Magister trash metalu

260

Grali na jednej scenie między innymi z zespołami takimi jak: Kat i Roman Kostrzewski, Armia, Turbo, Grzegorz Kupczyk i Ceti, Pandemonium, Christ Agony, Golden Life,  i wieloma innymi. Oczywiście nie mogło zabraknąć promocji krążka w rodzinnym mieście. Koncert odbył się 14 grudnia w Żmigrodzkim Ośrodku Kultury. O tym, jak zespołowi, który przeszedł drogę od grania w szopie do studia nagraniowego, rozmawiałam z liderem zespołu, Andrzejem Walochnikiem.

 

– Wśród waszych słuchaczy krążą dwie nazwy zespołu. Więc Czołg czy CZOUG?

W tej chwili CZOUG przez „u”. Ale wynikło to z całkiem przypadkowej sytuacji. Człowiek, który kiedyś, gdzieś tam tworzył jeden z plakatów na koncert, nie mógł wstawić litery „ł” w słowie „Czołg”. Po prostu brakowało jej w czcionce, więc wstawił przekornie „u”… Później wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że tak jest ciekawiej. Tak zostało do dziś.

– Opowiedz proszę, jak to się stało, że zespołowi z małego miasta udaje się nagrać płytę….

– Myślę, że taka powinna być kolej rzeczy (śmiech). To chyba kwestia dążenia do celu i wytrwałości w tych dążeniach. Zakładasz zespól, robisz materiał, grasz koncerty, jest świetnie. Marzysz o wydaniu albumu. Potem okazuje się, że to marzenie może się urzeczywistnić. Chyba każdy kto tworzy muzykę, chce ją w jakiś sposób przekazać światu. A same początki nie były kolorowe. Graliśmy w szopie pod gołębnikiem, denerwując sąsiadów. Dopiero później dzięki uprzejmości ZPK otrzymaliśmy miejsce do grania. W 2010 roku nagraliśmy pięcioutworowe „Demo Hałabaniaste”. Rok później rozpoczęliśmy pracę nad pełnym krążkiem. Pojechaliśmy do Big Fire Studio w Jaworze i tam nagrywaliśmy materiał. Później szukaliśmy wydawcy, ale okazało się, że w obecnej sytuacji jaka panuje na rynku nie jest to proste. Doszliśmy do wniosku, że album wydamy sami. Wtedy pomoc finansową, aby to zrealizować, zaoferował nam Marcin Hasyn, którego w tym miejscu serdecznie pozdrawiam! Na etapie nagrań pomogła nam także gmina Żmigród i Zespół Placówek Kultury.

– Jest mnóstwo zespołów, które koncertują i nagrywają swój materiał, ale nie udaje im się wydać krążka czy zorganizować koncertu na drugim końcu Polski… Dlaczego wam się udało?

– To jest chyba to, o czym mówiłem wcześniej, czyli konsekwentne dążenie do celu. Chcieliśmy dużo grać, więc po prostu organizowaliśmy koncerty w różnych częściach Polski. Często graliśmy z innymi kapelami, zaprzyjaźnialiśmy się, zawieraliśmy znajomości i to procentowało. Raz my zapraszaliśmy gdzieś zespół, później oni odwdzięczali się tym samym. W sumie dość prosta sytuacja, ale wymagająca dużo czasu i zaangażowania. W sumie jest to taka bardziej menadżerska robota.

– Jaki jest koszt nagrania takiej płyty?

– Wolałbym nie mówić o konkretnych kwotach. Różnie z tym bywa w przypadku różnych kapel. Powiem tylko, że nie wydaliśmy jakichś niebotycznych sum, aby ten album zrealizować. Wiele sytuacji udało się dogadać na bardzo koleżeńskich warunkach. Tak to ujmę.

 – Czy szukaliście wsparcia w różnych wytwórniach płytowych?

– Odwiedziliśmy wytwórnię we Wrocławiu, ale powiedzieli nam, że gramy trochę zbyt ciężko jak na ich standardy (śmiech). Wysłaliśmy również kilka listów, wykonaliśmy kilka telefonów, ale wiadomo, jak to bywa w takich sytuacjach. Bardzo szybko odezwała się jedna firma, która stwierdziła, że materiał jest fajny, jednak nie mogą się angażować w nowy projekt, ponieważ są zbyt małym wydawnictwem. Inna powiedziała nam, że wszystko jest super, ale w muzyce jest za mało szatana (śmiech)… No ale mieliśmy tego świadomość. Taki jest obecny rynek muzyczny. Każda firma fonograficzna ma swój target i chce się do niego dostosować. Zresztą nie oszukujmy się. Sytuacja na rynku muzycznym jest bardzo słaba. Wiele świetnych zespołów nagrywa wspaniałe albumy, lecz to nie przekłada się na ich realną sprzedaż. Wiemy jak jest. Dlatego zrobiliśmy to własnym sumptem. Tylko znani i lubiani mogą liczyć na jakieś większe profity z tym związane. My robimy to z czystej przyjemności tworzenia.

– Kto w zespole komponuje utwory?

– Kompozytorem bym się nie nazwał, ale większość chyba jednak tworzę ja…  

– Jakie są wasze plany na przyszłość w związku z wydaną płytą?

– Chcielibyśmy, aby jak najwięcej osób wysłuchało tego, co nagraliśmy, żeby jak najwięcej ludzi przychodziło na nasze koncerty. Moim marzeniem jest, aby za rok o tej porze ukazała się druga płyta.

– Gdzie można nabyć waszą płytę?

– Tak jak wcześniej wspomniałem, wydaliśmy ja sami, więc póki co dostępna jest głównie na koncertach. Można ją również kupić przez Internet. Wszelkie informacje na ten temat można znaleźć na naszym facebooku. „Jedzie CZOUG” może pojawi się za jakiś czas w sklepach muzycznych, jednak to już kwestia dystrybutorów z zewnątrz. Podjęliśmy już pewne rozmowy, zobaczymy co z tego wyniknie. Dodam, że cały album jest za darmo dostępny do odsłuchu na portalach bandcamp, soundcloud oraz youtube.

– Nie macie jednak strony internetowej.

– Nie jestem biegły w tematach internetowych. Zresztą ciągle brakuje nam na to czasu… Wiem, że nam jej brakuje, bo to stanowi podstawowe źródło wiedzy o zespołach. W końcu będziemy musieli się za nią zabrać i pewnie niebawem to nastąpi. Póki co zapraszam na fanpage na facebooku, który staram się prowadzić.

– Jak wygląda wasze życie poza sceną?

– Kończę studia. Obecnie jestem na piątym roku dziennikarstwa muzycznego. Poza tym pracowałem w naszym rodzimym Radiu Żmigród. Nasz basista Czerep pracuje jako brukarz, natomiast Leszek niedawno zdał maturę i teraz robi szkołę muzyczną w klasie perkusji. Dodatkowo ma zajęcia wokalne i fortepianowe.

– Czy chciałbyś komuś podziękować?

– Chciałbym podziękować wszystkim, którzy wspierali nas przez te cztery lata. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję Adamowi Kasperowiczowi, który przez cztery lata był naszym gitarzystą, jednak życie sprawiło, że się rozstaliśmy. Dziękuję wszystkim, którzy pomagali nam stworzyć ten album! Dziękuję i pozdrawiam naszych słuchaczy i fanów! Wpadajcie na koncerty i siejcie zniszczenie pod sceną!

– Dziękuję za rozmowę i dalszych sukcesów życzę.

– Dziękuję.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here