Anonimowe oskarżenia pod adresem nauczycieli i tajemnicza przerwa radnego

132

Po ukazaniu się w ubiegłym numerze NOWej artykułu pt. „Dwója za niepodchodzenie do matury”, do naszej redakcji przyszedł email o następującej treści: „Jestem czytelnikiem gazety Nowa jak i niedoszłym Maturzystą. Przeczytałem artykuł który jest zamieszczony w najnowszej części. Artykuł mówi o tym, że nauczyciele wymagali zaświadczenia o nie przystępowaniu do matury w tedy dawali ocenę dopuszczającą „i cześć”. Miałem taką sytuację dwa lata temu jak również w zaparte szedłem szczególnie z jedną nauczycielką. Nie do końca jest tak, że należy przynieść jakieś zaświadczenie. Nie, Nie, Nie. Chodzi o to, że trzeba było iść do sekretariatu i wyciągnąć swoją deklaracje chęci przystąpienia do matury. Czyli tak, że nie zostawał żaden ślad po tym że mieliśmy pisać maturę. I nie prawdą moim subiektywnym zdaniem jest to, że nikt nie wie co się dzieje, nikt z żadnych nauczycieli czy dyrektor, bo wszyscy wiedzą i wszyscy to praktykują”.

Dostaliśmy też numer telefonu do mamy ubiegłorocznego absolwenta tej szkoły, który z tego samego powodu nie przystąpił do matury z matematyki.

Przeczytałam z synem artykuł w ubiegłym numerze i muszę powiedzieć, że w roku ubiegłym czegoś takiego nie było, żeby uczeń miał w sekretariacie wypełniać jakieś deklaracje. Syn natomiast powiedział, że nauczycielka oznajmiła słabszym uczniom, że jak któryś z nich przystąpi do matury, to dostanie jedynkę na koniec roku z przedmiotu i będzie musiał powtarzać klasę 4. Jestem pewna, że mój syn złożył w styczniu deklarację przystąpienia do matury, ale na nią nie pojechał – powiedziała mama ucznia, dodając po chwili:

Nie wiem czy syn później wycofał tę deklarację, czy tylko na maturę nie pojechał. Wiem tylko, że do niej nie przystąpił. Bał mi się do tego przyznać, dlatego rano zostawił mi list i wyszedł. Jakiś czas po maturze poszłam z nim na spacer i wtedy ze łzami w oczach powiedział mi, czemu nie przystąpił do matury. Byłam zła na niego, że nie powiedział mi o tym wcześniej, tym bardziej, że skoro miał już w ręce świadectwo, mógł do niej przystąpić. Jedynym tłumaczeniem jest to, że skoro on już wcześniej wiedział, że nie będzie do matury przystępował, to nawet się do niej nie przygotowywał.

Przypomnijmy, w ubiegłym numerze pisaliśmy o tym, że jeden z nauczycieli w Powiatowym Zespole Szkół w Żmigrodzie zażądał od ucznia zaświadczenia z sekretariatu mówiącego, że nie będzie przystępował do matury. W zamian za to, na koniec roku miał otrzymać z przedmiotu dwóję, czyli ocenę potrzebną do zaliczenia klasy. Sprawę na sesji poruszył radny Waldemar Wysocki, który pomimo swojej deklaracji po sesji, że złoży w tej sprawie doniesienie do prokuratury, do dnia dzisiejszego jeszcze tego nie uczynił. Dlaczego tego nie zrobił?

W tej chwili mamy Adwent, jest to czas na przygotowania się do Świąt. Ja w tym czasie na pewno nie będę zajmował się tą sprawą, ani żadną polityką. Nie mam też zamiaru udzielać informacji. Na pewno sprawą się zajmę po 6 stycznia. Teraz w okresie świątecznym nie chcę, aby ktoś miał przez mnie jakieś przykrości – powiedział nam Waldemar Wysocki.

Dyrektor szkoły, Jan Czyżowicz poinformował nas o tym, że po ujawnieniu sprawy otrzymał polecenie od starosty, aby wszystko dokładnie sprawdzić.

Przeprowadziłem więc rozmowę z nauczycielką, uczniami a także z osobą, której ta sprawa dotyczy. Wszyscy złożyli swoje oświadczenia i na ich podstawie doszedłem do wniosku, że takie praktyki w naszej szkole nie miały miejsca – powiedział nam pan dyrektor.

Starosta Robert Adach nawiązując do tego zdarzenia powiedział, że każdy z nas chodził do szkoły, różne rzeczy się wtedy działy. Dziś jednak takie sytuacje są już niedopuszczalne. Starosta podkreślił jednak, że to zdarzenie ma także jeden pozytywny charakter. Sprawa została nagłośniona, wszyscy mają świadomość, że takie sytuacje mogą mieć miejsce, w związku z tym będzie większe wyczulenie na tego typu działania.

