Szlaban na tę panią

895

O kobietach, które zarabiają swym ciałem na życie pisaliśmy już kilka miesięcy temu. Wtedy o interwencję zwróciła się do nas mama dziecka, która codziennie przemierza samochodem trasę pomiędzy Trzebnicą a Prusicami. Kobieta zwracała uwagę na to, że dzieci bardzo często pytają „co ta pani robi?”, „dlaczego jak jest zimno, to ona jest taka porozbierana?”, a starsze pytają wprost czy ona jest …”. Zaniepokojona kobieta zwracała również uwagę na to, że prostytutka, która świadczy usługi przy „piątce” upodobała sobie miejsce do pracy, w okolicy którego dochodziło do śmiertelnych wypadków. – Kierowcy chcący skorzystać z jej usług hamują w ostatniej chwili, dopiero kiedy ją zauważą, a jadący za nimi muszą ostro hamować, żeby nie wjechać w ich tył. Przez te kobiety kiedyś dojdzie do kolejnego nieszczęścia – prorokowała nasza Czytelniczka.

Kiedy zapytaliśmy policję o możliwość usunięcia kobiety z tego miejsca odpowiedziano nam, że przy drodze może stać każdy, a jeśli ta pani faktycznie świadczy usługi seksualne, to trzeba jej to najpierw udowodnić. Trzebnicka straż miejska, która mogłaby „ponękać swoją obecnością” kobietę, nie mogła działać, ponieważ jak powiedział nam komendant, teren w okolicy Pawłowa Trzebnickiego to już gmina Prusice. Natomiast prusicka straż miejska nie udzieliła nam odpowiedzi, odsyłając do burmistrza. Ten odpowiedział, że nie zajmuje się problemem „tirówek” przy piątce.

Po ukazaniu się artykułu na naszej stronie internetowej pojawiły się różne komentarze. Niektórzy uważali, że tylko zrobiliśmy „paniom” reklamę, inni jednak uznali, że problem jest i wiąże się z bezpieczeństwem, a nie moralnością.

Psują nam reputację

Okazuje się jednak, że prostytutka może popsuć reputację dobrze znanemu przez kierowców barowi, który działa od lat.

Kiedy „tirówki” pojawiły się kilka lat temu po drugiej stronie drogi, na początku nie przeszkadzało nam to. Kiedy jednak rozniosła się fama, że ta kobieta pracuje w naszym barze, a po drogiej stronie drogi tylko sobie dorabia, tego już było za wiele – mówi Bolesław Jełłaczyc, właściciel przydrożnego baru.

Jak mówi właściciel, jego lokal jest jedyny w okolicy. Zawsze miał dobrą opinię: – Na obiady przyjeżdżali do nas kierowcy ciężarówek, bo szybko rozeszła się wieść, że u nas można zjeść dobrze i tanio. Bardzo często zatrzymywały się u nas rodziny z dziećmi. Prawie wszyscy wychodzili zadowoleni. Teraz jednak tracimy klientów, zwłaszcza rodziny, bo rodzice widząc „tę panią” wolą pojechać dalej niż tłumaczyć dzieciom czym się zajmuje – mówi Jełłaczyc.

Właściciel prowadzi bar od 14 lat, ma doświadczenie w tej dziedzinie. Kiedy dotarły do niego pierwsze sygnały, że klienci omijają go wielkim łukiem przez prostytutki, zaczął działać: – Wielokrotnie dzwoniliśmy na policję, a kiedy funkcjonariusze przyjeżdżali po godzinie, „pani” przenosiła się w inne miejsce, albo w ogóle znikała z klientami. Dlatego staraliśmy się interweniować gdzie się tylko dało. W związku z tym, że najczęściej znikała z klientami w drodze przy lesie, próbowaliśmy interweniować u leśników. Tuż przy drodze jest pole kukurydzy, które na sporym areale zostało zniszczone przez samochody nawracające „po usłudze”. Prosiliśmy nadleśnictwo o zamknięcie tej drogi, ale okazało się, że jest to droga gminna i leśnicy nie mogą nic zrobić – wyjaśnia Agnieszka Jełłaczyc, żona pana Bolesława.

