Przed trzydziestu jeden laty wprowadzono stan wojenny

173

Jak było przed grudniem?

Pod koniec 1981 r. sytuacja w kraju pogarszała się. Ciągłe kontrole i coraz gorsze zaopatrzenie w podstawowe artykuły, szczególnie spożywcze (nie brakowało jedynie octu) i przemysłowe – to była codzienność handlowców. Przy zakupie pralki automatycznej, mebli, rowerów, butów lub odzieży, dywanów, radia, telewizorów tworzyły się kolejki społeczne na 10 dni przed planowaną dostawą, sporządzano listy stojących, cztery razy dziennie sprawdzano obecność; kolejka stała oczywiście również w nocy. Po dostawie towaru pilnie przestrzegano kolejności zapisu na liście. Samochody i motocykle sprzedawano wyłącznie na talony rozprowadzane przez większe zakłady pracy – w ofercie  były „maluchy”, syreny, warszawy i samochody z importu, takie jak wartburgi, trabanty czy dacie – w zasadzie na drogach wówczas nie spotykało się innych samochodów. Gdy ktoś jeździł innym samochodem niż wymienione podejrzewany był o nieczyste kontakty z Zachodem.

Radio podawało wiadomości wyselekcjonowane przez władzę, a fale Wolnej Europy bardzo skutecznie zagłuszano przez specjalne urządzenia zlokalizowane w Wilczynie.

Na spotkaniach tzw. kadry kierowniczej w komitecie powiatowym partii (raz w miesiącu) obecność prezesów i dyrektorów zakładów pracy była obowiązkowa – informowano nas o działalności KOR-u (Komitetu Obrony Robotników), Kuronia, Modzelewskiego i ich działalności wywrotowej skierowanej przeciwko władzy ludowej. Te informacje były ściśle tajne.

Jednak od kiedy powstały wolne związki zawodowe, Solidarność, systematycznie otrzymywałem także od znajomego pracownika filii Pafawagu w Trzebnicy biuletynowe informacje o nastrojach wśród klasy robotniczej różnych, dużych zakładów pracy w Polsce.

W tej napiętej atmosferze nadszedł 13 grudnia 1981 roku.

Dzień pierwszy

Po zjedzeniu kolacji około godziny 19  usiedliśmy z żoną, aby wysłuchać wiadomości w telewizji – nikt tak do końca nie rozumiał, co się stało. Program rozpoczął się oczywiście od powtórzenia nadawanego od wczesnych godzin rannych wystąpienia generała Jaruzelskiego, który był wówczas prezesem Rady Ministrów i I sekretarzem PZPR. Generał oświadczał, że został wprowadzony w całym kraju stan wojenny, a władzę w kraju przejmuje Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (nazywana później przez Polaków „wroną”).

Żona postanowiła zadzwonić do syna, który mieszkał na stancji we Wrocławiu – kiedy wykręciła numer trzebnickiej łącznicy (wówczas to centrala telefoniczna przyjmowała zamówienia na rozmowy, a po kilku lub kilkunastu minutach łączyła z zamawianym numerem), telefon był jednak głuchy. Później  próbowaliśmy ponownie zamówić rozmowę, lecz telefon nadal nie działał. Rozdzwonił się dopiero około godziny 21; żona ucieszona sądziła, że naprawiono awarię; tymczasem dzwonił do mnie naczelnik miasta i gminny Trzebnica  Paweł Krzyżanowski, który polecił, żebym natychmiast przybył do swojego zakładu pracy i pełnił dyżur aż do odwołania. Kiedy przekazałem żonie otrzymane polecenie, z płaczem zaczęła szykować mnie do wyjazdu. Kroiła kanapki, szukała koszul i bielizny na zmianę, zapakowała dwa koce. Po krótkiej modlitwie i ze znakiem krzyża świętego wyprawiła mnie do Trzebnicy. Czułem się wówczas jakbym wyruszał na wojnę.

Po dojechaniu do skrzyżowania ulic Dworcowej i, wówczas, Dzierżyńskiego (obecnie ul. Piłsudskiego) – ronda jeszcze nie było – musiałem kilka minut poczekać, aż będzie przerwa między kolumnami czołgów i wozów pancernych, które jechały z Wołowa w kierunku Trzebnicy. Po dojechaniu do Wilczyna czołgi i wozy pancerne zjechały na bok; później okazało się, że było tam zgrupowanie wojska przygotowującego się do ewentualnego uderzenia na Wrocław.

