Muzyka nie zna granic

78

Jak bywa w zwyczaju pana Juliusza, nim rozpoczęło się koncertowanie słuchacze wprowadzeni zostali w dorobek muzyczny prezentowanych kompozytorów. Na wstępie zaprezentowano kompozycje Claudea Debussyego podkreślając jego pionierski dorobek w nowym otwarciu muzycznym (impresjonizm) i wpływ na muzykę XX wieku. Sylwetka i dorobek Fryderyka Chopina były już prezentowane wielokrotnie. Stąd profesor Adamowski omówił jedynie szczególne cechy wykonywanych  utworów. Zaś więcej czasu poświęcił Siergiejowi Rachmaninowowi, prezentując nie tylko jego dorobek twórczy, ale też historię jego życia w Rosji i Stanach Zjednoczonych.

Po pierwszej prezentacji kompozytora przy fortepianie zasiadł Micha Szczepański. Byliśmy ciekawi jego wykonania zapowiedzianych utworów. Choć to rodak (mieszkaniec naszego powiatu), a może, dlatego jego dorobek artystyczny nie był nam trzebniczanom znany. Po koncercie spytaliśmy artystę o to, czy miał okazję koncertować już na terenie naszego powiatu. Odpowiedział nam, że przed laty wykonał kilka koncertów. Przy tym, dowiedzieliśmy się, że oborniczaninem jest dopiero od trzech lat, bo tutaj się wybudował. Chwalił sobie miasto, lokalizację i atmosferę…

Muzyka Debussyego, w wykonaniu pianisty stanowiła interesujące wprowadzenie do dalszych części koncertu. Artysta zaprezentował Suitę Bergamasque. Było w niej wiele wątków przeplatających naraz. Szczególnie Clair de lune (Światło księżyca) poruszała naszą wyobraźnię. Wyraźnie kontrastował z nią ostatni fragment suity, żywy, zachęcający wręcz do tanecznej biesiady Passepied.

Utwory  Fryderyka Chopina kończyły część pierwszą koncertu – bardzo pogodny  Nokturn H-dur op.9, trzy Mazurki i Walc As – dur. Słuchając tej muzyki byliśmy naprawdę „w domu”. To muzyka bliska każdemu Polakowi. Ale każde jej wykonanie jest inne, a interpretacje Michała Szczepańskiego nadawały im nowego, nieznanego uroku.

Także utworem Chopina, rozbudowaną  Etiudą cis-moll op 25 nr 7 rozpoczęła się część druga recitalu. Potem były utwory Rachmaninowa (Etiuda – Obraz i Preludium gis – moll). I chociaż to utwory wykonywane na Wieczorach Lisztowskich rzadziej, to artysta zaprezentował je tak pięknie, że spotkały się z żywą, pozytywną reakcją słuchaczy. Oficjalną część koncertu kończył jeszcze jeden utwór wielkiego polskiego Fryderyka – Fantazja f- moll, utwór, jak zacytował jednego z krytyków muzycznych Juliusz Adamowski, wypełniony żałobą (ale godną) i nadzieją (ale wielką).

Muzyka nie zna granic, tak można pisać o koncertach lisztowskich. Prezentowane są na nich różni twórcy i różne style muzyczne, rożnych epok. Słuchając Chopina czuliśmy głęboko naszą rodzimą muzykę,  u Rachmaninowa chłonęliśmy rozległą gamę rosyjskich pieśni.

Pianista okazał się świetnym interpretatorem, który potrafił licznie zgromadzonym słuchaczom przekazać coś bardzo ważnego  – muzykę w postaci, której często w sposób nie do końca uświadomiony potrzebują. Bo przecież w naszym powszednim pełnym pośpiechu i rozgadanym życiu nie mamy zbyt często okazji, by tak po prostu otworzyć uszy i serca i słuchać, chłonąć, przeżywać… W tym tkwi wielkość takich koncertów!

Należy odnotować po raz kolejny dużą frekwencję melomanów. Oprócz trzebniczan, przybywają słuchacze ze Żmigrodu, Korzeńska, Szczytkowic, Skarszyna czy Piotrkowiczek. Publiczność dziękowała artyście, na stojąco gromkimi brawami prosząc o bis. Artysta otrzymał piękne kwiaty i okolicznościowy parasol (z nutkami) od Firmy Kulik.

A kolejna okazja do posłuchania kolejnego wirtuoza fortepianu już za niecałe dwa tygodnie –  mikołajowego 6 grudnia.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here