Strażacy uderzyli w tył escorta

178

Strażacy jadący ze szkolenia byli zwykłymi uczestnikami ruchu. Nie jechali do żadnej akcji, więc nie mieli uprzywilejowania na drodze.

Jechaliśmy razem z chrześniakiem siostry. On prowadził, a ja siedziałem jako pasażer. Zatrzymaliśmy się przy osi jezdni z zamiarem skrętu w lewo do miejscowości Kosinowo. Z przeciwnej strony jechał biały van. On widział, że jak strażacy w nas uderzyli, to nawet nie hamowali. W momencie uderzenia był taki huk, jakby ktoś uderzył młotkiem w puszkę  – opowiada Zenon Picher, poszkodowany w wypadku.

Strażacy uderzyli w tył forda z taką siłą, że ścianka zatrzymała się na przednich fotelach. Tylną oś zaś podgięło.

Jak nas walnęli, to polecieliśmy na drogę, okręciliśmy się kilka razy i tyłem wjechaliśmy do przetwórni. Nie mogliśmy wyjść z samochodu, ponieważ zrobiła się z niego piramida. Zapytałem tylko kierowcę „Igor żyjesz?”. Odpowiedział: „Żyję wujek”. Chcieliśmy więc wyjść z samochodu, a tu nie było jak, bo drzwi się zakleszczyły – relacjonuje to zdarzenia pan Zenon.

Będący na miejscu strażacy, zarówno żmigrodzcy, jak i prusiccy natychmiast ruszyli do akcji, by ratować poszkodowanych z samochodu.

Było to chyba najszybsze ratownictwo w historii. Najpierw nas walnęli i natychmiast zaczęli uwalniać. Kierowca z tego vana zaczął krzyczeć, aby otworzyć maskę i odłączyć akumulator. Bo silnik w naszym samochodzie wyleciał z poduszek, takie duże uderzenie było z tyłu – dodaje poszkodowany. O sile uderzenia świadczy fakt, że koło zapasowe, które znajdowało się z tyłu, znalazło się na desce rozdzielczej.

–  Dobrze, że mnie nie trafiło, chociaż może i nawet mnie uderzyło, bo po tym wypadku głowa mnie trochę bolała – wspomina to traumatyczne doświadczenie pan Zenon.

Po pewnym czasie na miejsce przyjechała także karetka, która obu panów zabrała do szpitala. Po zrobionych badaniach i rezonansie okazało się, że na skutek wypadku pan Zenon ma uszkodzony kręgosłup.

Najgorsze jest to, że po wypadku nikt się nie zainteresował. Chciałem, aby ktoś z nich przyjechał do szpitala i z nami porozmawiałam. Niestety nie było nikogo. Ja nie chcę być złośliwy, ale  jakbym komuś zrobił krzywdę, to zainteresowałbym się jego stanem zdrowia – dodaje pasażer uszkodzonego samochodu, którego zbulwersowała jeszcze jedna sprawa.

Taki jeden strażak, którego znam osobiście powiedział, że opinie na temat tego wypadku są różne. Bo tam jest zakaz skrętu w lewo. I to prawda, że jest. Ale jest zakaz skrętu na stację benzynową, a nie na skrzyżowaniu w lewo. Jeśli jest do miejscowości drogowskaz, a nie wolno do niej skręcać, to się to mija z celem – mówi pan Zenon.

Na miejscu wypadku była także policja, która ukarała kierującego strażaka mandatem. Akcja prowadzona była aż do godz. 15.16. A ponieważ Ochotnicza Straż Pożarna podlega gminie, sprawę prowadzili pracownicy gminy, a dokładnie ich pracownik bhp.

1 KOMENTARZ

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here