Któż śpiewa tak jak on…

157

Jakieś pół wieku temu (pisałem o tym już kiedyś, ale w tej chwili dziejowej trzeba to koniecznie przypomnieć) na tej samej scenie trzebnickiego domu kultury odbywał się inny koncert. Do Trzebnicy przyjechał zespół Czerwono – Czarni, legenda polskiej muzyki big – beatowej. Dla nas nastolatków było to wydarzenie niesamowite. To była przecież muzyka, jakiej dotąd nie słyszeliśmy – prawdziwy rock and roll. Sala była wypełniona po brzegi. Poza fantastycznymi utworami w wykonaniu Karin Stanek, Kasi Sobczyk, Heleny Majdaniec czy Michaja Burano koncert zawierał jeszcze jeden element. Pod hasłem „Szukamy młodych talentów”, wraz ze słynnym zespołem mogli wystąpić ochotnicy. Przypomina to nieco dzisiejsze programy telewizyjne „Mam talent”, czy choćby „Must be the music”, tyle, że nie trzeba było jechać aż do Warszawy.

Może nie pamiętałbym tak dobrze tej części czerwono – czarnego koncertu, gdyby nie to że zaprezentował się wtedy w brawurowej solówce na perkusji Marian Kowalski z Marcinowa. Występ był bardzo udany – Marian miał nawet propozycję współpracy ze słynnym zespołem – a ja… byłem bardzo dumny z tego, że noszę to samo nazwisko.

Nie mogłem więc nie wspominać tamtego koncertu, gdy wybierałem się na występ Tomka, rodzonego syna Mariana z Marcinowa. O świetnym bluesrockowym wokalu Tomka i grze jego zespołu miałem już niejakie pojęcie, bo kiedyś, parę lat temu, pozytywnie zaskoczyli mnie występem na szczycie Kociej Góry. Podbili mnie swymi interpretacjami klasycznych utworów Tadeusza Nalepy i Ryszarda Riedla. A wcześniej pamiętam Tomka jako ucznia trzebnickiego LO i członka kapeli ludowej Marciny, gdzie występował wraz z całą rodziną.

Ale w ostatnim czasie wszystko się odmieniło. Tomek podjął decyzję, że wystąpi w telewizyjnym show. Warto przypomnieć, że niedawno w podobny sposób bardzo udanie zaprezentowali się szerokiej publiczności Ewelina Lisowska i Estera Wrona. Dlaczego Tomek pojechał do Warszawy wyjaśnił na piątkowym koncercie (kto był, ten słyszał). A że była to decyzja słuszna świadczy rosnąca skala jego mocno zasłużonej popularności. Żeby śpiewać takie utwory i zdobywać uznanie, zarówno srogich jurorów, jak i kapryśnej widowni – trzeba robić to tak jak Tomek – naprawdę znakomicie.

W trzebnickim koncercie wraz z Tomaszem wystąpiła, stale z nim grająca grupa Fama Blues Band. Zaczęli od starszych utworów, m. in. własnej interpretacji mniej znanego utworu Tadeusza Nalepy „W pochodzie codzienności” i kilku swoich produkcji, które były dobre, chociaż nie rewelacyjne. Głos Tomka mocny i czysty, brzmienie grupy ciekawe.

Jednak prawdziwe śpiewanie zaczęło się dopiero wtedy, gdy Tomek wziął się za klasykę. Najpierw wspaniale zinterpretował, bo to nie było tylko zwykłe śpiewanie, „List do M.” Ryszarda Riedla (ten utwór Tomek dedykował swojej Mamie). Potem nastąpiło, znane z programu telewizyjnego, wykonanie utworu Czesława Niemena „Jednego serca”. Niemena także słyszałem kiedyś na tej samej trzebnickiej scenie razem z Niebiesko – Czarnymi. Tyle tylko, że wtedy nie śpiewał jeszcze tak poważnego repertuaru. Dopiero kilka lat później sięgnął po wielką poezję. Jego opracowanie i wykonanie młodopolskiego wiersza Adama Asnyka jest, obok norwidowskiego  „Bema pamięci rapsodu żałobnego”, najdoskonalszym przykładem udanego połączenia wielkiej poezji z rockową muzyką. Więc na ogół, gdy ktoś sięga po taki repertuar, to albo kopiuje, albo nie sięga mistrza. Ale Tomek udowadnia, że może być inaczej. On zaczerpnął z Niemena i Asnyka bardzo wiele, ale ten pierwowzór wzbogacił swoją niezwykłą interpretacją. To trochę jak z muzyką Chopina, którą każdy z wielkich pianistów gra, a właściwie interpretuje inaczej. Tomek śpiewa ten utwór całą swoją nieprzeciętną osobowością. I to przemawia zarówno do wymagających jurorów, i do widowni, która być może już nie pamięta pieśni Niemena. Przemawia i do słuchaczy w Warszawie, i w Trzebnicy. Przemówiło także do mnie. To było jedno z największych przeżyć muzycznych jakich doświadczyłem. Porównać je mogę z chwilą, gdy pierwszy raz słyszałem na strahowskim stadionie jak Mick Jagger wykonuje „Satisfaction” – absolutnie wzruszające. Chwała ci Tomku za te pozytywne emocje, jakie przekazujesz. Całym sercem wspierać cię będę na finałowej próbie w Warszawie! I wszystkich do tego gorąco namawiam! To już w najbliższą niedzielę – 4 listopada, godz.20 TV Polsat.

Końcowa część koncertu była bardzo dobra. Tomek i koledzy wykazali taką radość i spontaniczność w wykonywaniu muzyki rockowej, że znów przypomniały mi się big – beatowe emocje tych dawnych lat. Dobrze, że współczesna młodzież kontynuuje takie rytmy i klimaty.

Tomek nie tylko świetnie śpiewa, ale jest także urodzonym showmanem – trochę przypomina tu  swego ojca. Bardzo podobało mi się, że przy okazji koncert zwrócił także uwagę na swych kolegów z innych trzebnickich grup rockowych, którzy, jak choćby No Pesos także prezentują wysoki muzyczny poziom i także potrzebują wsparcia władz. Piątkowy koncert nawiązał także do odległych lat,  kiedy takie imprezy z udziałem zespołów z Trzebnicy i miast ościennych odbywały się dość często. Warto do tych wzorów wrócić!

A na razie pomóżmy Tomkowi zdobyć Warszawę, bo ten chłopak naprawdę  na to zasługuje!

 

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here