Dziki prawie wchodzą nam do domów!

3556

Państwo Helena i Wojciech Wiśniowscy mieszkają tuż pod lasem na granicy Pęgowa i Zajączkowa. Jak mówią, do Pęgowa przyprowadzili się z Obornik Śląskich, gdzie mają sporą działkę ze stawem i starodrzewem.Oboje bardzo lubią przyrodę, dlatego też osiedlili się w miejscu, w którym jest jej pod dostatkiem.

Na początku były atrakcją

Mieszkamy tu już kilka ładnych lat. Kiedyś dziki pojawiały się u nas sporadycznie, ale wtedy traktowaliśmy je jako atrakcję – mówi pani Helena i dodaje, że  jako ciekawe zjawisko, pokazywali je z domu dzieciom. Sytuacja zmieniła się jednak diametralnie, kiedy to te dzikie zwierzęta zaczęły odwiedzać posesję państwa Wiśniowskich regularnie i to całymi rodzinami.

Wystarczy im mała dziura w płocie

Codzienne wizyty dzików na działce mieszkańców Pęgowa rozpoczęły się w tym roku. – Wystarczy, że te zwierzęta znajdą nawet małą dziurę w płocie, od razu rozrywają siatkę i dostają się do środka. Mamy sporą działkę, którą ogrodziliśmy siatką, ale jak się okazuje, nie stanowi ona żadnej przeszkody dla dzików. Żeby nie wchodziły na nasza działkę rozpięliśmy pod siatką drut kolczasty, ale nie zatrzymał on intruzów. Podobnie bardzo gruby drut, którego naciągnięcie kosztowało nas sporo wysiłku. One zawsze znajdą sobie jakieś miejsce, żeby się do nas dostać – mówi Wojciech Wiśniowski.

Bezwstydnie chodzą po ulicach

Jak mówią właściciele posesji, nieproszeni goście odwiedzają ich coraz wcześniej.– Pojawiają się zawsze po zmroku, a że teraz bardzo wcześnie robi się ciemno, to na nasz trawnik przychodzą już nawet o 19. O godz. 22 już jest prawie pewne, że są na naszej działce. Pewnie nie przeszkadzałaby nam ich obecność, gdyby nie szkody, jakie powodują, a także niebezpieczeństwo jakie stwarzają. W ciągu jednej nocy zniszczyły nam trawę, którą mieliśmy wypielęgnowaną przez lata. Zryły wszystko, zniszczyły naszą kilkuletnią pracę. Nasze trawniki wyglądają teraz tak, jakby je ktoś zaorał. Na początku śmialiśmy się, że dziki zrobiły sobie u nas poligon naukowy, na którym lochy uczą małe jak zdobywać pożywienie, ale teraz nie jest nam już do śmiechu. Te dzikie zwierzęta naraziły nas na ogromne straty finansowe, w dodatku są bardzo niebezpieczne – twierdzi Wojciech Wiśniowski. Jego żona spotkała się kiedyś na własnej działce z około 30 dzikami. – Za ogrodzenie przedostały się trzy olbrzymie lochy, a każda z nich przyprowadziła ze sobą po co najmniej 10 warchlaków. Mogłoby się wydawać, że dzikie zwierzęta będą unikały konfrontacji z ludźmi. My już przekonaliśmy się jednak, że locha, która jest z małymi jest zdolna do wszystkiego. Ta, którą spotkałam zaczęła na mnie fuczeć, było to bardzo nieprzyjemne. Myślałam, że zaraz na mnie ruszy. Powoli, spokojnie wycofałam się, zeszłam jej z drogi. Ale dziki nie tylko zapędzają się na nasze działki, chodzą sobie po ulicach, nic nie robiąc sobie z przejeżdżających samochodów. W naszym rejonie nikt  nie wychodzi z domu po zmroku bez wideł. Ludzie obawiają się ataku loch, które spacerują z małymi. Ja boję się chodzić wieczorami do kościoła,  zawsze proszę, żeby ktoś zawiózł mnie samochodem. Również rodzice dzieci zawożą pociechy pod samą szkołę lub odwożą na przystanek, bo nigdy nie wiadomo, kiedy te ogromne i niebezpieczne zwierzęta wyjdą z lasu – mówi zaniepokojona Helena Wiśniowska.

