Będę walczył o odszkodowanie

1571

W czwartek, 11 października w Miłonowicach ktoś zastrzelił psa rasy chart mieszany. Pies miał skończone trzy lata i jak twierdzi właściciel nie był agresywny i był przywiązany do dzieci. Przez cały czas znajdował się na podwórku. Nie był też uczony polowania.

Tego dnia byłem w pracy. Przyjechała córka z wnuczką. Pies biegał sobie po podwórku, rozbrykał się i w pewnym momencie wyleciał zza niego. Gdy wróciłem z pracy i mi o tym powiedzieli,  od razu pobiegłem za nim. Zacząłem gwizdać. U nas w Miłonowicach są spore górki. Gdy poleciałem na swoje pole i zacząłem gwizdać za psem, usłyszałem strzał. A ponieważ u nas jest kilka lasków, nie wiedziałem skąd ten strzał było słychać, skąd poniosło echo. Gdy poleciałem na górkę, co prawda była już szarówka, ale widziałem z odległości ok. 500 metrów odjeżdżający ciemny, terenowy samochód. Nie poszedłem tam jednak, ale wróciłem do domu – powiedział właściciel zabitego czworonoga.

W piątek pan Edward wrócił z pracy i poszedł dalej szukać psa. Bezskutecznie. W sobotę do pracy nie poszedł więc ponownie poszedł szukać zwierzaka.

 Szedłem i w pewnym momencie zobaczyłem ściernię u sąsiada, a tam ślady samochodu w miejscu, gdzie wcześniej widziałem, że odjeżdżał. Tymi śladami szedłem w stronę domu. I gdzie sąsiad ma 2 ha kukurydzy zobaczyłem pierwszy ślad, z którego wynika, że z ok. 30 metrów od kukurydzy ktoś strzelił mojemu psu prosto w szyję. Kula rozerwała mu się w środku – opowiada pan Edward, dodając:

W okolicy znajdowała się świeża pszenica, która dopiero kiełkowała. Podejrzewam, że dwóch mężczyzn go ciągnęło za nogi, grzbietem po ziemi, ponieważ tam też zauważyłem rysę i krew. Pies po prostu został przeciągnięty i schowany w kukurydzę.

Właściciel zabitego czworonoga zadzwonił na policję, która poleciła mu aby tego psa stamtąd zabrał. Powiedzieli mu także, że przyjadą, więc właściciel czworonoga postanowił go nie ruszać tylko poszedł na podwórko i czekał około 30 minut na przyjazd funkcjonariuszy policji.

W końcu policjanci przyjechali i powiedzieli, że pies z pewnością latał bez smyczy i wypiszą mi za to mandat w wysokości 200 zł. Zdenerwowałem się i powiedziałem, że mogą dać nawet 1 tys. zł, ale ja myśliwym i tak tego nie odpuszczę. Wiem, że myśliwi kłusują, strzelają czasem nawet z okna samochodów np. do znajdujących się w kukurydzy dzików, a ponieważ później boją się tam wejść, to te postrzelone zwierzęta czasami zdychają tam w męczarniach a później rozkładają się, powodując wielki smród – dodaje właściciel czworonoga, z którym policja pojechała na pole skąd dopiero w ich obecności zabrał martwe zwierzę i na polecenie policjantów zawiózł je do najbliższego lekarza weterynarii w Zawoni.

Niestety pan Zdziarski nie jest przysięgły, więc zrobił psu obdukcję i dał mi tylko takie zaświadczenie, że pies został zastrzelony i ma dziurę. Rano pojechałem do myśliwego zajmującego się wpisywaniem, który myśliwy kiedy i gdzie będzie się znajdował. Niestety nie udało mi się go zastać – powiedział nam pan Edward, który w niedzielę pojechał z psem do weterynarza przysięgłego do Wrocławia i tam zrobił psu obdukcję. Wszystko też nagrał na płytę.

W karcie informacyjnej wizyty napisał:”W okolicy wpustu doczaszkowego klatki piersiowej rana postrzałowa, z biernym krwawieniem z uszkodzonych naczyń. W obrazie RTG widoczny „kanał” toru kuli od wpustu doczaszkowego klatki piersiowej do jamy otrzewnej. Odma śródpiersiowa. W klatce piersiowej liczne drobne fragmenty metaliczne. W jamie otrzewnej liczne, duże fragmenty cieniujące – po otworzeniu powłok brzusznych wydobyto fragment kuli – zabezpieczono jako potencjalny materiał dowodowy. Ponadto w obrazie RTG obraz dwóch nabojów śrutowych w ścianie klatki piersiowej – nie usuwano”.

Właściciel psa powiedział, że nie odpuści dopóki nie dowie się, kto zastrzelił jego psa i dopóki ta osoba nie zostanie ukarana. Będzie więc walczył o odszkodowanie.

Niektórzy twierdzą, że ja z tym psem kłusowałem. Ale to nieprawda. Miałem nawet założoną sprawę w sądzie, ale nigdy niczego mi nie udowodniono. Nie mogą mi udowodnić, bo ja naprawdę nie kłusuję – powiedział właściciel psa.

Iwona Mazur, oficer trzebnickiej policji poinformowała nas o tym, że policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie i dopiero po jej zakończeniu będzie mogła udzielać jakichkolwiek informacji.

Właściciel czworonoga uważa, że myśliwi nie mieli prawa zastrzelić jego psa i chce walczyć o odszkodowanie w sądzie. Zapytaliśmy więc Andrzeja Grzelaka, czy w przypadku gdy pies biega sobie bez właściciela po polach i terenach leśnych, myśliwy ma prawo do niego strzelać czy nie.

Ustawa o ochronie zwierząt z nowelizacją Prawa Łowieckiego, która od stycznia 2009 r. uznawała psy i koty za szkodniki łowieckie i zezwalała myśliwym na odstrzał wałęsających się psów i kotów. Niedawno jednak weszła nowelizacja tej ustawy. Według niej myśliwy, który strzela do bezpańskiego psa musi udowodnić, że pies ten był stale widywany jak straszy zwierzynę lub ją zagryza, a to jest bardzo trudno udowodnić – powiedział nam Andrzej Grzelak, prezes koła łowieckiego „Trop”, dodając:

Sam miałem kiedyś bardzo podobną sytuację, gdy jeden z psów rasowych notorycznie uciekał właścicielom pod siatką z posesji i biegał po sporym obszarze leśnym. Wielokrotnie miałem przy sobie broń, ale nigdy do niego nie strzelałem, tylko i wyłącznie dlatego, że pies był rasowy. Każdy myśliwy sam jednak musi podjąć decyzję, czy będzie do zwierzęcia strzelał czy nie.

1 KOMENTARZ

  1. Art. 10a. 3. Zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna – to tak à propos wspomnienej ustawy. Kocham psy ale beztroska niektórych właścicieli mnie przeraża – chart to nie jamnik, którego można ominąć. Z tego co mówi właściciel wynika, że pies biegał bez opieki kilka godzin – kolejnego psa radziłbym lepiej pilnować.

Odpowiedz na „wiszniakAnuluj

Please enter your comment!
Please enter your name here