Piękne targowisko, ale dookoła zamieszanie

55

Przeprowadzki

Nie pierwszy raz handlowcy ze Żmigrodu musieli się przeprowadzać z powodu planów dewelopera. Kilkanaście lat temu targ mieścił się niemal przy samym rynku, naprzeciwko Żmigrodzkiego Ośrodka Kultury. Dzisiaj w tym miejscu stoją budynki mieszkalne, a targowisko przeniesiono na plac przy ul. Lipowej i Kolejowej. Wszyscy się przyzwyczaili do tego miejsca, bo targ był zdecydowanie większy i nadal znajdował się blisko centrum miasta, każdy miał do niego blisko. Jednak po wielu latach udeptywania terenu targu przez tysiące odwiedzających, po deszczu robiło się błoto i wszystko zapadało się w ziemi. – Trzeba się było nieźle nagimnastykować, żeby ominąć te kałuże po deszczu – mówi jedna z emerytek,  która regularnie odwiedza targowisko, spotkana przeze mnie w ostatni dzień targowy w starym miejscu. – Już się nie możemy doczekać nowego miejsca, bez błota – dodaje.

Prace na nowym targowisku zostały rozpoczęte od połowy lutego tego roku. We wtorek, 18 grudnia, każdy mógł się przekonać, jak robi się zakupy na obiekcie spełniającym standardy europejskie. Nowe targowisko „Mój Rynek” według planu jest zaopatrzone w 104 miejsca sprzedażowe, 59 miejsc parkingowych (w chwili, w której piszę ten tekst, parking jest w budowie) i budynek sanitarny. Cały teren targowiska jest utwardzony kostką, więc nikomu już nie grozi grzęźnięcie w błocie. Dodatkowo teren obiektu jest ogrodzony, posiada nagłośnienie i monitoring. Na nowe miejsce do handlu wybrano pusty plac przy wyjeździe z miasta na ulicy Poznańskiej, skąd do centrum jest kilkaset metrów. Dla wielu starszych osób, które na targ przychodzą głównie w celach towarzyskich, jest to spory kawałek do przejścia, nie wspominając o osobach dźwigających zakupy. W efekcie końcowym prac budowniczych powstało duże, wyłożone kostką miejsce do handlu. Panorama z obwodnicy miasta jest imponująca, bo tak wyglądają bardzo nowoczesne miejsca do handlu na świeżym powietrzu w krajach zachodnich. W pierwszy dzień funkcjonowania „Mojego Rynku” na targ przybyły tłumy ludzi, chcących zobaczyć „ten nowy, europejski standard”. Jak się okazało, odległość nie stanowiła najmniejszej przeszkody dla sporej rzeszy mieszkańców gminy, która zdecydowała się odwiedzić targowisko we wtorkowy poranek. Przez lata opustoszała ulica Poznańska zaludniła się pielgrzymką osób wędrujących tam i powrotem, wąskie chodniki ledwie pomieściły przechodniów.

Przepraszam, gdzie tu jest parking?

