciężarówką. – Gdy zobaczyłem tę ciężarówkę, gwałtownie nacisnąłem na hamulec – powiedział Jacek B.

Kolejnym pokrzywdzonym w tym wypadku jest Artur M., policjant, który był dowódcą radiowozu i zajmował miejsce po prawej stronie kierowcy. W wypadku doznał skręcenia kręgosłupa szyjnego.

Zeznał, że radiowóz jechał z prędkością 50-60 km/h. Stwierdził, że jadącą z przeciwka ciężarówkę zobaczył, gdy znajdujący się przed nimi radiowóz – który kończył manewr wymijania – gwałtownie „odbił” w prawo. Zdaniem Artura M. przyczyną wypadku było niezachowanie ostrożności przez oskarżonego. Według niego kierowca dafa widząc jadącą w jego kierunku oznakowaną kolumnę radiowozów na sygnale, powinien zwolnić i zjechać jak najbardziej w prawo, a w ostateczności zjechać do rowu. Artur M. również nie zauważył koparki.

Jako czwarty w procesie zeznania składał kierowca koparki Henryk S.  Powiedział, że minęło go w kolumnie ok. 5 radiowozów, a po jakimś czasie –  w którym przejechał z prędkością 20 km/h ok. 200 m –  kolejne dwa. Zjechał maksymalnie na prawą stronę jezdni, a po chwili się zatrzymał. Świadek powiedział, że nie widział momentu wypadku. Słyszał tylko olbrzymi huk. Wtedy wysiadł i podszedł bliżej samochodów, które się zderzyły, by ewentualnie udzielić pierwszej pomocy.

Na pytania sędziego odpowiedział, że przed wypadkiem ciężarówki jadącej z przeciwka nie widział. Zobaczył ją dopiero, gdy wpadła do rowu.

Zdaniem Henryka S. winę za wypadek ponosi kierowca policyjnego busa, bo jechał „na trzeciego”  to znaczy wyprzedzał pomimo tego, że naprzeciwko jechał samochód. Świadek nie był pewny, czy kierowca ciężarówki w tym momencie jechał, zjeżdżał do rowu, czy stał. Manewrów oskarżonego nie widział, zauważył tylko, że po zderzeniu znalazł się w rowie.

Na pytanie o prędkość samochodów policyjnych, świadek powiedział, że dwa ostanie jechały znacznie szybciej niż kolumna, w związku z czym uważa, że ją goniły.

1 KOMENTARZ

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here