Zbiórka niecharytatywna

1036

Nasz Czytelnik, który pragnie zachować anonimowość, poinformował nas o ulotce, którą znalazł w swojej skrzynce pocztowej. – Ucieszyłem się, bo mam coś do oddania. Ulotka łudząco kolorystycznie, swoim logiem i opisowo przypominała tę, którą Polski Czerwony Krzyż wysyła . Jak wyglądała oryginał można zobaczyć w google grafika pod hasłem „zbiórka odzieży Polski Czerwony Krzyż” – mówi Czytelnik. Otóż według jego słów, na karteczce widniało logo firmy, a także informacja z datą i godziną, od której „po ulicach przejedzie oznaczony samochód, który będzie zbierał zawiązane worki” z ubraniami, butami powiązanymi parami, paskami, bielizną, a także starym sprzętem AGD. Na dole informacji podany został numer telefonu, na który można było dzwonić w wypadku jakichkolwiek pytań czy wątpliwości. Nasz Czytelnik chciał dociec, na co przeprowadzana jest zbiórka, ponieważ na ulotce nie było to nigdzie napisane. Dlatego też zadał sobie trud, aby sprawdzić czym zajmuje się firma Corum, której logo widniało na informacji o zbiórce. Nasz Czytelnik odnalazł firmę o tej nazwie, zarejestrowaną w Koczurkach, która zajmuje się hurtową sprzedażą odzieży i obuwia. Jak sprawdziliśmy w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, o tej samej nazwie działają w Polsce jeszcze dwie firmy, obie zarejestrowane w Warszawie.

Kilkanaście razy próbowaliśmy się połączyć z numerem podanym na ulotce, niestety, za każdym razem w słuchawce brzmiała informacja: „Abonent poza zasięgiem”.

Zbierasz – musisz mieć pozwolenie

Zgodnie z prawem o zbiórkach publicznych, na każdą zbiórkę, zarówno tę, podczas której zbierane są pieniądze, jak i „darów w naturze”, czyli zbiórkę darów rzeczowych potrzebne jest odpowiednie zezwolenie. Takie zezwolenie wydaje organ administracji samorządowej, na terenie którego odbywają się zbiórki. Tak więc, jeśli ktoś zbiera dary na terenie danej gminy, powinien dostać zezwolenie od burmistrza tej gminy. Jak się okazuje, trzebnicka policja nie miała sygnałów od mieszkańców, którzy podnieśliby temat „podejrzanych zbiorek”. – Na pewno nie otrzymaliśmy zgłoszenia, z zawiadomieniem o tym, że jakaś firma bądź osoba prywatna w sposób niezgodny z prawem prowadzi publiczną zbiórkę – zapewniała nas Iwona Mazur, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Trzebnicy.

Barbara Czternastek, powiatowy rzecznik praw konsumenta poinformowała nas, że zbiórki publiczne „nie są sprawami konsumenckimi”: – Rzecznik praw konsumenta nie ma w swoich kompetencjach zajmowania się zbiórkami publicznymi. Takie przedsięwzięcia regulują osobne akty prawne.

 Krzysztof Zasieczny, komendant trzebnickiej straży miejskiej zna sprawę firm organizujących zbiorki i podszywających się na przykład pod Polski Czerwony Krzyż, które miały miejsce na terenie całej Polski. – Znam sytuacje z innych miast, w których PCK jako poszkodowana instytucja kierowało sprawy cywilne do sądu, bo tak należy dochodzić swoich praw w przypadkach, kiedy ktoś wykorzystał materiały łudząco podobne do innych. Również sprawę cywilną może założyć firmie organizującej zbiórki każdy człowiek, który czuje się oszukany – mówi Krzysztof Zasieczny i dodaje, że straż miejska może ukarać firmę, która nie posiada stosownych zezwoleń mandatem karnym.

Jak dowiedzieliśmy się w Urzędzie Miejskim w Trzebnicy, firma Corum nie składała wniosku o udzielenie pozwolenia na zbiórkę publiczną, ponieważ nie mogła tego zrobić: – O wydanie takiego pozwolenia mogą się starać tylko organizacje, np. pożytku publicznego, a nie firmy czy osoby prywatne – dowiedzieliśmy się w dziale handlowym.

Ludzie wolą dawać w kościele

Nie wiemy, czy zbiórka rzeczy doszła do skutku, ponieważ mieszkańcy ulicy do której miały przyjechać oznakowane samochody nie interesowali się tym zbytnio. – Ja nie daję nic na takie zbiórki, bo to nigdy nie wiadomo do kogo trafi – powiedziała nam mieszkanka ul. Młynarskiej. – Nie widziałam też, żeby sąsiedzi wystawiali jakieś worki. Gdybym faktycznie chciała oddać coś dla biednych, to przyniosłabym to do kościoła, albo osobiście dałabym temu, kto jest potrzebujący – dodała trzebniczanka.

Jak się okazuje, całkiem niedawno dwie duże zbiórki odbywały się też w Obornikach Śl. Sposób działania obu firm zbierających niepotrzebne rzeczy był taki sam – kilka dni przed planowaną zbiórką na słupach ogłoszeniowych, drzewach i w skrzynkach pocztowych można było znaleźć informacje, gdzie, kiedy i co można oddać. – Ja skorzystałem z takiej formy pozbycia się śmieci – mówi pan Marek, mieszkaniec Obornik. – Całkiem za darmo mogłem oddać stare, podarte ubrania, buty i sprzęt rtv. Gdybym pojechał z tym na wysypisko musiałbym za to zapłacić, a tak firma odebrała mi spod domu worki i to jeszcze za darmo – mówi mężczyzna, ale dodaje, że rzeczy które oddawał nie nadawały się już do użytku: – Gdybym oddał ubrania, w których można jeszcze chodzić, a one poszłyby na przemiał albo pieniądze z ich sprzedaży trafiłyby do czyjejś kieszeni, to pewnie nie byłbym z tego zadowolony. Oddałem niepotrzebne rzeczy, bo na ulotce o zbiórce nigdzie nie było informacji o tym, że jest to zbiórka charytatywna.

Komentarz:

Zbiórki odzieży kojarzą się ze zbiórkami charytatywnymi, z których dochód lub rzeczy przeznaczane są dla potrzebujących. Oddając swoje rzeczy niektórzy czują się oszukani, kiedy dowiadują się, że zamiast pomagać biednym sponsorują firmy. Inni cieszą się, że mogli pozbyć się zawadzających rzeczy za darmo. O tym, że ludzie czują się oszukani może świadczyć ilość tekstów w prasie lokalnej opisujących zjawisko „zbiórek niecharytatywnych”. Dlatego jeśli chcemy, żeby przekazywane przez nas rzeczy trafiły do potrzebujących, a nie na „materiały wtórne” zawsze starajmy się sprawdzać, kto prowadzi kolejne zbiórki. Mamy też nadzieję, że policja sama zainteresuje się firmami, które ogłaszają się w naszym powiecie i sprawdzi, czy mają one odpowiednie zezwolenia.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here