Szydełkowanie jest nowoczesne

702

Nasza dzisiejsza bohaterka zajmuje się haftem krzyżykowym, haftem richelieu, a przede wszystkim szydełkowaniem. Ma doświadczenie w projektowaniu dodatków do ubrań, uwielbia tkaniny. Kiedyś zajmowała się także renowacją starych mebli. Obecnie prowadzi sklep internetowy, w którym dostępne są nie tylko jej wyroby. Pani Urszula uczy również szydełkowania inne panie w Galerii pod Elfami.

 Ujęła mnie obornicka woda

Pani Ula urodziła się we Wrocławiu. Jak sama mówi, do Obornik Śląskich przywiodła ją proza życia. – Mieszkaliśmy na Hubach, na bardzo dużym osiedlu. Moi dziadkowie wymagali opieki, a my nie mieliśmy na to miejsca w naszym mieszkaniu. Padło na Oborniki – wspomina artystka i dodaje: – Pamiętam moje pierwsze wrażenie jak tu przyjechaliśmy. Na naszej działce stał mały domek i pani, od której kupiliśmy ziemię poczęstowała nas herbatą. Po wrocławskiej, ta obornicka po prostu pachniała, jakby była z sokiem. Wtedy nasza woda była pyszna. Piliśmy ją prosto z kranu. Zresztą tu wszystko pachnie. Jak dojeżdżałam do szkoły do Wrocławia, to nawet w zimie, kiedy wysiadałam z pociągu od razu było czuć różnicę w powietrzu. Nawet w zimie, kiedy wszyscy palą w piecach; jedni węglem, koksem czy drzewem, a inni niestety tym czym się palić nie powinno, to w Obornikach zawsze wyczuwalna jest różnica w zapachu powietrza. Bardzo lubię tu mieszkać, bo nie lubię zgiełku miasta. Choć teraz najchętniej chciałabym się wyprowadzić na taką prawdziwą wieś absolutną, gdzie są cztery domy na krzyż. Oborniki są piękne i bardzo wygodne, zwłaszcza kiedy ma się dzieci. W porównaniu z dużym miastem wszędzie jest tu blisko i do szkoły, i do przedszkola. Właśnie zwłaszcza dla dzieci są tu świetne warunki, i jeszcze jest bezpiecznie. – mówi Urszula Stefańska.

 Plastyk z tradycji

O tym, że pani Urszula ma zamiłowanie do plastyki wiedziała już od dzieciństwa. Zawsze lubiła tworzyć. Najbardziej interesowały ją tkaniny, ponieważ jak twierdzi są bardzo wdzięcznym materiałem. Okazuje się, że mama pani Uli nie chciała, żeby jej córka zajmowała się sztuką zawodowo: – Moja mama to niespełniony plastyk. Babcia zawsze mówiła, że jak moja mama zostanie plastykiem, to będzie klepać biedę. I moja mama została księgową. Ta sama historia powtórzyła się ze mną. Kiedy chciałam zostać plastykiem, to moja mama powtarzała mi, żebym nauczyła się jakiegoś dobrego zawodu, to wtedy chleba mi nie zabraknie. I tak z pierwszego wykształcenia jestem technikiem technologiem spożywczym o specjalności piekarskiej – mówi z uśmiechem pani Ula. Jak się jednak okazało, nasza bohaterka kompletnie nie odnajdywała się w swoim wyuczonym zawodzie. Dusza artystyczna zwyciężyła i pani Ula ukończyła kolejną szkołę, tym razem zgodną z jej zainteresowaniami i jest wykształconym nauczycielem plastyki. – Długo nie pracowałam w zawodzie jako nauczycielka, z kilku powodów. Po pierwsze, ja jestem małą, drobną osóbką i pamiętam jak dryblas z ósmej klasy, któremu kazałam coś zrobić wstał i powiedział: „co mi pani dwóje postawi z plastyki, przecież ja na to leje”. Wtedy właśnie zrozumiałam, że nie mam żadnego środka nacisku na dzieci. Po drugie, program nauczania wychowania plastycznego jest tak beznadziejnie ułożony, że nie daje szansy na rozwój młodym ludziom. Nie można nikogo nauczyć rysować, ani malować. Można nauczyć estetyki wnętrz czy ubioru, dobierania kolorów, historii sztuki, ale nie malowania. A właśnie odtwarzania innych stylów za wszelką cenę chce się nauczyć młodych ludzi.  To z powodu ograniczeń programowych nie uczę – twierdzi artystka.

 Historia lubi się powtarzać

Ja się okazało, również córki pani Urszuli mają talent plastyczny. – Młodsza córka, Ala w tym roku zdawała maturę w liceum plastycznym, choć muszę przyznać, że zgodnie z rodzinną tradycją byłam przeciwna temu, żeby kształciła się plastycznie. Środowisko plastyków jest bardzo brutalne. Czasem zdarzają się kradzieże pomysłów, albo też kopiowanie czyichś rozwiązań. Poza tym na każdym szczeblu edukacji plastycznej zdarzają się nauczyciele, którzy wymagają, żeby pracować pod ich kątem, tworzyć w takim stylu jak oni lubią. To zabija indywidualizm i chęć tworzenia, a przecież w edukacji chodzi o coś zupełnie innego  – mówi Urszula Stefańska. Artystka uważa, że na zajęciach plastycznych powinno się uczyć nawet prozaicznych rzeczy, jak chociażby dobierania kolorów. – Młode dziewczyny nie są uczone podstaw estetyki. Jeśli nie mają intuicji, to chociaż jest mnóstwo różnych produktów na rynku, to wszystkie będą chodzić w tym samym i mieć to samo w domu. My Polacy mamy tendencje do bezkrytycznego  przenoszenia trendów do swoich domów „z zachodu”. I to z około dwuletnim opóźnieniem. Kiedyś we wnętrzach modne były „zebry”, łączenie różu z szarością. I wszyscy tak urządzali domy.

