Nie ma mocnych na drogę

614

Po nawet krótkich opadach deszczu fragment tej ulic, w okolicach targu, przypomina jedno wielkie bajorko, nie sposób przejść po błocie, czy próbować ominąć gigantyczne kałuże. Jedynym ratunkiem są tylko kalosze. Chociaż niektóre z domów stoją wybudowane już kilka lat, to z żadnej strony wjazdowej do ul. Milickiej nie ma tabliczki z nazwą ulicy: – Kurierzy nie mogą do nas trafić, bo nawet ta droga nie jest naniesiona na mapy, kiedy wezwaliśmy karetkę również był problem, żeby nas znaleźć, ulica nie jest w ogóle oznakowana – żalą się nasi rozmówcy.

Na początku usypywali sami

Pan Marcin wybudował swój dom „bliźniak” razem z bratem w 2002 r.: – Tu najpierw była polna dróżka, sami robiliśmy drogę dojazdową do naszych posesji, ponieważ żadna wywrotka nie mogła dojechać na naszą budowę. Sami utwardziliśmy drogę, we trójkę tj. ja z bratem i jeszcze jednym sąsiadem, który wówczas również stawiał dom. Każdy następny mieszkaniec albo zwracał nam część kosztów, albo także wysypywał, to co miał na drogę. Sąsiad, który mieszka w ostatnim domu wywiózł na drogę potłuczoną dachówkę. Ten nasz „materiał” się z czasem zapadł i teraz nawet nie mamy już z czego utwardzić naszej drogi. Dodatkowo, jak budowali targowicę to naszą drogę też „rozjechali” ciężkim sprzętem.

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że z ich drogą są problemy niemal przez cały rok: w lecie po przejechaniu samochodu wzbijają się tumany kurzu, zimą gdy pług odśnieży ich drogę to sami muszą usuwać hałdę śniegu spod bram wjazdowych swoich posesji: – Jeszcze sami musimy po nich dzwonić, wtedy przyjadą raz na tydzień. Jak spadnie śnieg to przeważnie sami odśnieżamy ulicę – dodają.

Ul. Milicka, gdzie mieszkają nasi rozmówcy, to boczna droga odchodząca za targowiskiem. – Na mapach geodezyjnych zaznaczona jest jako „4 m. ziemi własności gminnej”, tam u sąsiada droga biegnie po łuku i wg danych z mapy to jest jego prywatny teren. Każdy kto przejeżdża po tym łuku, jeździ praktycznie po prywatnej posesji. Postawiliśmy raz znak „teren prywatny”, ale szybko ktoś go wyrwał, więc teraz postawiliśmy spory kamień – dodaje nasz rozmówca

Zwykle we wtorki, gdy nie ma deszczu, cała ulica zastawiona jest samochodami handlarzy czy kupujących: – Ludzie parkują swoje samochody nawet przy bramach wjazdowych, ulica nie dość że wąska, to jest jeszcze zastawiona obcymi samochodami. Nie wzywamy jednak policji, sami rozwiązujemy ten problem – po prostu zastawiamy takich kierowców swoimi autami, a gdy dochodzi do konfrontacji, wówczas mówimy, żeby dzwonili na policję jeżeli przez nas nie mogą wyjechać – dodaje pan Marcin.

Wózek się zapada

Żeby iść na zakupy to trzeba byłoby ubrać kalosze. Raz poszliśmy na zakupy do Biedronki, podłoga w sklepie czysta, a my zostawiamy taki czarny ślad od wózka. Wstyd nam było. Jak tylko wyjeżdżam z drogi to szukam zaraz jakieś kałuży, żeby koła od wózka trochę umyć. Nie wspomnę o zabłoconych butach. Trzeba byłoby chyba cały czas chodzić ze szmatką, żeby te buty po przejściu ulicą wyczyścić, bo jak iść przez miasto w takich brudnych – opowiada pani Sylwia. – Raz jak szliśmy z dziećmi na spacer, to w pewnym momencie wózek nam się zapadł w błocie – dodaje pan Marcin.

Normą naszych rozmówców są częste wymiany zawieszenia w samochodzie, wystarczy kilkanaście razy na dzień przejechać samochodem po tej nierównej ulicy, by pojawiły się usterki. Największy koszmar jest wczesną wiosną, gdy śnieg stopnieje i ulica cała jest w błotnistej mazi. W takiej brei już kilka razy ugrzązł samochodem pan Marcin, koła zatopiły się na środku drogi. Inną bolączką, jaka trapi mieszkańców, jest brak jakiegokolwiek oświetlenia na ulicy: – W nocy jak idę do sklepu to zakładam na głowę latarkę, bo nie raz po ciemku „wywinąłem orła”- dodaje pan Marcin.

