Widzę potrzebę głębokich zmian

452

NOWa: – Jest Pan jedynym kontrkandydatem Roberta Borczyka w zapowiadanych na 24 lutego przedterminowych wyborach wójta gminy Zawonia. Przed Panem niełatwe zadanie: zmierzenie się z „faworytem”, który od prawie roku niepodzielnie rządzi gminą, najpierw jako „wszystkomogący” sekretarz gminy, a od 27 grudnia jako „pełniący funkcję wójta”. Nie obawia się Pan, że to będzie w Pana wykonaniu beznadziejna i nie rokująca nadziei walka z wiatrakami? Że stoi Pan na przegranej pozycji, bo Pana przeciwnik ma wszystko do swojej dyspozycji: życzliwość Rady Gminy, dyspozycyjność urzędników gminnych, swobodny dostęp do pomieszczeń, dokumentów, porad prawnych?

Piotr Grucela: – Unikałbym stawiania jakiejkolwiek osoby w roli faworyta tych wyborów. Staję do rywalizacji będąc głęboko przekonany o tym, że mam za sobą poparcie wielu uczciwych i życzliwych ludzi, którzy, tak jak ja, widzą potrzebę głębokich zmian w naszej gminie. Decyzję o starcie w wyborach na wójta podjąłem już 4 lata temu. Pełniona przeze mnie funkcja radnego miała i ma na celu poznanie zasad realnego funkcjonowania władz gminy. Jednocześnie chcę przysłużyć się mieszkańcom gminy i wspomóc ich w walce z rozmaitymi problemami.

Ma pan oczywiście rację mówiąc, że p. Robert Borczyk ma do swojej dyspozycji pracowników Urzędu Gminy i różnych podwładnych. Uwidoczniło się to przecież już na etapie zbierania podpisów na listach umożliwiających zarejestrowania kandydata na wójta. Podpisy na listach pana Borczyka zbierane były między innymi w Ośrodku Zdrowia oraz przez pracowników Urzędu Gminy wykonujących swoje obowiązki (np. podczas spisywania liczników wody). To nie są i nigdy nie będą uczciwe zagrania.

Wiem jedno: w przedterminowych wyborach wójta gminy Zawonia stawię czoła nowym wyzwaniom. Osoby, które pomagały mi zbierać podpisy są tymi, które mnie na tyle dobrze znają, że mogły swoim dobrym imieniem za mnie ręczyć. Ja również osobiście zbierałem podpisy i dzięki temu poznałem bardzo wielu wartościowych ludzi, którzy stanowili przed kilkoma laty gminną opozycję i tak jak ja widzą potrzebę zmian. Spotkałem się wielokrotnie z przejawami sympatii. Poznanie tych wszystkich ludzi już czyni mnie, w pewnym sensie, zwycięzcą tych wyborów.

Najsmutniejsze, a jednocześnie najbardziej skandaliczne w dotychczasowej kampanii wyborczej jest to, że muszę co chwila dementować rozpuszczane tą lub inną drogą nieprawdziwe informacje mówiące o tym, iż rzekomo zostałem wyrzucony z pracy lub byłem naciskany na to, bym odszedł z Wojska Polskiego. Pragnę wyraźnie podkreślić, że wykonując swoje obowiązki służbowe nie dałem nikomu żadnego powodu do zwolnienia mnie ze stanowiska.

A tak na marginesie: nie sprzedaję domu! Jestem mieszkańcem tej gminy, w niej mieszkam i pragnę sprawować funkcję wójta. Chcę, aby ludzie oceniali mnie za to co zrobiłem, a nie za plotki i haniebne pomówienia.

 

NOWa: – Robert Borczyk, już jako komisaryczny wójt, wezwał siły polityczne Zawoni do wystawiania w wyborach jedynie „poważnych kandydatów”. Do walki stanął tylko Pan. Czy to oznacza, że przeciwnicy polityki byłego wójta Andrzeja Farańca zostali skutecznie spacyfikowani i boją się podnosić głowy, a Pan jest jedynym, który nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji? No i najważniejsze: czy uważa się Pan za kandydata „poważnego”?

P.G.: – Zdaję sobie sprawę, że takich wyborów w gminie Zawonia jeszcze nie było. O powadze sytuacji przekonały mnie wspomniane wcześniej plotki i oszczerstwa rozpuszczane na mój temat. Sądzę, że gdybym nie miał szans na wygraną, to moi przeciwnicy nie działaliby w ten poniżający sposób.

Wiem, że to są wybory nie tylko o „fotel” wójta, ale również wybory pomiędzy starym stylem i sposobem sprawowania władzy, z monopolem na „pełną rację”, a jakże nową chęcią rozmawiania ze zwykłymi ludźmi. Nową ideą, którą głoszę, jest chęć otwarcie się Urzędu Gminy na zwykłych ludzi i ich codzienne problemy.