 Guziki prosto od projektanta

Urszula Stefańska zaczęła żyć plastyką 16 lat temu. – Kiedy miałam małe dzieci, to one były najważniejsze. Jak już trochę podrosły, wróciłam do plastyki. Wiadomo, że niećwiczona ręka plastyka jest podobna do ręki pianisty. Należy ją rozruszać. Aby wrócić do wprawy, najpierw poszłam do szkoły aranżacji wnętrz. To pozwoliło mi na wejść w pewien rytm. W międzyczasie znalazłam pracę w dziale dodatków krawieckich w jednej z największych polskich firm projektujących i produkujących dodatki krawieckie. Zaczynałam od tworzenia katalogów, a po pewnym czasie zostałam dizajnerem firmy. Projektowałam dla najlepszych projektantów w Polsce. Okazało, się, że jestem w tym tak dobra, że dodatki zaprojektowane przeze mnie odnoszą sukcesy na pokazach i targach w Paryżu i na świecie. Moje autorskie wzory były kopiowane przez firmy z całej Europy. Właśnie za granicą dotarło do mnie, że jestem już w pewnym wieku, a nie ma żadnych osiągnięć, bo moje projekty wykonywane są dla wielkich nazwisk projektantów, a ja pozostaję anonimowa. Tworząc pracowałam na firmę, a nie swoje nazwisko – mówi pani Urszula i pokazuje całą kolekcję guzików, klamerek, zapinek i kołeczków swojego autorstwa, które przechowuje w specjalnym katalogu. – Wtedy postanowiłam zrealizować swoje marzenie, bo od zawsze pragnęłam mieć sklepo-pracownię z rękodziełem. Ponieważ ciuchy już mi się przejadły, bo szyłam dla siebie od szóstej klasy szkoły podstawowej, postanowiłam, że będę pracować w tkaninie, ale trochę inaczej.

 Allegro to nie moje miejsce

Swoje pierwsze wyroby rękodzielnicze pani Urszula sprzedawała na allegro. Jednak zrezygnowała z tego portalu, na rzecz własnego sklepu internetowego, gdzie ręczy za oryginalność sprzedawanych wyrobów. – Do dnia dzisiejszego, jak widzę te ceny i jakość produktów to ręce mi opadają. Za obrus, który ja robię trzy tygodnie, na allegro sprzedawcy chcą 20-30 zł. To jest po prostu niemożliwe, żeby za tyle sprzedawać faktycznie ręcznie robione obrusy. Kiedyś kupiłam taki wyrób, który miał być rękodziełem i okazało się, że po pierwszym praniu rozlazło się. Jestem pewna, że była to chińszczyzna. Podobnie jak z rękodziełem, które jest oszukiwane, podrabiane są również obrazy. Technika oszustwa jest taka, że niemal cały obraz malowany jest maszynowo, a dopiero ostatnich kilka machnięć robionych jest pędzlem, żeby było widać fakturę na płótnie. Ale ludzie się na tym nie znają i niestety dają się nabierać – tłumaczy artystka i dodaje, że stara się uświadamiać ludziom, ile pracy trzeba włożyć w wykonanie serwety. – Odkąd zaczęłam prowadzić warsztaty szydełkowania dla pań, pokazuje ile wysiłku i pracy trzeba włożyć w jedną, małą serwetkę.

 Sklep z marzeń

Po niesympatycznych doświadczeniach z konkurencją na allegro, Urszula Stefańska postanowiła, że sama poprowadzi sklep, dokładnie taki o jakim marzyła. –  Na mojej stronie internetowej: domowamozaika.pl  można obejrzeć gotowe wyroby i projekty, ale wiele projektów tworzę wspólnie z klientkami, które opisują co dokładnie je interesuje. Ostatnio na przykład stworzyłam komplet serwet i zazdrostek do bardzo nowoczesnego wnętrza, bo trzeba podkreślić, że rękodzieło można świetnie przenieść do wnętrz z XXI wieku. Obecnie wyszywam haftem krzyżykowym duży obraz, który jest reprodukcją znanego artysty, jest przeprojektowany tak, aby pasował do każdego wnętrza. Obraz przedstawia młodą dziewczynę o długich włosach. Zarówno kolorystyka, jak i tematyka tego obrazka będzie dobrze wyglądać na każdej ścianie. Każdą formę rękodzieła można unowocześnić. Polakom robienie na drutach, szydełkowanie czy wyszywanie kojarzy się z czasami komuny, kiedy to każdy coś sam robił, żeby mieć w czym chodzić, albo co na stół położyć. Teraz rękodzieło nie jest tak bardzo użytkowe, bardziej stało się sztuką.

Artyści nie mają teraz łatwego życia. W dobie kryzysu ludzie bardzo często rezygnują z wielu zakupów, bo ich na nie po prostu nie stać. –  Kilkakrotnie klientki pytały o konkretne wzory, a kiedy usłyszały cenę rezygnowały z zakupów. Firmę prowadzę dwa i pół roku i nigdy ludzie aż tak nie oszczędzali. Klienci rezygnują ze zbytków, a to właśnie takie rzeczy jak ja robię. Mam jednak nadzieję, że coraz więcej osób zacznie doceniać prawdziwie ręcznie wykonane przedmioty i na ich rzecz zrezygnuje z kupowania wszechobecnej i zalewającej nas chińszczyzny.  

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here