Dzik zaatakował dziewczynę

749

Kilka tygodni temu opisywaliśmy poczynania dzików w Pęgowie. W tej podobornickiej miejscowości zwierzęta upodobały się kilka działek, które regularnie odwiedzają i pustoszą. Zniszczyły już kilkanaście ogrodów, a także plac zabaw. W Pęgowie doszło już do takiej sytuacji, że ludzie zaczęli obawiać się ataku dzików i po zmroku boją się wychodzić z domów. Jak się okazuje, te dzikie zwierzęta opanowały również inne miejscowości – między innymi Ligotę Piękną w gminie Wisznia Mała.

 Najpierw przychodziły na kukurydzę

Mechanizm pojawiania się dzików w Ligocie Pięknej był bardzo podobny do tego z Pęgowa: – Już od kilku lat dziki regularnie odwiedzały naszą wieś, ale wtedy jadły przede wszystkim kukurydzę, która rosła w przydomowych ogródkach i małych poletkach. Potem zaczęły zapędzać się coraz dalej i odważniej. Najpierw patrzyliśmy na te zwierzęta jak na ciekawostkę, ale teraz to już się ich boimy – mówi Adam Nowak, mieszkaniec Ligoty. Jego zdaniem dziki zostały przyciągnięte w rejon boiska przez poletko kukurydzy, kawałek ziemi obsiany pomiędzy boiskiem a drogą krajową nr 5. – Już od kilku miesięcy przychodziły do tej kukurydzy i siedziały tam. Kiedy pozostałości po uprawie zostały wycięte, to wzięły się za boisko, które zryły dokładnie całe – mówi Adam Nowak i wskazuje na ogrom zniszczeń. – Dziki musiały nieźle tu rządzić, bo przeryły ziemię nawet przy szatniach i trybunach.

Ubezpieczenia na dziki nie ma

Wiesław Mróz z klubu sportowego przy drużynie piłkarskiej Orkan Ligota Piękna jest przerażony ogromem strat, jakie na boisku wyrządziły dziki: – Mamy 3 tys. metrów kwadratowych boiska. Dziki zniszczyły już ponad 60 proc. murawy. Kiedyś widziano na boisku około 30 sztuk – mówi. Mężczyzna podejrzewa, że na boisko przyciągają je pędraki, które żyją w trawie kilkanaście centymetrów pod ziemią. Na robaki miały trafić, kiedy z lasu wyprawiały się na kukurydzę rosnąca nieopodal. – Łącznie na boisko poszło z 60 tys. zł. Dbaliśmy o trawę, podlewaliśmy ją w czasie suszy. Na świetnej murawie pograliśmy dwa lata, a teraz wszystko niszczą nam dziki – mówi Wiesław Mróz i dodaje, że jak najszybciej muszą zostać podjęte działania naprawcze: – Planujemy, że najpierw, od podłoża, położymy siatkę drucianą, a dopiero później zaczniemy układać murawę. Już wiem, że około 30 tys. będzie kosztowała sama trawa, a do tego trzeba jeszcze doliczyć robociznę – mówi Mróz i dodaje, że boisko było ubezpieczone od wielu kataklizmów, ale okazało się, że nie od działalności dzików. Mężczyzna ma jednak nadzieję, że wspólnie z urzędnikami uda się uzyskać odszkodowanie z Urzędu Marszałkowskiego.

Gonił mnie kilkaset metrów

Swoje spotkanie z dzikiem Ewelina Mielczarek pamięta bardzo dobrze: – Wieczorem poszłam do koleżanki. Razem miałyśmy obejrzeć mecz Polska-Anglia. To było za pierwszym razem, kiedy odwołano mecz, bo organizatorzy nie zamknęli dachu. Spotkania nie było, więc postanowiłam, że wrócę do domu. Była wtedy godz. 22. Koleżanka śmiała się, że mnie odwiezie, bo jeszcze dziki mnie napadną, ale ja chciałam się przejść. Kiedy już wyszłam na asfalt miałam założyć słuchawki na uszy, nagle usłyszałam jakieś dziwne dźwięki, jakby chrumkanie. Kiedy się odwróciłam stał za mną dzik. Był olbrzymi. Nie wiedziałam jak się zachować i powoli chciałam odejść. Ten jednak zaczął biec w moją stronę. Uciekając przed nim zadzwoniłam do koleżanki i zapytałam, co mam zrobić. Magda, koleżanka od której kilka minut wcześniej wyszłam powiedziała, żebym do niej wracała. Biegłam tak szybko, że nawet nie pamiętam, jak do niej wróciłam. Kiedy dobiegałam do furtki koleżanka ze swoimi rodzicami już na mnie czekali. Dopiero w domu poczułam się bezpiecznie. Magda zawiozła mnie do domu. Nigdy w życiu jeszcze się tak nie bałam. Miałam zupełnie inne pojęcie o dzikach – wydawało mi się, że to jest małe niegroźne zwierzątko wielkości świni, jak w „Samych Swoich”, a tu goniło mnie ogromne zwierzę. Nawet nie chcę myśleć, co  mogłoby się stać, gdybym nie dała rady uciec, albo gdybym tak szła ze swoim młodszym bratem. On nie uciekałaby tak szybko, a ja gdybym wzięła go na ręce też pewnie nie zdołałabym uciec – mówi przerażona dziewczyna.