Jedna wygryzła drugą

Jak mówi właściciel, naprzeciwko zjazdu do Pawłowa musi być dobry punkt dla „prostytutek”, bo jedne przeganiają drugie. – Kiedyś były dwie. Jedna chyba z Trzebnicy, a druga, która dojeżdża z Leszna. Ta z Leszna przegoniła Bułgarkę „pracującą” przy zjeździe bliżej Trzebnicy. Mało się nie pobiły. Kobieta, która została jest na tyle bezczelna, że opowiada swoim klientom, że u nas pracuje i to w kuchni. Zdarzało się tak, że nawet znajomi pytali mnie i żonę, czy ona nocuje u nas w barze i ile my na niej zarabiamy. Zabroniłem paniom, które u nas pracują aby ją obsługiwały. Kiedyś przyszła zziębnięta i poczęstowały ją herbatą, ale tylko tyle. Proszę sobie wyobrazić, że nawet kiedy piła u nas herbatę, to nagabywała sobie klientów. Zdarzało się też, że potrafiła „obsługiwać” klientów na naszym parkingu – mówi Agnieszka Jełłaczyc i dodaje, że razem z mężem nie pozwolą na to, żeby przez prostytutkę padł ich bar.

Nam chodzi tylko o bezpieczeństwo

Właściciele baru wielokrotnie dzwonili na policję z prośbą o interwencję: – Pamiętamy, jak któregoś razu funkcjonariusze przyjechali i sprawdzali dziewczyny stojące przy drodze. Podczas kontroli okazało się, że jedna z prostytutek jest poszukiwana przez policję, ponieważ jest zarażona wirusem HIV i oczywiście nie informuje o tym swoich klientów. Wtedy policjanci od razu ją zabrali. Później słyszeliśmy, że poszła do więzienia – opowiada Agnieszka Jełłaczyc. Jak dodaje kobieta, nie ma zamiaru naprawiać świata, zarówno jej i mężowi chodzi tylko o bezpieczeństwo i renomę baru. – Jeśli ktoś chce, to niech korzysta z usług tych pań. Wiadomo, że dopóki będą miały klientów, będą pracować. Proszę sobie wyobrazić, że ona nawet w Wigilię pracują i mają klientów, którzy specjalnie przyjeżdżają, żeby skorzystać i wracają do domu. Ale to nie o obyczaje chodzi. Teraz jest zima, spadł śnieg, zrobiło się ślisko. Tu na piątce dużo nie trzeba, żeby doszło do nieszczęścia, a już tym bardziej, że nie ma tu osobnych pasów do skrętów – twierdzi kobieta.

Szlaban od burmistrza

Zdesperowani właściciele baru próbowali już interweniować w wielu instytucjach. – Półtora miesiąca temu, zwróciliśmy się o pomoc do burmistrza Prusic, Igora Bandrowicza. Kiedy opowiedzieliśmy mu o swoich kłopotach obiecał, że pomoże nam. I jako jedyny faktycznie nam pomógł. Na drodze, w którą najczęściej zjeżdżali klienci, zlecił ustawić szlaban. Tą drogą dojeżdżał do swoje pola tylko jego właściciel, nikt inny z niego nie korzystał. Teraz szlaban jest zamknięty, klucze do niego są w Urzędzie Miasta i Gminy, a także u nas. Pracująca przy nim pani bardzo się zdziwiła, kiedy zobaczyła, że została odcięta od miejsca świadczenia usług. Teraz, jeśli wejdzie na teren przy naszym barze, będziemy mieli narzędzia, aby ją z niego usunąć – tłumaczył nam Bolesław Jełłaczyc.

Kiedy rozmawialiśmy rano w czwartek z właścicielami baru, kobiety nie było „na stanowisku pracy”. Jednak już kilka godzin później zjawiła się przy szlabanie. Właściciele baru mają nadzieję, że kobieta przeniesie się w inne miejsce, tak, żeby przestała być kojarzona z ich miejscem pracy.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here