Pismo bez odpowiedzi

Już od lat mieszkańcy zabiegają w gminie o utwardzenie drogi. Dwa lata temu wszyscy podpisali się pod petycją, którą zanieśli do urzędu – pismo pozostało jednak bez odpowiedzi. Za każdym razem urzędnicy zapewniali mieszkańców o tym, że niebawem rozwiążą ich problem: – W lutym ubiegłego roku w gminie dowiedziałem się, że ten asfalt za bazyliką będzie zerwany, więc jak tylko go skruszą to usypią nim naszą drogę. Wiem że został wywieziony na wioskę, a w miejscu gdzie był składowany zostały jeszcze większe dziury. Byłem z rodziną kilka miesięcy za granicą i  sądziłem, że sprawa została zakończona. Przyjeżdżam i widzę drogę bez zmian, a gruzu nie ma! W ubiegłym tygodniu razem z sąsiadami przez trzy dni chodziliśmy do urzędu, zawsze rozmawiamy z pracownikami wydziału inwestycyjnego. Mnie wprost jeden pracownik powiedział, że nie ma polecenia od burmistrza, by robił tę drogę, że póki nie dostanie takiego polecenia to nie mamy co liczyć na jakikolwiek remont. Raz byliśmy we trójkę u burmistrza, powiedział, że wie o naszej sytuacji, i że będzie coś robił z naszą ulicą. Dalej będziemy chodzić do urzędu, nie mamy innego wyjścia, a jeżeli sytuacja nadal się nie zmieni to załatwimy inaczej sprawę – będziemy blokować drogę wjazdową do ulicy

Wiceburmistrz przypomni

Po wysłuchaniu naszych rozmówców udaliśmy się po wyjaśnienia do urzędu. Burmistrza Marka Długozimy nie zastaliśmy w gabinecie, o sprawę zapytaliśmy więc zastępcę Jadwigę Janiszewską. Niestety wiceburmistrz nie zna sprawy, stwierdziła, że inwestycje prowadzone w gminie nie należą do jej kompetencji. Zapisała jednak nasze pytania i powiedziała, że te informacje przekaże Markowi Długozimie: – Być może zapomniał, ale jak mieszkańcom została obiecana ta drogą to myślę, że uda się sprawę załatwić – przekonywała nas Janiszewska.

W wydziale inwestycyjno-technicznym rzeczywiście potwierdziliśmy informację o tym, że zerwany asfalt został wywieziony do kilku wiosek. Na utwardzenie drogi w mieście już zabrakło „materiału„: – Asfalt wywieźliśmy wg potrzeb mieszkańców do Węgrzynowa, gdzie droga nie była robiona od blisko 60 lat, do Będkowa, Komorowa i drogi łączącej Jaźwiny z Koczurkami. Na chwilę obecną nie ma materiałów by wysypać je na Milicką, a nie nie mamy takiego zlecenia – dowiedzieliśmy się od pracowników wydziału inwestycyjno-technicznego.

Komentarz

Mieszkańcy już od kilku lat proszą o wysypanie tłucznia na drogę, którą codziennie pokonują idąc do pracy, na zakupy, czy jadąc samochodem.  Być może urzędnik z pozycji swojego fotela i zza pracowniczego biurka nie zdaje sobie sprawy z tego, jak uciążliwy może być problem związany z nieutwardzoną drogą do domu. Sami zapewne nie znają takiej sytuacji.

Dziwne jest również to, że mieszkańcy na wysyłane do urzędu pismo nie dostają żadnej odpowiedzi – jak to można wytłumaczyć, czy np. absurdalnym stwierdzeniem, że dokument wpadł za szafkę czy się zgubił, albo że po prostu nikt pisma do urzędu nie zanosił?

Nie wiadomo czemu mieszkańcy ul. Milickiej byli zapewniani o tym, że skruszony asfalt, zerwany z ul. Jana Pawła II zostanie usypany na ich drogę. Asfalt leżał kilkanaście metrów od ich posesji przez kilka miesięcy, po czym został wywieziony na łatanie dróg wiejskich. Urzędnicy tłumaczą się hierarchią  – w pierwszej kolejności robione są drogi, które nie były remontowane od przeszło 60 lat. Idąc tym tropem, to po wyremontowanym trakcie na Milickiej będą przechodzić nie dzieci naszych rozmówców, tylko ich wnuki….

Być może urzędnicy powinni zastanowić się nad składanymi obietnicami, które pozostają bez pokrycia. A w samej Trzebnicy może nie powinno się aż tak bardzo inwestować w upiększanie chodniczków w centrum miasta, i nie zrywać dobrego asfaltu, by zastąpić go np kostką (którą przecież i tak trzeba będzie z czasem uzupełnić). W ten sposób może znalazłyby się środki by na to, by wyremontować drogę, która potrzebuje tego w pierwszej kolejności.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here