Groźne psy postrachem mieszkańców?

71

10913Na obrzeżach Trzebnicy, kierując się w stronę Milicza, mieszczą się m.in. zakłady produkcyjne, targowisko, ogródki działkowe czy piekarnia. Jest to miejsce stale uczęszczane przez mieszkańców udających się po zakupy na targ, w sezonie do swoich ogródków działkowych, a także mieszkańców pobliskich Księginic, do których wiedzie chodnik.

Kilkanaście dni temu z prośbą o podjęcie interwencji zwróciła się do nas Czytelniczka, która wysłała list o następującej treści: „Możliwe, że ktoś poruszył już ten temat więc przepraszam za zawracanie głowy. Właściciel piekarni na ulicy Milickiej posiada kilka groźnych psów, które często uciekają, w płocie jest dziura obecnie zastawiona paletą! Raz miałam „przyjemność” spotkania się z tą zgrają. Koleżanka trafiła na psy już 3 razy. Właściciel nie reaguje na prośby aby je lepiej pilnować lub zamknąć. Straż miejska również. O ile się nie myślę problemy z nimi mieli nawet w trzebnickim Wodniku. Ludzie z pobliskich miejscowości często chodzą na nogach w weekendy lub wieczorami, kiedy nie ma autobusu i trzeba wtedy mieć nadzieję, że tym razem psy nie uciekły bo w końcu dojdzie do jakiejś tragedii”. Kiedy dopytaliśmy o więcej szczegółów w związku z opisywaną sprawą (podanie terminów i okoliczności, w których miało dojść do zdarzenia), kobieta odpisała: „Wiosną, kwiecień albo maj z soboty na niedzielę około 6 rano wracałam z pracy, pies stał na chodniku koło drugiej bramy obok piekarni, na szczęście jechał wtedy tir i pies nie przebiegł, a ja przeszłam szybko na drugą stronę łącznika i drugą stroną jezdni zaczęłam uciekać. Pies wbiegł na górkę (chodnik), zaraz za piekarnią. Koleżanka mówiła, że szła i pies wybiegł na drogę, wtedy kierowca uderzył w jakiś słupek, miał to zgłosić na policję, bo pytał jej czyje to psy, ale nie wiem czy to zrobił”.

Postanowiliśmy sprawdzić informacje podawane przez kobietę. Zadzwoniliśmy do spółki Wodnik – zapytaliśmy Marię Spalińską, czy potwierdzą słowa Czytelniczki, że pracownicy także mieli problemy z psami z piekarni: – Pierwszy raz o tym słyszę, żaden z moich pracowników nie zgłaszał do mnie takiej informacji – odpowiedziała prezes.

Słowom kobiety „o tym, że straż miejska również nie reaguje na problem”, zaprzecza komendant Krzysztof Zasieczny: – Nie odnotowaliśmy żadnego zgłoszenia w tej sprawie. Natomiast mieszkańcy, którzy zauważą w okolicy bezpańskie psy mogą powiadomić o tym fakcie również przedstawicieli straży. Wówczas przekazujemy dalej to zgłoszenie do wydziału ochrony środowiska, który z kolei kontaktuje się z firmą zajmującą się wyłapywaniem psów. Chyba, że sytuacja jest groźna, a pies zachowuje się agresywnie, wtedy bezpośrednio kontaktują się z ww. firmą. Komendant potwierdza, że często otrzymuje sygnały od mieszkańców dotyczące podjęcia interwencji w sprawie bezdomnych psów – i równie często na telefon straży dzwonią w tej sprawie mieszkańcy samej Trzebnicy, jak i sołectw.

Zadzwoniliśmy również do właścicieli piekarni przy ul. Milickiej. Właściciele stanowczo zaprzeczają słowom kobiety: – Nigdy nie zdarzyło się, żeby psy uciekły z posesji. Mają wydzielony specjalny kojec, w którym przebywają. Nie są nigdy puszczane wolno na terenie piekarni, ponieważ pracujemy na zmiany i zawsze ktoś przebywa w pracy. Psy wyglądają groźne, to rottweilery, jednak nie robią krzywdy. Zawsze jest ktoś kto do nich dogląda. Nie wiem dlaczego ktoś stwierdził, że wybiegają za bramę piekarni. Jednak w okolicy jest pełno innych groźnych psów, niedawno ktoś zwrócił się do nas z pretensjami czy to nasz pies biega po ulicy. Okazało się, że był tylko podobny do naszego. Raz jeszcze podkreślam, że psy, które mogą biegać po ulicy nie są nasze – odpowiedziała właścicielka piekarni.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here