 

NOWa: – Przedterminowe wybory wójta Zawoni odbywają się, czy tego chcemy czy nie, w atmosferze skandalu. Po przeszło 20 latach dotychczasowy hegemon zawońskiej sceny politycznej, były wójt Andrzej Faraniec, odchodzi w niesławie, skazany za fałszowanie oświadczeń majątkowych, czyli oszukiwanie mieszkańców gminy co do źródeł swoich, niemałych przecież, dochodów. Jak Pan ocenia zakończoną właśnie „epokę wójta Farańca”: to był czas nepotyzmu i szarogęsienia się środowiska związanego z tą osobą, czy też czas wytrwałej i owocnej pracy wybitnego samorządowca?

P.G.: – Nie chcę budować swojej kampanii wyborczej na problemach pana Andrzeja Farańca. Jednocześnie chcę przy tej okazji zaprzeczyć uporczywie rozpuszczanej i fałszywej pogłosce, jakobym w jakikolwiek sposób przyczynił się do jego sprawy. Nie pisałem żadnych donosów.

Gdybym oceniał pozytywnie „epokę wójta Farańca”, to nie startowałbym w wyborach. Na pewno wiele się zmieniło i w obecnej chwili władza będzie chwalić się dokonanym „połowicznymi” sukcesami. Ja chcę być tym, który powie, że „król jest nagi”.

Cieszę się na przykład z budowy przedszkola w Zawoni. Tylko dlaczego ktoś nazywa je „pierwszym przedszkolem w gminie”, skoro stare przedszkole zostało sprzedane za kadencji pana Farańca. To się nie liczy? To już wszyscy zapomnieli jak było naprawdę?! Trudno, abym o ówczesnych decyzjach politycznych nie pamiętał, ale wiem, że są tacy, którzy chcieliby, abym o całej sprawie w ogóle zapomniał. Tyle tylko, że jako jako rodzic dwójki dzieci, nie jedyny przecież z gminy, zmuszony byłem wozić je do przedszkola w Trzebnicy. Proszę zwrócić uwagę, że w obecnym budynku przedszkolnym nie ma zaplecza kuchennego do przygotowywania posiłków.  Czy to oznacza, że dzieci będą skazane na „kuchnię cateringową”? Tego nie mogę pochwalić. W ogóle dziwię się, iż można publicznie chwalić się czymś, co jest normą dla tego typu placówek. Mam na myśli wprowadzenie zajęć z rytmiki czy nauki języków obcych.

Doceniam to, że w gminie był realizowany projekt „Młodzi, wykształceni, nowocześni”. Jestem za takimi inicjatywami. Młodzież wzbogaciła się przecież, co nie ulega żadnej kwestii, o wiedzę i cenne praktyczne doświadczenie. Nauczyciele mogli zostać docenieni za trud włożony w nauczanie. Tyle tylko, że wygląda na to, iż z owego przedsięwzięcia najbardziej zadowoleni byli pracownicy Urzędu Gminy, którzy ten projekt nadzorowali i rozliczali. Takich „połowicznych” sukcesów można przytoczyć więcej.

Czy definitywnie kończąca się „epoka wójta Farańca” była czasem nepotyzmu? Myślę, że tak. Władza deprawuje. To z czym teraz mamy do czynienia w gminie jest tego powiedzenia najlepszą ilustracją.

 

NOWa: – Pana zwycięstwo w wyborach oznaczać będzie nową jakość w życiu gminy. Jak zamierza Pan zerwać ze spuścizną wójta Farańca i oczyścić atmosferę wokół gminy po niedawnym skandalu wokół odwoływania w bólach i mękach byłego jej włodarza? Wszystkich, co nie jest przecież niczym nadzwyczajnym, interesują personalia: kto straci stołek, kto pożegna się z synekurą i dyrektorowaniem, kto będzie miał dostęp do ucha nowego wójta, a kto o tym dostępie może zapomnieć. Kim będzie Pana najbliższy współpracownik? Kogo wyznaczy Pan na sekretarza gminy, a kogo na wicewójta? I najważniejsze: czy ewentualna przegrana w wyborach oznaczać będzie dla pana Roberta Borczyka polityczny niebyt, czy też zamierza Pan nadal korzystać z jego wiedzy i doświadczenia?

P.G.: – Moje hasło wyborcze brzmi: „Czas na zmiany. Stawiam na uczciwość i pracowitość”. I tego będę wymagał od ludzi, z którymi przyjdzie mi współpracować. Dążył będę do tego, aby Urząd Gminy stał się bardziej przyjazny dla mieszkańców, w myśl zasady, że urząd jest dla ludzi, a nie dla samego siebie. Mieszkaniec gminy zasługuje bowiem na to, aby jego sprawy załatwiane były sprawnie przez kompetentnych pracowników. Moje działania ukierunkowane będą na podniesienie jakości życia mieszkańców. Samo hasło „Kto relaksu potrzebuje niech w Zawoni dom buduje” nie wystarczy. Mieszkańcom należy zaoferować pełniejszą opiekę medyczną, a dzieciom i młodzieży dodatkowe zajęcia rozwijające ich zainteresowania. Mamy ku temu zaplecze, jak i odpowiednich ludzi.