Droga dojazdowa do targowiska jest wykończona, jednak chodnik oraz kostka parkingowa były w trakcie wykładania. Ludzie próbowali dostać się na teren targu idąc wąską ulicą, przez którą ciągle przejeżdżały samochody. Gdy udało nam się dostać na teren „Mojego Rynku”, porozmawialiśmy z kobietą, która od wielu lat zajmuje się handlem na targu. Zapytaliśmy, co sądzi o swoim nowym miejscu pracy: – Pewnie, że tu jest lepiej, ale nie robi się takich zmian w najlepszym tygodniu handlowym w roku. Moi stali klienci zamiast przyjść do mnie, idą do kogoś, kogo widzą najbliżej, bo nie chce się im szukać mojego stoiska. Teraz zamiast sprzedawać siedzę i nudzę się. Mogli poczekać z tą przeprowadzką jeszcze trochę. Porozmawialiśmy także z inną, młodą dziewczyną, zajmującą się sprzedażą odzieży: –  Co prawda stoję i macham rękami do klientów, żeby widzieli, gdzie jestem, ale poza tym jest w porządku, dobrze się tutaj pracuje. To, jak będzie funkcjonowało targowisko, wyjdzie „w praniu”. Dzisiaj jeszcze nie ma tak dużo ludzi, niech pani przyjdzie w piątek, wtedy to dopiero będzie wiele osób. Pytamy ją, czy zdołała się przyjrzeć robotom przed bramą wejściową targowiska. – Nie wiem, co tam się teraz dzieje, ale klienci po zakupach mówią, że muszą iść, bo mają daleko zaparkowany samochód i potrzebują czasu, żeby do niego wrócić – mówi kobieta.  Parkowanie to główny problem dla zmotoryzowanych osób odwiedzających w tym dniu targ. Bardzo trudno było o miejsce do zaparkowania, nie wspominając o bezpiecznym pozostawieniu pojazdu. Parking przed targiem jest w budowie, a w okolicy nie ma żadnego miejsca, aby auto zostawić, ponieważ wszędzie dookoła są zakazy postoju. Tak więc ludzie parkowali nieopodal, przy terenie starego PKS-u, czy po prostu decydowali się pozostawić auto w centrum i na targowisko dostać się piechotą. Trudno znaleźć słowa opisujące reakcję kierowców, którzy zdezorientowani zawracali spod terenu targowiska.

Dla dobra mieszkańców

Następnego dnia udajemy się do Urzędu Miejskiego z pytaniem, czy nie można było poczekać z otwarciem targowiska i zaoferować kupującym miejsce z gotowymi chodnikami i miejscami parkingowymi. Wiem, że burmistrz Robert Lewandowski odwiedził targ. Nie zastajemy głowy urzędu, w zastępstwie przyjmuje nas sekretarz gminy, Wojciech Smoliński. Na zadane pytania odpowiada zwięźle: – Ludzie chcieli, aby targowisko ruszyło jeszcze przed świętami. Chcieliśmy podołać tym oczekiwaniom. Mówimy mu także o tym, że nie wszyscy handlowcy są zadowoleni z faktu przeniesienia ich w nowe miejsce tydzień przed świętami i pytamy, jak samorząd się do tego chce ustosunkować. – Odpowiedzią na tę opinię powinna być ilość mieszkańców, która zdecydowała się wczoraj odwiedzić targ – krótko ucina dyskusję sekretarz. W dniu otwarcia targowiska przez brak podstawowych rzeczy mieszkańcy nie mieli komfortu korzystania z tego jakże nowoczesnego i pięknego obiektu. Dwa dni po otwarciu „Mojego Rynku” wczesnym popołudniem odwiedziliśmy miejsce nowego targowiska, nie zastaliśmy tam jednak ani jednej osoby pracującej przy budowie parkingu czy chodnika. Miejmy nadzieję, że robotnicy szybko dokończą swoje prace, dla naszego bezpieczeństwa przecież. Na w pełni komfortowe i przyjemne korzystanie z usług nowego targu jeszcze trochę trzeba poczekać.

1 KOMENTARZ

  1. Tłumaczenie Sekretarza wprowadziło mnie w osłupienie! Ludzie chcieli… My nie chcieli… Każda inwestycja w naszym mieście to jakieś nieporozumienie. Park (baszta i tereny zielone) już się sypią a koszty utrzymania ogromne. Kanalizacja w mieście-zupełny brak logistyki, dziury, błoto, co chwila awaria (brak wody) itd. Inny przykład: dyrektor ZPK Dariusz Skiba w ramach remontu Domu Kultury montuje windę, która ciągle się psuje (windę wewnętrzną zamontowano na zewnątrz) doprowadza dom kultury prawie do zapaści a w nagrodę zostaje z-cą burmistrza! Później w ramach układów politycznych zostaje przesunięty na stanowisko dyrektora ZPK i znowu doprowadza tą instytucję do zapaści i bierze urlop i udaje się do Norwegii. Tam będzie czekał na powrót do Urzędu na zastępcę burmistrza. Tragedia!

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here