Nawet psy się boją, nie ma na nie sposobu

Posesji państwa Wiśniowskich pilnuje groźny i agresywny rottweiler. Jak się jednak okazuje, ten groźny pies nie jest żadnym zabezpieczeniem jeżeli chodzi o dziki. – Kiedyś nasz pies szczekał kiedy przychodziły, a teraz nawet nie wychodzi z budy. W gruncie rzeczy, to nawet cieszymy się, że nas pies nie chce bronić posesji za wszelką cenę, bo w Pęgowie było już kilka szyć psów, które próbowały walczyć z dzikami. Niestety, psy nie mają szans z tymi ogromnymi zwierzętami, które w dodatku posiadają bardzo ostre kły, mogące rozerwać delikatną skórę psa – mówi Helena  Wiśniowska.

Mieszkańcy Pęgowa dodają, że nie znaleźli skutecznej broni, którą mogliby odstraszyć dziki. – W ogóle nie boją się, kiedy zapalimy światła. Ostatnio, kiedy zryły nam cały trawnik zapędziły się na taras i chodziły pod samymi przeszklonymi drzwiami do salonu. Zapalenie ostrego światła w ogóle ich nie przestraszyło. Płoszą je jeszcze petardy, ale dziki przychodzą po zmroku i nie możemy całej wiosce fundować huku wieczorem, który zresztą po godz. 22 i tak jest zakazany.

Nie wiemy dlaczego przychodzą

Państwo Wiśniowscy zastanawiają się dlaczego dziki tak bardzo lubią odwiedzać okolice ich domu. – Mamy wrażenie, że nie są głodne. Kiedyś przyszły do nas, a ślady ich wizyty były na całej działce. Pod drzewem leżały żołędzie i marchewka, ale one nawet tego nie ruszyły, za to przeryły nam trawnik. Kiedyś widzieliśmy, że kopały nawet w żużlu, który wysypaliśmy na drogę. Skoro nie przychodzą po pożywienie, to po co. Czyżby przyciągały ich do nas pędraki z trawników?– zastanawiają się pęgowianie.

Czekają na nieszczęście

Państwo Wiśniowscy nie są jedynymi, których dziki systematycznie odwiedzają. Okazuje się, że również ich sąsiedzi są regularnie „wizytowani”. Marta Rogala, sołtyska Pęgowa potwierdza, że dziki buszują nawet w centrum wsi. – Sama widziałam, jak całe stado stało sobie o 5 rano na jednej z głównych ulic. Zapędziły się również na plac zabaw, który zryły doszczętnie. Niechciani przybysze zachodzą również do innych ogródków:- Jeden z mieszkańców naszej ulicy miał piękny, wypielęgnowany ogród.W jedną noc zniszczyły całą, kilkuletnią pracę. Nam nie chodzi o żadne odszkodowania, bo straty sami sobie naprawimy. Chodzi nam o to, żeby skutecznie pozbyć się intruzów, a naszym zdaniem najskuteczniejszy byłby odstrzał. Straty finansowe są dokuczliwe, ale dopiero jak komuś stanie się fizycznie krzywda, bo to dzikie zwierze zaatakuje, to wtedy będzie lament i odpowiednie instytucje zaczną działać – prorokuje Wojciech Wiśniowski.

