Oddział nowego życia

943

W przedsionku

Szpital Powiatowy im. św. Jadwigi Śląskiej, Trzebnica. Miejsce narodzin zdecydowanej większości mieszkańców powiatu. Na stronie internetowej jest informacja o tym, że oddział noworodków i wcześniaków przyjmuje prawie 800 dzieci rocznie, ale w ubiegłym roku urodziło się tu około 900 maluchów.

Gdy przychodzę, jest bardzo spokojnie, pracownicy niedawno rozpoczęli dyżur. Położna Bożena Kubiak, która oprowadzi mnie po oddziale porodowym i opowie o tej pracy, mówi, że to jest jak cisza przed burzą. W ogóle początek roku upływa bez nadzwyczajnego ruchu. Teraz jest spokojnie, możemy spacerować po oddziale i rozmawiać, ale za chwilę może brakować rąk do pracy. Żeby porozmawiać z położnymi, trzeba zgłosić się do ginekologiczno-położniczej izby przyjęć. Nacisnąć na dzwonek i czekać. Ten sam dźwięk dzwonka codziennie uruchamiają kobiety, które mają skierowania na zabiegi, badania, są z bólami, nie zostały przyjęte w przychodni, rodzą, lub wydaje im się, że rodzą. Każda ze swoim osobistym problemem.

Na ścianie, obok rozporządzenia dyrektora, wisi dyplom z 2000 roku za zajęcie drugiego miejsca w rankingu kampanii „rodzić po ludzku”. Pytam mojej przewodniczki, czy praca położnej to służba czy normalna praca. – To jest niesamowita harówka, człowiek po dwunastogodzinnym dyżurze wraca do domu umęczony. To praca niesamowicie obciążająca psychicznie, nieproporcjonalna do wynagrodzenia. Pytam, jak wygląda sytuacja kobiety, która zgłasza się do porodu. – Panie zgłaszają się różnych powodów. Jeśli chodzi o ciężarne, które mówią, że rodzą, to na początku trzeba je zbadać. Robi się badanie, które decyduje o tym, czy pani idzie na oddział ginekologiczny czy na porodówkę. Jeśli pani ma bóle, w terminie rozwiązania, ale nic nie wskazuje na poród w najbliższym czasie, zalecamy wrócić do domu. Jeśli kobieta chce zostać na oddziale, bo będzie się czuła bezpieczniej, oczywiście ma takie prawo. Przychodzą na myśl sceny filmowe, gdzie kobiety przy porodzie panikują, krzyczą i w szalonym tempie udają się do szpitala. Pytam zatem, jak zachowują się rodzące. – Raczej są spokojne. Bardziej w trakcie porodu zdarzają się sytuacje, że panie krzyczą, płaczą. Ale trzeba im na to pozwolić.

 Miejsce narodzin

Położna Bożena Kubiak oprowadza mnie po oddziale. Przechodzimy przez miejsce, gdzie kobiety przechodzą wstępne badanie. Następnie niespiesznie udajemy się do sali przedporodowej. Cztery łóżka, drabinka i piłka do ćwiczeń. Normalnie Europa. Za tą salą znajduje się to właściwe miejsce, gdzie dzieci przychodzą na świat. Widzę jedną, dużą salę w zielonych kafelkach, oddzieloną ścianką. – Gdy mamy dwie rodzące na tej sali, to panie się nie widzą, tylko słyszą – opowiada pogodnie położna.

Na końcu bloku porodowego znajduje się sala do porodu rodzinnego. Składa się na nią jasny, komfortowy pokój dla osób towarzyszących rodzącej, która znajduje się  w sali tuż obok. – Mamy tylko jedną salę do porodu rodzinnego i to może być jedyne uniedogodnienie, gdy w tym samym czasie pojawią się dwie kobiety chętne do takiego porodu. Ale to zdarza się rzadko. Pytam, jak zachowują się panowie,  gdy ich kobiety są w tej bolesnej chwili. – Są partnerzy, którzy przeżywają, masują partnerkę, starają się pomóc. Ale są też tacy, którzy przychodzą, bo żona kazała, albo że koledzy byli przy porodzie, więc oni też chcą. Różne są powody.