Po przyjeździe do biura zameldowałem swoje przybycie naczelnikowi. Była mniej więcej godzina 22.

Przepustki, dyżury, narady, kontrole…

W poniedziałek, 14 grudnia, o godz. 10 zwołano kierowników zakładów pracy aby ich zapoznać z ustaleniami WRON o pracy w okresie stanu wonnego. Narada odbyła się w sali narad Urzędu Gminnego w Trzebnicy. Rozpoczął ją i później prowadził major Okrągły, który był odpowiedzialny z ramienia WRON za wszystko co się działo w mieście i gminie Trzebnica; jego zastępcą był oficer w randze kapitana.

Ponieważ obowiązywała godzina policyjna  od  dwudziestej drugiej do szóstej rano, wydano nam specjalne przepustki. Ja z kolei wystawiałem takie przepustki piekarzom, którzy pracowali na nocnej zmianie. Przepustki otrzymali też dwaj kierowcy, aby mogli rozwozić pieczywo. Z czterech kierowców zatrudnionych w naszej spółdzielni dwóch powołano do wojska i wzięto do ZOMO. Nikt ich nie pytał o zgodę. Jeden z kierowców był w patrolu, który pilnował cmentarza żołnierzy armii radzieckiej przy ul. Karkonoskiej we Wrocławiu, drugi stał na punkcie kontrolnym przy ul. Żmigrodzkiej.

W Trzebnicy powołano kilka komisji kontrolnych składających się z jednego żołnierza, jednego milicjanta i jednego lub dwóch robotników głównie z fili zakładów wrocławskich, PBRol lub innych przedsiębiorstw. Kontrolowano każdy zakład; z braku wiedzy i przygotowania do jakichkolwiek tego typu działań komisje najczęściej zajmowały się porządkiem, sprzętem przeciwpożarowym, a nawet czystością samochodów, ciągników itp. O wynikach kontroli informowano nas na specjalnych naradach zwoływanych w Urzędzie Miasta i Gminny.

Przy zamawianiu rozmów telefonicznych każdorazowo podawano informację, że rozmowa jest kontrolowana. Dotyczyło to zarówno rozmów prywatnych jak i służbowych.

Dyżury kierowników zakładów pracy trwały bez przerwy, zatem przez pięć dni mieszkałem w Społem w biurze, śpiąc na złożonych fotelach lub na dywanie. Akurat, kiedy skończyły się moje zapasy bielizny osobistej i koszul dyżury odwołano.

Jedna ze wspomnianych komisji szczegółowo kontrolowała sklepy pod kątem spekulacji i ukrywania towarów. Zwrócono uwagę na sklep „1001 drobiazgów” przy ul. Daszyńskiego, gdzie kierownikiem była pani Stanisława Bochenek. Wysoka komisja stwierdziła, że w magazynie jest 10 domofonów (domofony te były bublem – od czterech lat zalegały w magazynie, bo brak było chętnych na ich kupno), a nie były one wyłożone na sali sprzedażowej. Sprawa dotyczyła także trzech par zardzewiałych nożyczek. Komisja stwierdziła, że towar był w ten sposób przygotowany do celów spekulacyjnych i cały personel (trzy pracownice i dwie uczennice) wyproszono ze sklepu, obiekt zaplombowano i zamknięto na kłódkę. W czasie kiedy uczennice poszły przebierać się do szatni pani Stasia jeden domofon i kilka nożyczek wsadziła uczennicy pod fartuch i kazała wynieść na salę sprzedażową. Zaraz potem wsadzono ją do samochodu, zwanego popularnie „suką” i zawieziono do prokuratora. Tutaj przeczytano jej odpowiedni paragraf i kazano podpisać, że jest spekulantem. Odmówiła podpisania tego dokumentu dopominając się powtórzenia kontroli. Kiedy następnego dnia przeprowadzono kontrolę dodatkową okazało się, że zarówno domofon jak i nożyczki są wyłożone na sali sprzedażowej, tylko wcześniejsza komisja tego nie zauważyła…

Tu warto nadmienić, że w sklepie znajdowało się wówczas około 800 pozycji różnych drobiazgów…

Rozgrzeszenie bez spowiedzi

Na początku 1982 r. wprowadzono dodatkowe kartki żywnościowe (wcześniej obowiązywały głównie przy zakupie mięsa i wędlin), oraz talony na buty, benzynę i wódkę. W pierwszych miesiącach po ich wprowadzeniu kierownicy sklepów mieli trudności z rozliczeniem się z otrzymanego towaru i zebranych kartek, jednak już pod koniec pierwszego kwartału wszystkie kierowniczki sklepów miały… nadwyżki kartek nad ilością otrzymanego towaru, gdyż ludzie często przynosili do sklepu kartki nic nie kupując.