 Od czterech lat zżerają mi ziemniaki

Niesympatyczne doświadczenia z dzikami ma również pani Wanda, która na przydomowym poletku uprawia ziemniaki. – Już cztery lata z rzędu zjadają mi całe ziemniaki. Nic na nie nie pomaga. Już wzmocniłam płot, dogrodziłam się, a one i tak zawsze znajda sposób, żeby wejść na moją ziemię – żali się pani mieszkanka Ligoty i dodaje, że bardzo ciężko jej inwestować w środki zabezpieczające przed dzikami, ponieważ utrzymuje się tylko z niskiej renty. – Z tego kawałka ziemi wystarczało mi ziemniaków na zimę, a przez te dziki od 4 lat nie mam w ogóle ziemniaków. A przecież musiałam kupić sadzeniaki, zapłacić za zaoranie ziemi i inne prace, nie mówiąc już o tym, ile mnie to kosztuje wysiłku. Co prawda raz czy dwa dostałam 200 zł odszkodowania, ale to w żadnym stopniu nie pokryło moich strat.

Pani Wanda twierdzi, że problem nadmiernej ekspansji dzików pojawił się równocześnie z osadzaniem się nowych mieszkańców: – Na własne oczy widziałam jak w zimie wynosili do lasu warzywa i owoce, niektórzy nawet kładli je na ceratach, bo chcieli dokarmiać dzikie zwierzęta. I teraz te zwierzęta już się nauczyły i przychodzą coraz bliżej ludzkich domów – mówi pani Wanda i wskazuje, że „wylęgarnią” dzików stał się park, który jest w samym centrum wsi: – Siedzą tam w dzień w krzakach i śpią, a w nocy wychodzą na wieś pobuszować za jedzeniem. Te krzaki w parku trzeba powycinać, bo inaczej to nigdy się tego problemu nie pozbędziemy.

 To prawdziwa plaga

Problem z nieproszonymi gośćmi dostrzega również Jakub Bronowicki, wójt Wiszni Małej: – Organizowane są spotkania z mieszkańcami, jesteśmy w kontakcie z kołem łowieckim, bo wszystkim zależy na tym, żeby jak najszybciej pozbyć się problemu. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłaby nagonka, tak aby wszystkie zwierzęta wypędzić z wioski, również te, które są w parku – mówi wójt. Jego zdaniem to właśnie odstrzał jest najlepszym sposobem na zlikwidowanie zagrożenia. – W niektórych miastach w Polsce dziki są wyłapywane i wypuszczane w inne miejsca, nas na takie rozwiązanie nie stać, bo na sam początek musielibyśmy wyłożyć ponad 10 tys. zł, a potem jeszcze dodatkowo płacić blisko tysiąc zł za każdego złapanego dzika. Mamy już koniec roku budżetowego i nasze środki finansowe są ograniczone. Na pewno będziemy się starali o odszkodowanie z Urzędu Marszałkowskiego, bo to on jest właściwym adresatem roszczeń za straty wyrządzone przez dziki w terenie zabudowanym – zapewnia wójt i apeluje do mieszkańców, aby w okolicach lasów nie uprawiali roślin, które lubią dziki, a także o to, aby nie dokarmiali zwierząt.

 Pomoże tylko polowanie

Andrzej Grzelak z Koła Łowieckiego „Trop” również uważa, że najlepszym sposobem na pozbycie się dzików jest ostrzał: – Na dwóch obwodach łowieckich, na terenie Pęgowa i Ligoty Pięknej, możemy odstrzelić w sumie 400 dzików. Plan wykonaliśmy już w ponad 50 proc. Polowania zbiorowe będziemy prowadzić do 15 stycznia, natomiast indywidualnie wolno odstrzelać dziki do 31 marca. Mamy nadzieję, że do tego czasu zmniejszenie liczby dzików będzie odczuwalne – mówi myśliwy i dodaje, że aby wyeliminować problem potrzebna jest współpraca . – Organizujemy spotkania informacyjne z mieszkańcami, radzimy jak się zachować, kiedy spotkamy dzika, a przypomnijmy, że należy zrobić sporo hałasu. Prosimy o niedokarmianie zwierząt. Apelujemy o wycięcie krzaków na kilku wytypowanych działkach, a także apelujemy o wycięcie zarośli w parku.

Myśliwy wskazuje, że dziki coraz częściej wychodzą z lasu, ponieważ do lasu wchodzą ludzie coraz częściej spacerujący z kijkami, a także z psami bez smyczy: – Dziki mają świetny węch i z dużej odległości wyczuwają ludzi i psy, od których stronią, ale również jedzenie. Dziki wyczuwają robaki nawet 40 cm pod ziemią, a kiedy już zlokalizują pożywienie, ryją dopóki go nie dostaną. Każdy dzik musi zjeść dziennie kilkadziesiąt kilogramów pożywienia. Za jedzeniem dzik może przejść w ciągu jednej nocy nawet 10 km, a że jest to zwierze bardzo inteligentne, to doskonale pamięta, gdzie co rośnie i gdzie może liczyć, że znajdzie wysokobiałkowe robaki.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że dziki przestaną znajdować pożywienie w okolicy ludzkich osiedli i wrócą do lasu.

 

 

 

400 – to liczba dzików, jakie koło łowieckie Trop ma odstrzelić do końca marca na dwóch obwodach łowieckich.

 

10 kilometrów – taką odległość mogą w ciągu jednej nocy pokonać dziki, które wędrują za pożywieniem

400 – to liczba dzików, jakie koło łowieckie Trop ma odstrzelić do końca marca na dwóch obwodach łowieckich.10 kilometrów – taką odległość mogą w ciągu jednej nocy pokonać dziki, które wędrują za pożywieniem

200 kg – do takiej wagi dochodzą dorosłe samce dzika

1 KOMENTARZ

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here