Czyj jest dzik

Marcin Majewski, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Oborniki Śląskie twierdzi, że problem występowania dzików jest bardzo złożony. – Lasy są państwowe, ale gospodarkę łowiecką prowadzą koła łowieckie, które działają w obrębach wyznaczonych przez wojewodę dolnośląskiego. Problem pojawia się wtedy, kiedy zwierzęta pojawiają się w obrębach zabudowań, ale to już leży w gestii poszczególnych kół – mówi Marcin Majewski i dodaje, że do nadleśnictwa zgłosili się również mieszkańcy Ligoty koło Trzebnicy, którzy regularnie są nachodzeni przez dziki. – Organizujemy spotkania z mieszkańcami, radzimy jak poradzić sobie z problemem. Przestrzegamy przede wszystkim przed wyrzucaniem jedzenia, bo zwierzęta bardzo szybko przyzwyczajają się do pokarmu, który mogą pozyskać bez wysiłku – dodaje nadleśniczy i przyznaje, że sytuacja jest ciężka. – Czasem dziki ryją w trawie, bo znajdują się w nich larwy pędraków, powszechnego u nas chrabąszcza majowego. Zwierzęta te mają bardzo dobry węch, jak magnez działają na nie zapachy nawozów, które używane są między innymi w ogródkach. Ze swojej strony staramy się zapewnić zwierzętom taką ilość pokarmu w lesie, żeby głód nie zmuszał ich do wycieczek w zamieszkałe tereny.

Andrzej Grzelak, prezes koła łowieckiego Trop, które w swoim obrębie ma okolice Pęgowa, również zna problem zapuszczania się dzików w tereny zamieszkałe przez ludzi: Nie lekceważymy problemu, ale też w pewnym sensie mamy związane ręce. Zgodnie z prawem, koła łowieckie mogą prowadzić odstrzał w odległości minimum 100 metrów od zabudowań – podaje prezes i zaznacza, że dziki mają doskonałą pamięć – Dzikie zwierzęta, zwłaszcza właśnie dziki bardzo zasymilowały się z ludźmi, którzy wyrzucając jedzenie zapraszają je do darmowej stołówki. Należy pamiętać, że jeśli locha raz przyprowadzi małego warchlaka do źródła jedzenia, to on doskonale to zapamięta i będzie wracał w to miejsce. Dziki to zwierzęta wędrujące, jeśli przegonimy je z jednego miejsca, one mogą wrócić, tym bardziej, że w ciągu nocy są w stanie pokonać nawet 10 km – mówimyśliwy. – Mieszkańcom, których odwiedzają mogę polecić środki zapachowe w sprayu lub w granulkach, które przez pewien czas będą odstraszać nieproszonych gości. Doraźnie można stosować petardy, które hukiem, błyskiem, a także zapachem przestraszą dziki. Skuteczne są również elektryczne pastuchy, które odstraszają zwierzęta, ale nie robią im wielkiej krzywdy. W przypadku jakichkolwiek pytań czy wątpliwości zawsze można zwrócić się do koła łowieckiego, zawsze chętnie służymy pomocą – podkreśla Andrzej Grzelak i dodaje, że myśliwi rozpoczęli już tegoroczny odstrzał: – Zaplanowaliśmy odstrzał 200 sztuk i w połowie już go zrealizowaliśmy. Na pewno teraz jest dużo większa populacja dzików, które mają pod dostatkiem wysokobiałkowego jedzenia. Kiedyś lochy prosiły się raz w roku, w marcu, a teraz nie ma jednej pory, kiedy pojawiają się małe. Również z powodu dostępności pożywienia młode bardzo szybko rosną – roczne dziki mogą osiągać wagę do 50 kg – podkreśla. Myśliwy radzi, żeby unikać spotkań z lochami, które spacerują z małymi. Jeśli jednak na swojej drodze zobaczymy jednego dzika, należy zrobić dużo hałasu. To powinno go przestraszyć.

– Koła łowieckie wydają co roku ogromne pieniądze na odszkodowania, które wyrządziły dziki w uprawach. Jednak rekompensaty jakie te zwierzeta wyrządzają na prywatnych posesjach wypłaca Marszałek Województwa i to do niego należy zwracać się o wypłatę odszkodowań.

2 KOMENTARZY

  1. Też swojego czasu miałam problem z dzikami, ale na szczęście nie zbliżały się do budynków, raczej ich zasięg zaczynał i kończył się w sadzie. Od znajomych dostałam taki śmierdzący preparat o nazwie Animal stoper. Fakt, faktem zapach był bardzo intensywny, ale był skuteczny. Jak to się mówi coś za coś.

Odpowiedz na „DzikAnuluj

Please enter your comment!
Please enter your name here