Pragnę takich zmian, które doprowadzą do tego między innymi, że do naszych szkół przyjeżdżać będą uczniowie spoza rejonu. Posiadamy takie atuty jak nowo wybudowana sala sportowa, szereg boisk piłkarskich, wykwalifikowana kadra pedagogiczna. Brakuje tylko dobrego zarządcy.

A jeżeli idzie o personalia… Powiem tak: za wcześnie jest jeszcze na wyrokowanie, kto straci posadę, a kto ją utrzyma. Nie rozdzielam w tej chwili żadnych stanowisk. Można jednak być pewnym, że wakujące stanowiska urzędnicze będę obsadzał w drodze otwartych konkursów, o których przebiegu i wynikach opinia publiczna będzie informowana na bieżąco.

Nie kwestionuję doświadczenia samorządowego pana Roberta Borczyka. Jednak naczelną zasadą mojego działania jest dobieranie sobie takich współpracowników, co do których mam pewność, że mogę im ufać. Niestety, po tym, co do tej pory się wydarzyło w tracie kampanii wyborczej, mam wątpliwości czy pełna współpraca z panem Borczykiem jest możliwa.

 

Mamy kampanię w toku, spotyka się Pan z wyborcami. Mnie jednak interesuje przede wszystkim Pana ocena ostatnich spotkań komisarycznego wójta Zawoni z sołtysami i strażakami z OSP. To wobec Pana, zdaje się, nieczyste zagranie.

P.G.: – Jestem w tej dobrej sytuacji, że podczas zbierania podpisów wychodziłem osobiście do mieszkańców i z nimi rozmawiałem, poznałem ich oczekiwania. Ze względów oczywistych nie mogłem do wszystkich dotrzeć, mam jednak nadzieję, że będą chcieli mnie bliżej poznać i przybędą na zaplanowane na najbliższe dwa tygodnie spotkania wyborcze.

Nie chciałbym skupiać się na nieczystej i robionej za gminne pieniądze kampanii wyborczej pana Borczyka. Niemniej z ubolewaniem odnotowuję fakt, że do celów kampanijnych wykorzystuje się nawet poważne pisma samorządowe. Ten sposób prowadzenia batalii politycznej pozostawiam do oceny przyszłym wyborcom. Doceniam za to zainteresowanie prasy niezależnej moją osobą.

 

NOWa: – Wygląda na to, że w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej nie będzie miał Pan tyle szczęścia jako wójt, co Pana poprzednicy. Trzeba będzie się uczyć nowych zasad pozyskiwania unijnych pieniędzy, stawiając na ściślejszą współpracę z innymi samorządami, innowacyjność itp. Pieniędzy na infrastrukturę będzie na pewno mniej. Co w takim razie będzie najważniejszą Pana obietnicą wyborczą? Chodzi mi o konkret: nowa kanalizacja, nowa szkoła, basen, remonty dróg…? Czym zamierza Pan uwieść zawońskich wyborców?

P.G.: – Wyborców chciałbym uwieść swoją uczciwością. Jako radny mam świadomość, że budżet na rok 2013 jest przekazany do realizacji i niewiele będzie można w nim zmienić. Natomiast rok 2014 byłby pierwszym rokiem, w którym realizowałbym drobne, lecz bardzo potrzebne lokalnym społecznościom inwestycje. Jakie to będą inwestycje, dowiem się od samych ludzi, bo oni mi wskażą na spotkaniach wyborczych, co jest dla nich najważniejsze.

Nie ulega jednak wątpliwości, że priorytetem dla mnie będzie realizowanie budżetu w zakresie rozbudowy sieci internetowej. Nie wyobrażam sobie w dzisiejszych czasach, aby ktokolwiek był pozbawiony możliwości korzystania z Internetu. Nie zapomnę też o szkolnictwie i opiece medycznej.

 

NOWa: – Czego spodziewa się Pan w niedzielę 24 lutego? Gigantycznej frekwencji i spektakularnego Pańskiego zwycięstwa, czy mizerii obywatelskiej i zaciętej walki w drugiej turze?

P.G.: – Zachęcam wszystkich mieszkańców gminy do wzięcia udziału w wyborach 24 lutego. Wybory są tajne i nikt nie ma prawa rozliczać kogokolwiek za wypowiedzianą w ten sposób taką lub inną opinię.

Sądzę, że frekwencja będzie wyższa niż w wyborach przeprowadzanych w normalnym trybie. Życzyłbym wszystkim mieszkańcom gminy Zawonia, jak i sobie, aby wybory rozstrzygnęły się już w pierwszej turze. Tego bowiem wymaga dobro naszej małej społeczności.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here