Niespodziewana zamiana biegłych

644

Gdy rozprawa się rozpoczęła, okazało się, że do sądu został wezwany nie ten biegły, o którego chodziło. Ponieważ sprawę tę badało dwóch biegłych sądowych i wydali inne, wzajemnie sprzeczne opinie, podczas poprzedniej sesji prokurator wniósł o wezwanie  celem uzupełnienia wyjaśnień biegłego, który wydał opinię korzystną dla oskarżonej. Rzeczywiście, do sądu przyszedł biegły, ale Mariusz Borowik.

Wyszło na jaw, gdy podczas poprzedniej sesji prokurator wnosił o wezwanie biegłego, określił o jaką opinię chodzi, ale nie podał nazwiska biegłego. Osoba w sekretariacie, która realizowała decyzje sędziego, nie widząc nazwiska, którego z dwóch biegłych ma wezwać, na kopercie wpisała nazwisko i adres tego, którego nazwisko zaczyna się na wcześniejszą literę i – jak się okazało – nie trafiła.

Gdy prokurator ponownie wnosił o wezwanie właściwego biegłego, pełnomocnik oskarżonej wystąpił o przesłuchanie obu biegłych jednoczenie. – Będzie można ich opinie skonfrontować- dowodził

Natomiast oskarżycielka posiłkowa wniosła o przeprowadzenie eksperymentu sądowego w celu odtworzenia przebiegu zdarzenia i dokładnego zmierzenia, z jakiej wysokości był rzucony jej syn, gdy oskarżona rzuciła nim o podłogę. – Mam dzisiaj lalkę i miarkę w celu robienia eksperymentu – powiedziała.

W tym momencie adwokat wniósł o zmierzenie także dziecka, co spotkało się ze sprzeciwem oskarżycielki posiłkowej, bo zdarzenie miało dwa lata remu, i jej syn od tego czasu urósł.

Sędzia odrzucił oba wnioski: adwokata, bo biegli to nie świadkowie i nie można ich wypowiedzi konfrontować; oskarżonej posiłkowej – ponieważ informacja o położeniu dziecka pochodziła od opiekunki, która był jedynym bezpośrednim świadkiem i w swoich zeznaniach dopuszczała margines błędu co do wysokości na jakiej było dziecko i jak nim rzucono.

Biegły Mariusz Borowik potwierdził to, co zawarł w opinii, dodając, że: – Tezę, iż doszło do narażenia na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia dziecka pięcioletniego opierałem na  na tym, iż pięcioletnie dziecko nie ma świadomości zagrożenia w takiej sytuacji, w jakiej się znajdowało – powiedział.

Na pytanie adwokata, czy, czy ma znaczenie na skutki upadku rodzaj podłogi na którą spadł chłopczyk. Biegły stwierdził, że upadek na miękkie podłoże takie jak wykładzina dywanowa dywan, czy zamortyzowałoby bardziej uderzenie niż podłoże twarde jak np. podłoga lub płytki pcv, jakie są położone w sali żłobka.

Natomiast pytanie adwokata, czy biegły uważa za konieczne skonfrontowanie swojej opinii z opinią biegłego, sędzia nazwał nieistotnym i niestosownym, sędzia odrzucił, nazywając je niestosownym.

Biegły odpowiedział twierdząco także na pytanie oskarżycielki posiłkowej, czy uraz spowodowany upadkiem z takiej wysokości mógł spowodować u pięcioletniego dziecka bezdech. Dodał także, że sytuacja stresowa mogła spowodować bóle głowy nawet kilka dni po zdarzeniu.

W ubiegłą środę zeznawała także Beata H. Krytycznego dnia była ona na urlopie i o całym zdarzeniu dowiedziała się od koleżanki – Izabeli Z., która była bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Beata H. podobnie jak poprzednie opiekunki, potwierdziła, że oskarżona szturchała i wyzywała dzieci. Nie widziała jednak, by któreś z nich uderzyła.

Podczas zadawania pytań świadkowi przez oskarżycielkę posiłkową doszło do incydentu: obrońca bez zwrócenia się do sądu przerwał oskarżycielce. Przewodniczący przywołał go do porządku i pouczył, że „kultura procesowa polega na tym, że najpierw trzeba wysłuchać pytania, a później protestować”. Wtedy adwokat poprosił o zaprotokołowania stwierdzenia, iż oskarżycielka posiłkowa nie zadaje pytań, lecz komentuje wypowiedzi świadków. Przewodniczący odpowiedział mu, że oskarżycielka nie ma wykształcenia prawniczego, więc może zadawać pytania w sposób adekwatny do jej wiedzy na ten temat.

Sędzia odroczył rozprawę w celu przesłuchania drugiego biegłego.

Oskarżona nie przyznaje się do winy. Grozi jej kara do 5 lat więzienia.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here