W połowie marca  1982 r. kierowniczka sklepu delikatesowego przy ul. Daszyńskiego w Trzebnicy miała szczegółową kontrolę; sklep został zamknięty na dwa dni. Zwracano zwłaszcza uwagę na ilość otrzymanego towaru i ilość zebranych kartek przydziałowych. A kartki obowiązywały też na wyroby mączne (mąka, ryż, makarony), czekoladę i wyroby czekoladowe, mięso i wyroby z mięsa oraz wódkę. We wszystkich tych pozycjach wystąpiły nadwyżki kartek. Znajomy milicjant z którym dojeżdżałem z Obornik Śl. do pracy poinformował mnie poufnie, że komenda otrzymała anonim, w którym „uprzejmie donoszono”, że w sklepie tym zaopatruje się też seminarium duchowne z Bagna, i że towar, który powinien być dla mieszkańców Trzebnicy wykupują klerycy z Bagna, którzy przecież powinni zaopatrywać się w sklepach obornickich.

Wszczęto prokuratorskie dochodzenie. W czasie przesłuchania kierowniczka sklepu (notabene jej syn studiował wówczas w seminarium duchownym we Wrocławiu), zapytana, dlaczego sprzedaje towar salwatorianom, aby uniknąć kary, stwierdziła, że zezwolenie  wydał… prezes Wróbel. Od tej pory śledztwo skierowane było przeciwko mnie. Prokurator Wierzbowski osobiście kontrolował postępy śledztwa, wydawał pisemne polecenia milicjantowi, kogo jeszcze ma przesłuchać i jak ma prowadzić dochodzenie.

Kiedy już przygotowano akt oskarżenia i wyznaczono termin jego podpisania pojechałem do wiceprezesa WSS Społem we Wrocławiu, aby zasięgnąć jego opinii.

Okazało się, że minister handlu wewnętrznego wydał zarządzenie, że zakłady, które zaopatrywały się w danych sklepach przed stanem wojennym mogą się nadal zaopatrywać w tych sklepach bez względu na teren ich siedziby. Kiedy przywiozłem odpis pisma ministra i przekazałem Komendzie Powiatowej Milicji zrezygnowano z aktu oskarżenia, a prokurator rejonowy osobiście pofatygował się do mnie, aby poinformować o umorzeniu śledztwa (zapewne miał nadzieję, ze nadal będę go zaopatrywał w ulubione „pozakartkowe” szynki w puszce, kawę i czekoladę). Kilka dni później spotkałem księdza Stanisława – ekonoma z Bagna, który był dobrze poinformowany o przebiegu sprawy. Stwierdził wówczas: „Mogę dać panu od zaraz rozgrzeszenie, bez spowiedzi!”. Z oferty nie skorzystałem.

Nadwyżka kartek w tym sklepie wynikała zresztą z faktu, że ksiądz często oddawał kartki rezygnując z zakupu towarów; szczególnie duża była nadwyżka kartek na alkohol.

Kawa orężem politycznym

Przed świętami wielkanocnymi zwykle było duże zapotrzebowanie na pieczywo – piekarnie musiały pracować na pełnych obrotach. W piekarni przy ulicy Wolności (obecnie Bochenka) wyznaczono wówczas na nocną zmianę czterech piekarzy (dwie kobiety i dwóch mężczyzn); mężczyźni byli członkami partii. Ponieważ obijali się w pracy jedna z kobiet, pani Wiaderna, zdenerwowała się i nawymyślała im od nierobów i czerwonych pająków. Starcie było tak ostre, że zajmowano się nim w komitecie powiatowym partii i odnotowano je… w mojej kartotece.

