Piotr Morsztyn najlepszym jeźdźcem w Polsce

861

Przypomnijmy, że o Państwu Morsztynach pisaliśmy już wiosną. Małżeństwo, które kilka lat temu przeprowadziło się do Kaszyc Wielkich zajmuje się jeździectwem. Zarówno Monika, jak i Piotr Morsztynowie zawodowo zajmują się  tym sportem.

Pan Piotr, to jeździec, który odniósł wiele prestiżowych zwycięstw przyznaje, że zakończony już sezon wcale nie był łatwy i to pod wieloma względami.

To był bardzo trudny sezon, przede wszystkim dlatego, że odbywało się wiele startów w bardzo poważnych zawodach. Przy sporej ilości startów komplikują się również kwestie logistyczne. Miałem wyjazdy łączone, na przykład Moskwa-Donieck, gdzie praktycznie w domu nie było mnie przez 3 tygodnie, a zaraz po tych zawodach jechaliśmy do Barcelony walczyć o możliwość startu w Superlidze w przyszłym roku. W tym sezonie wyjeżdżałem również do Austrii, Belgii i na Węgry – podsumowuje Piotra Morsztyn. Jak wylicza wszystkich startów w minionym sezonie miał 21, a 10 zawodów wiązało się z wyjazdami zagranicznymi, z czego każdy start zajmuje minimum około 5 dni (dojazd, sam start, powrót). Z kadrą narodową zawodnik wyjeżdżał 4 razy, natomiast najwięcej startów to zawody międzynarodowe indywidualne. Niektóre z nich transmitowane były przez Telewizję Polską.

Barcelona smakowała najlepiej

Zapytany o sukces, który najbardziej go ucieszył.- Po wygraniu Ligi Centralnej pojechaliśmy do Barcelony. To właśnie w stolicy Katalonii mieliśmy powalczyć o wejście do Superligi. Tam przejechałem pierwszy nawrót Pucharu Narodów z jednym błędem, a drugi bezbłędnie. Byłem najlepszym z Polaków. Niestety, nie udało się nam wejść do Superligi, tylko jeden zespół mógł awansować, ale ja ze swojego występu byłem bardzo zadowolony. Jako ekipa Polacy zajęliśmy 5 miejsce, a trzeba przyznać, że do przejechania były naprawdę bardzo trudne parkury – mówi jeździec i dodaje, że również start w Rydze był dla niego bardzo ważny, a wynik końcowy był dla niego sukcesem. – Pojechaliśmy ekipą na zawody CSIO***. Było to dla mnie bardzo ważne, ponieważ po raz pierwszy od wielu lat jako ekipa wygraliśmy Puchar Narodów. Zresztą dwa dni podczas Grand Prix potwierdziłem swoją formę, wygrywając ten konkurs. Kilka tygodni później nikt się nie spodziewał, że wygramy ekipą na zawodach CSIO*****, czyli najtrudniejszych, podczas których przeszkody są najwyższe, parkury najtrudniejsze technicznie, najwyższa jest również pula nagród. Na tych zawodach nie dość, że zajęliśmy  pierwsze miejsce w Pucharze Narodów i to w Rosji przed Rosjanami, to jeszcze pojechałem najlepiej z Polaków. Oba bezbłędne nawroty. To zdarza się bardzo rzadko, żeby zespół dwa razy pod rząd wygrywał w konkursach  Pucharu Narodów – mówi reprezentant kraju.

Koń też musi odpocząć

Piotr Morsztyn podkreśla, że zeszłoroczne sukcesy zawdzięcza swojemu doświadczeniu, doskonałej dyspozycji, ale również wałachowi, na którym startował . Jedenastoletni Osadkowski Van Halen, to prawdziwy skarb. – Van Halen to mój podstawowy koń, ale również 11-letnia Sunday, która w tym roku powróciła do formy i zaczęła starty w krajowych Grand Prix. W Lesznie zająłem na niej 9 miejsce, dwa tygodnie później w Krakowie zakończyliśmy zawody na 4 pozycji. I dzięki temu, że ona zajmowała dobre miejsca i punktowała w pucharze Polski, Van Halen nie musiał startować na początku sezonu i mógł odpocząć. Jesteśmy bardzo zadowoleni z obu koni.

