Zaczadzanie umysłów

44

Samochód – jak wygląda i do czego służy – każdy widzi i wie. Dlaczegóż to więc mielibyśmy zacząć urządzać nasz świat bez tego, bez wątpienia niezwykle ułatwiającego życie, wynalazku?

Bo z jego powodu giną ludzie? Od ciosów zadanych nożem też giną ludzie – jakoś z tego powodu nie organizujemy Dnia Bez Noża.

Bo spaliny zatruwają środowisko w którym żyjemy? Jeden wybuch wulkanu na Islandii w 2010 r. spowodował dostanie się do atmosfery więcej tlenków węgla niż wylatujące z rur wydechowych wszystkich samochodów świata od ich początku – czy z tego powodu planujemy zatkanie kraterów wulkanów?

Bo nieustanne korzystanie z samochodu jest powodem coraz groźniejszych chorób cywilizacyjnych: otyłości, układu krążenia, schorzeń kręgosłupa – z tym argumentem pełna zgoda. W tej materii na pewno warto prowadzić edukację społeczną, ale jeszcze bardziej umożliwiać rzeczywiste możliwości „aktywnej” komunikacji, czyli w naszych warunkach klimatycznych korzystanie z roweru. Bez budowy sieci wygodnych ścieżek rowerowych samo tworzenie „mody” na rower nie wiele da. Pewne zmiany cywilizacyjne są jednak nieodwracalne – samochód jest powszechnym środkiem transportu, komputer podstawowym narzędziem pracy na większości stanowisk pracy, negatywne skutki siedzącego trybu życia możemy tylko rekompensować zwiększoną aktywnością ruchową po pracy i w weekendy. Boiska, różnego rodzaju fitness, siłownie, baseny, marsze, biegi, wycieczki – to będzie coraz bardziej wykorzystywane i stosowane, bo gatunek ludzki, jak każda istota żywa ma wrodzony, nadany prawami boskimi, instynkt samozachowawczy i ewoluuje oraz dostosowuje się do zmieniających warunków zewnętrznych.

Dlaczegóż więc poczułem taką irytację gdy przeczytałem artykuł o „Dniu Bez Samochodu” w Obornikach Śląskich. Z powodów dwóch:

– artykuł ilustruje zdjęcie, na którym widać sporą grupę dzieci w wieku około lat 6-8, jak siedzą, klęczą  i pod opieką pani nauczycielki radośnie malują po … asfalcie ulicy Trzebnickiej. Ulicę tę, na wniosek organizatorów zamknięto na czas akcji od ruchu samochodowego i urządzono na niej happening. Co w tym złego? Ano, uczono mnie i sam też tak uczyłem swoje dziecię, że ulica, jezdnia służy do jazdy po niej samochodami, że pieszy powinien poruszać się po chodniku, a jeżeli chce przejść przez jezdnie musi zachować szczególną ostrożność, sprawdzić …. itd., itp. A tu tymczasem widzę, że sporą grupę małych dzieci oswaja się z sytuacją, że na ulicy można się bawić, robić kolorowe malunki. Czy dzieci te rozumieją, że to tylko chwilowo, w ramach satysfakcji organizatora kolejnego ekologicznego happeningu – mam wątpliwości. Czy grupka tych dzieci nie zechce samodzielnie, na osiedlu, bez opieki Pani Nauczycielki, i bez wyłączania ulicy z ruchu urządzić własnej zabawy? Ulica jest dla samochodów czy do zabawy dzieci? Małe dziecko dostaje niespójny komunikat. Takie, niby drobne sprawy, występujące często, sumujące się, zaczynają dawać tworzywo pod życiowy relatywizm – normy niby są, ale możemy je doraźnie zawiesić, omijać. Jednym słowem początek wychowywania w jakże szkodliwym społecznie stylu, który dobitnie ilustruje zawołanie: „róbta, co chceta”.

– drugi powód to panoszący się w naszym życiu, zatruwający (zaczadzający) nasze umysły – ekoterroryzm.  Coraz więcej z nas oburza się, gdy słyszy, że gdzieś wstrzymano budowę autostrady bo na placu budowy znaleziono … rzadki gatunek ślimaka, podobnych przypadków absurdalnych sytuacji każdy może przytoczyć wiele. Jednak bez protestu przyjmujemy kolejne ekodekrety unijne – np.: zakaz produkcji normalnych żarówek (których utylizacja to jedynie szkło i trochę niegroźnego metalu) na rzecz jakoby ekologicznych świetlówek (które po zużyciu oprócz szkła daję trujący gaz i związki rtęci, a ponadto w pomieszczeniach gdzie często i na krótką chwile włączamy światło, zużywają znacznie więcej energii od tradycyjnych), limity emisji CO/2 (nie zważając na to, że CO/2 w swojej głównej masie do atmosfery dostaje się z parowania oceanów, a kwoty emisyjne doprowadzają do ruiny ekonomicznej energetykę państw bogatych w złoża węgla – jak Polska).

A już meganonsensem, powielanym bezustannie na różnego rodzaju „salonach”, jest wpływ działalności człowieka na zmiany klimatu na Ziemi. Kto chodził i choć trochę uważał na lekcjach geografii, już od szkoły podstawowej powinien wiedzieć, że klimat w długiej historii naszej planety zmieniał się stale. Na ziemiach, na których teraz żyjemy biegały kiedyś dinozaury, rosły potężne ciepłolubne skrzypy i widłaki, szumiały fale morskie, wybuchały wulkany, wiały lodowate wiatry nad masami lądolodu. I to wszystko się działo, gdy człowieka tu nie było i dziać się będzie czy człowiek będzie czy już go zabraknie na tym padole. Zmiany klimatyczne Ziemi nie zależą w żadnym realnym rozmiarze od działań człowieka, a od zjawisk fizyko – chemicznych na naszej gwieździe Słońcu i od tego co dzieję się wewnątrz naszej planety.

Fridrich von Hayek pisał o „zgubnej pysze rozumu”, wiara w to, że człowiek może zapanować i narzucić swoje „reguły” prawom naturalnym/boskim, w historii świata zawsze prędzej czy później przynosiła ludziom same szkody. Tej codziennej pokory rozumu, czynienia ziemi poddanej w zgodzie z odwiecznymi prawami i „zdrowym” rozsądkiem, umysłu jak najmniej „zaczadzonego” modnymi pseudoprawdami i trendami życzę sobie i Wam Drodzy Czytelnicy

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here