W połowie roku 1981 rozpoczęliśmy adaptację magazynów piekarni przy ul Wolności na ciastkarnię – wykonaliśmy dokumentację roboczą, którą wstępnie uzgodniono z sanepidem i strażą pożarną. Spółdzielnia miała własną brygadę remontową, którą kierował pan Kegel, stąd prace, mimo braku materiałów, posuwały się dobrze i pod koniec 1981 r. zostały ukończone. Ponieważ był to zakład produkcyjny musiał być odebrany przez Sanepid, Straż Pożarną i Inspekcję Pracy. Z instytucjami znajdującymi się na naszym terenie nie było żadnych problemów, kłopoty zaczęły się, kiedy przyjechał inspektor pracy z Wrocławia. Było to pod koniec stycznia 1982 r. inspektor był chudym, drobnym, zgorzkniałym, despotycznym człowieczkiem. Na wstępie zażądał pełnej dokumentacji, której akurat nie miałem, w związku z tym zaczął wymyślać od nierobów, braku kompetencji itp. Zażyczył sobie następnie numerów telefonów do naczelnika gminy, prokuratora i komisarza wojskowego. Trwało to około godziny. Kiedy poszedł do toalety jego kierowca zauważył, że najlepiej jest inspektorowi zrobić silną kawę – w szklance powinno być połowa kawy i połowa wody. Na wszelki wypadek lepiej zrobić od razu dwie. Kiedy inspektor poczuł aromat kawy zaczął łagodnieć. Wtedy ja przystąpiłem do ataku – nie jestem chłopcem do bicia i nie życzę sobie żadnego ubliżania, a jeśli są jakieś nieprawidłowości to od tego jest prokurator. Inspektor wyprosił wszystkich pracowników z pomieszczenia, wypił jednym haustem obie kawy, przeprosił za zachowanie i zapytał… czy można u nas kupić bez kartek kawę i boczek…

Po zakupach podpisał protokół odbioru i ciastkarnię po miesiącu uruchomiliśmy. Od tego momentu stał się moim „przyjacielem” – często przyjeżdżał do Trzebnicy po ową kawę (5 kg każdorazowo!) i boczek.

Pożegnanie prezesa

Ostatnia moja rozmowa oficjalna, jako prezesa WSS Społem Oddział Trzebnica odbyła się pod koniec marca 1982 r. Przeprowadził ją świeżo mianowany absolwent dwuletniej szkoły partyjnej w Moskwie. Przebiegała ona mniej więcej tak:

„Ja wiem, że od niedawna pełnię funkcję I sekretarza partii w Trzebnicy, ale spostrzegam wiele nieprawidłowości – w tym w WSS odział Trzebnica. Sytuacja w kraju znacznie się poprawiła, od kiedy władzę przejęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, a ponieważ stara kadra kierownicza nie nadąża za nowoczesną formą zarządzania, to należy ją zmienić. Do was (czyli do mnie) mamy następujące zarzuty:

– byliście inicjatorem powołania zawiązków zawodowych Solidarność w waszym oddziale;

– zezwoliliście sprzedawać towar na obcy teren, kosztem przydziału masy towarowej dla Trzebnicy – chodzi o wspomniane seminarium duchowne w Bagnie – które wykupuje lepsze wędliny i atrakcyjny towar (cukierki i czekoladę);

– członkowie partii są w zakładzie szykanowani, wytykani i obrażani;

– publicznie krytykujecie nieudolne władze państwowe a w domyśle partyjne za małą produkcję i złą dystrybucję towarów produkowanych na rynek krajowy;

– nie podoba wam się (czyli mnie) wprowadzony stan wojenny;

– wasza (czyli moja) postawa wobec naszej rzeczywistości jest negatywna.

Wzięliśmy to wszystko pod uwagę i postanowiliśmy cofnąć rekomendację na stanowisko prezesa zarządu WSS „Społem” Oddział Trzebnica z dniem 31 marca 1982 r.”

Stanowisko prezesa przejął mój dotychczasowy zastępca Jan Dorosz, który, jak się później okazało, był członkiem Terenowego Zespołu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.Zastępcą został były sekretarz partii komitetu gminnego, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, który obronił pracę z zakresu marksizmu – leninizmu, a wcześniej pracował przez pół roku jako pracownik księgarni.

Ja, na prośbę prezesa WSS „Społem” we Wrocławiu zostałem wiceprezesem oddziału ds. rejonu w Obornikach Śląskich.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here