Aby odnosić sukcesy trzeba bardzo dbać o zwierzęta. Wszystkie zwierzęta państwa Morsztynów są pod stałą opieką weterynaryjną,  a w razie potrzeby, właściciele zabierają je do specjalistycznej kliniki w Lipsku w Niemczech. Pan Piotr podkreśla, że osobiście stara się jak najwięcej czasu spędzać z Van Halenem, doglądać go. W listopadzie koń był na 110 miejscu w rankingu Rolexa, wśród 4 tys. sklasyfikowanych koni z całego świata. – W Polsce nie jest prowadzony żaden ranking koni, ale  gdyby taki zrobić, to Osadkowski Van Halen zająłby w nim pierwsze miejsce – mówi jeździec.

Jak podkreśla w skokach bardzo ważne jest wyczucie konia i porozumienie miedzy człowiekiem a zwierzęciem. – Podczas wyjazdów, nawet tych zagranicznych sam prowadzę auto, choć dla mnie lepiej by było, gdybym przyjechał bardziej wypoczęty na miejsce, ale wolę wiedzieć jak wyglądała droga, czy koń może być bardzo zmęczony. Prowadząc samochód mam nad końmi kontrolę. Dzięki temu wiem jak przeprowadzić trening po podróży – podkreśla Piotr Morsztyn.

W zimie trenujemy na hali

Na konie trzeba uważać, podobnie jak ludzie te zwierzęta łatwo się zaziębiają. Kiedy na dworze są duże mrozy i nie można ćwiczyć na miejscu, pan Piotr zabiera swoje konie do hali w Lesznie i jak mówi, dzięki technicznym ułatwieniom koń nie musi nawet przez chwilę być na dworze. – Na najbliższy sezon mamy bardzo ambitne plany. Za kilka tygodni przyjedzie do mnie trener z Holandii. Bardzo mi na tym zależy, chcę, żeby na mnie i konie spojrzał ktoś z zewnątrz,gdyż chcemy wyeliminować wszystkie błędy.

W tym roku najważniejsze będą Mistrzostwa Europy

W jeździectwie cykl najważniejszych imprez wygląda następująco, co 4 lata organizowane są olimpiady, a co na dwa lata, na przemian, Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy. I właśnie w tym roku w odbędą się Mistrzostwa Europy. – Mamy przed sobą wiele ważnych startów, ale ten będzie najważniejszy. Po otrzymaniu kalendarza startów od trenera kadry będę się dopasowywać. W poprzednim sezonie bardzo wysoko ustawiłem sobie poprzeczkę. Nie zakładam, że uda się nam zdobyć jakieś konkretne miejsce. Nasz sport jest trudny i złożony, a na końcowy sukces składa się wiele czynników. Dlatego będę starał się jak najlepiej przygotować i zdobyć jak najlepsze miejsce.

Sąsiedzi mi kibicują

Jeździec jest doskonale znany we wsi. Sąsiedzi państwa Morsztynów śledzą występy pana Piotra. – Już po pierwszym artykule w NOWej sąsiedzi, którzy dowiedzieli się czym się zajmuję, zaczęli mi kibicować. Teraz kiedy wychodzę do sklepu ludzie pytają mnie, o to kiedy będą startował, czy to będą ważne zawody i czy będzie je można obejrzeć w telewizji. To jest bardzo miłe.

 Na sukces pracuje sztab ludzi

Jeździec podkreśla, że swój sukces zawdzięcza własnej pracy, ale i wielu ludziom, którzy codziennie pomagają mu. – Bardzo chciałbym podziękować naszemu sponsorowi, który nam zaufał i cały czas wspiera. Również bardzo ważna jest pomoc i zaangażowanie całego teamu: dziękuję luzakowi Piotrowi Łukaszewskiemu, przyjacielowi i trenerowi Marcinowi Klupsiowi, weterynarzowi Michałowi Kaczorowskiemu, masażyście naszych koni Sławkowi Samosiukowi, kowalowi Dariuszowi Kaczorowi oraz całej ekipie KJ Osadkowski. Nie zapominam o najbliższych, bez których nie byłoby mnie w tym miejscu co dziś.

Wielkie gratulacje należą się całemu Klubowi Jeździeckiemu Osadkowski za zajęcie drugiego miejsca w rankingu klubów PZJ w 2012. Tym bardziej, że klub działa od dwóch lat, więc to podwójny sukces.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here