Przy okazji tej sprawy zgłosiłem dyrektorom jeszcze jeden problem. Chodzi o udzielanie płatnych korepetycji swoim uczniom. Jest to też bardzo nieetyczne – powiedział Robert Adach.

Starosta nawiązując do zgłoszonej na sesji sprawy powiedział nam, że uczestniczył w spotkaniu z matką ucznia, która nie chciała ujawnić swoich danych. Kobieta złożyła wyjaśnienia.

W szkole odbyło się spotkanie w którym uczestniczyła nauczycielka, wychowawczyni i uczniowie, ale okazało się, że takie sytuacje w szkole nie miały miejsca. Mimo wszystko zgłosiliśmy sprawę do kuratorium i poprosiliśmy o nadzór merytoryczny. Cały czas docierają do nas sygnały mówiące o takich praktykach, ale wszystkie są anonimowe, a są to bardzo ciężkie tematy i trudno je w takiej sytuacji skonfrontować i sprawdzić ich autentyczność – powiedział Robert Adach.

Skontaktowaliśmy się także z panią Janiną Jakubowską, rzecznikiem prasowym Kuratorium Oświaty we Wrocławiu, ale na razie jeszcze nie udało nam się uzyskać w tej sprawie żadnych informacji, ponieważ sprawa jest zbyt świeża i nie wiadomo nawet czy prace sprawdzające już ruszyły.

Sam problem jest zaś o tyle skomplikowany, że od uczniów i rodziców dociera sporo informacji, że takie praktyki są w tej szkole stosowane. Problem jest jednak w tym, że nie ma na to żadnych dowodów, a zgłaszające osoby z różnych powodów nie chcą ujawniać swoich danych. I jest to o tyle zrozumiałe, że niektórzy z rodziców mają w tej szkole młodsze dzieci, więc mogą się bać, ale są też i tacy, których dzieci opuściły już mury szkoły. I w tym przypadku strach jest dość niezrozumiały… W tej chwili sytuacja wygląda tak, że ktoś mówi o nieprawidłowościach w szkole, oskarża nauczycieli, ale chce to robić anonimowo, bez żadnych dowodów, do tego radny, który wystąpił z tą informacją na sesji, na czas adwentu przestaje się sprawą zajmować. Czy zatem zarzuty są poważne, a co najważniejsze prawdziwe?

4 KOMENTARZY

  1. Moim zdaniem zadnej afery nie było. Jeden bezradny i parę zawiedzionych mamusiek których synkom pasowało nie zdawać matury zrobili pseudoaferę. Jakby ktoś bardzo chciał zdawać to by zdawał. A że nauczyciel powiedział że szkoda czasu i pieniędzy podatników to widocznie prawda bo żaden z nich nie miał dosyć jaj żeby się przeciwstawić i zdawać. Co im rzekomo groziło – niezdanie matury? której i tak nie zdawali. W powtarzanie roku nie wierzę.

    • Drogi „ar” chodzę do tej szkoły i chodziło do niej wielu moich znajomych ! Znam co najmniej 5 osób którzy zostawili postawieni w takiej sytuacji i chodzili oni z tym do dyrektora ! Ale w ta szkoła rządzi się swoim prawem i każdy broni za przeproszeniem swojej dupy ! Chodzi głownie o matematykę (OGÓLNIE TO CHYBA TYLKO I WYŁĄCZNIE O MATEMATYKĘ ) !!!
      Nauczyciel wyrabia sobie średnią jak najlepszej zdawalności bo nie dopuszcza on do matury a reszta kręci się sama ! COŚ TAKIEGO NIE POWINNO MIEĆ MIEJSCA ! I tu nie chodzi tylko o poprzedni rocznik coś takiego ma miejsce co najmniej od 5 lat !!!

      • zgadzam się kolego w 100% praktyki opisane w artykule w szkole są stosowane od lat
        Podobne sytuacje miały miejsce na kierunku – technikum rolnicze tej szkoły już 10 lat temu ale nikt o tym nie mówił bo nie chciał mieć problemów

  2. Czytam i się zastanawiam gdzie kończył szkołę Starosta. Cyt. w szkole zrobiliśmy spotkanie z nauczycielką i uczniami ….taki sytuacje nie miały miejsca”. Czy spotkanie odbyło się ze wszystkimi byłymi uczniami? Czy obecnymi? Starosta myślał, że obecni uczniowie i nauczyciela wstaną i powiedzą TAK? Widzę, że stare praktyki Adacha ciągle aktualne tj. zrobić zebranie, spytać się pracowników czy coś im się nie podoba, pracownicy z obawy milczą i Adach przyjmuje to jako pewnik, że wszystko jest okej. Chłopie skąd Ty się wziąłeś?

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here