Po porodzie dziecko jest podawane matce, aby mogli się poznać, pierwszy raz spojrzeć na siebie. Potem jest myte i badane przez neonatologa. Kobieta jest przenoszona do sali obserwacyjnej, gdzie pozostaje pod obserwacją dwie godziny. Na końcu może się udać z dzieckiem piętro wyżej, na oddział, z którego do domu jest już najbliżej. Tak jest gdy poród odbywa się bez komplikacji. W grę wchodzi jeszcze cesarskie cięcie. Położna pokazuje mi także salę do wykonywania tych zabiegów. Pytam, czy cesarskie cięcia to duży odsetek dzisiejszych porodów. – Dokładne statystyki posiada ordynator, ale wykonuje się ich sporo. Obecnie koszt cesarskiego cięcia jest zbliżony do kosztu porodu naturalnego. Gdyby to obliczać, to cesarka będzie droższa, bo w ten proces jest zaangażowana większa część personelu, zużywa się więcej materiałów. Ale obydwa te rodzaje porodów w całości pokrywa NFZ.

Przechodzimy do pokoju dyżurnego, gdzie zapoznaję się z resztą personelu będącego na dyżurze. Jedna z pań mówi: – Najwięcej się dzieje, gdy idzie pełnia albo zanosi się na burzę. Wtedy to najwięcej pań przyjeżdża. Można się z tego śmiać, ale przez te zmiany ciśnienia kobiety naprawdę częściej przyjeżdżają z bólami. Panie są w dobrych humorach. I żadna z nich nie wie, kiedy będzie się trzeba zerwać do pracy. Na razie mają spokój. Jak na służbie. Po rozmowie udaję się do poczekalni, aby obserwować. Siedzę w poczekalni i przygotowuję teksty, w nadziei, że uda mi się porozmawiać z kobietą, która będzie pacjentką izby przyjęć oddziału ginekologiczno-położniczego.

W poczekalni

Do izby przyjęć zgłasza się kobieta na zdjęcie szwów. Cały proces trwa pięć minut. Gdy wychodzi, pytam, czy zgodzi się porozmawiać o swoich wrażeniach z pobytu tutaj. Kobieta ma na imię Małgorzata. Mówi, że urodziła dziecko przez cesarskie cięcie i w szpitalu spędziła trzy doby. – Jestem zadowolona, nie mam żadnych zastrzeżeń – odpowiada z uśmiechem.Godzinę później pojawiają się dwie panie w zaawansowanej ciąży. Obie kobiety zgłaszają się na badanie KTG. Pierwsza z nich termin porodu ma za dwa tygodnie, druga jest „po terminie”. – Jestem cztery dni po terminie. Miałam urodzić wcześniej, ale tak się nie stało. Nie jestem stąd, więc nie znam tego szpitala, nie wiem, jak to będzie. W tym samym momencie kobieta wchodzi na badanie. W międzyczasie przez korytarz przechodzą pielęgniarki, pacjenci, pracownicy pogotowia ratunkowego, interesanci. Telefon w recepcji zdaje się nie przestawać dzwonić, a panie tam pracujące wciąż rozmawiają z interesantami, w chwilach przerwy rozmawiają o sprawach prywatnych. Jak to ludzie w robocie. I proszą interesantów, aby zakładali nakrycie ochronne na buty. Zdecydowanie więcej się dzieje na oddziale naprzeciwko, gdzie znajduje się Szpitalny Oddział Ratunkowy. Trafiliśmy na w miarę spokojny dzień. Kto wie, co będzie się tu działo jutro? Nie wiadomo. Najważniejsze to być w gotowości.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here