Na mieszkanie czekamy od kilkunastu lat

644

Życie w ciasnej kuchni

Formalnie pani Izabela wraz z mężem i dziećmi zajmuje pokój w mieszkaniu, którego właścicielem jest jej babcia.  – Przyszłam tutaj mieszkać kilkanaście lat temu. Już wtedy miałam dwójkę dzieci. Jednak zanim babcia zdecydowała się oddać nam pokój, mieszkaliśmy w ciasnej kuchni, która nawet nie stanowi części wspólnej mieszkania, tylko znajduje się po drugiej stronie korytarza. Dzisiaj mój mąż sam wyremontował to pomieszczenie i z kuchni przechodzi się do łazienki. Dawniej nawet tego nie było, a swoje potrzeby załatwialiśmy w wychodku na podwórku kamienicy. Te początki były naprawdę ciężkie…. Mieszkanie z małymi dziećmi na 14 m kw było trudne – wspomina pani Izabela.

W jakich warunkach dzisiaj mieszkają państwo Kurkowie? W jednym pokoju o powierzchni kilkunastu metrów znajduje się niewiele sprzętów: meblościanka, dwa łóżka, małe łóżeczko dla kilkumiesięcznego, najmłodszego dziecka i ława. W drugim „pomieszczeniu”, a właściwie to we wnęce przerobionej ze strychu, wciśnięte są: wersalka oraz biurko, przy którym najstarsze dzieci odrabiają lekcje: – Podręczniki czy ubrania trzymamy, gdzie tylko się da: w szafie, która stoi na korytarzu, czy nawet w schowku na pościel. Jeżeli wieczorami jesteśmy wszyscy w mieszkaniu, to  robi się bardzo ciasno. Wieczorem, jak kładziemy się spać i rozłożymy łóżka, to nawet nie możemy już przejść po pokoju, bo zwyczajnie nie ma już miejsca! Jak dzieci był małe, to tego dyskomfortu aż tak się nie odczuwało. Co innego teraz – dodaje pani Izabela.

Na liście od 11 lat

Ze względu na trudne warunki materialne, pani Izabela wraz z mężem starali się o przydział większego mieszkania komunalnego. Na większe i własne „M” ich nie stać. Pan Kurek niestety nie ma stałej pracy. Kobieta pierwszy raz przyszła do żmigrodzkiego urzędu zaraz po wprowadzeniu się do mieszkania babci, to był 1994 r. Już wtedy dowiedziała się, że nie może liczyć na większe lokum, bo gmina takimi nie dysponuje. Mijały jednak lata, a pani Izabela ciągle chodziła w swojej sprawie do magistratu.  – Tak jest zresztą do tej pory, nie ma tygodnia bym nie pojawiła się w urzędzie. Jak tylko wchodzę do pokoju, to z miejsca słyszę, że nic się nie zmieniło w mojej sprawie. I tak jest od kilkunastu lat. Już chyba powoli zaczynam się przyzwyczajać do tej myśli. W 2001 r. otrzymałam pismo, w którym napisano, że zostałam wpisana na listę oczekujących. Potem pojawiła się u mnie komisja mieszkaniowa. Sądziłam, że coś się wreszcie ruszy w mojej sprawie, a tu nic. Nadal słyszę, że nie mają dla nas mieszkań. My wcale nie oczekujemy niczego wielkiego, wystarczyłby nam dwa pokoje. Wtedy, gdy przedstawiciele komisji przyszli do nas i zapytałam, czy i kiedy mogę liczyć na wyprowadzkę, usłyszałam w odpowiedzi, że… powinnam czekać aż babcia umrze. „Ale czy ja mam czekać na jej śmierć”, odpowiedziałam im. I tak od tego czasu zajmujemy całą rodziną ten pokoik. Na jak długo? – dodaje nasza rozmówczyni.

M.in. z tym pytaniem, w imieniu pani Izabeli zwróciliśmy się do urzędu. W przesłanym piśmie burmistrz Robert Lewandowski wyjaśnia, m.in.: „Rodzina pani Izabeli Kurek została zakwalifikowana na listę oczekujących w październiku 2011 r. Największym problemem gminy jest zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych rodzin pięcio-, sześcio- i więcej osobowych. Od października ub. roku gmina Żmigród nie dysponowała żadnym wolnym lokalem o powierzchni odpowiedniej dla rodziny sześcioosobowej. Rodzina p. Izabeli kwalifikuje się na mieszkanie minimum 30 m kw powierzchni mieszkalnej + kuchnia i ewentualnie łazienka”.

Z odpowiedzi dowiadujemy się również, że gmina dysponuje 385 mieszkaniami komunalnymi i 28 socjalnymi (obecnie wszystkie są wynajęte). Sporządzona lista, o której wspomina burmistrz  liczy 43 mieszkańców. Obecnie została zmniejszona o 9 rodzin, którym udało się znaleźć odpowiednie lokum. Były to rodziny dwu- i czteroosobowe, które zajęły mieszkania o pow. od 18 do 24 m kw.

Problem z rozdziałem mieszkań komunalny niestety nie występuje jedynie w gminie Żmigród. W każdej z gmin znajduje się lista oczekujących na własny kąt i chociaż takich rodzin przybywa, to niestety nie idzie za tym zwiększona liczba mieszkań komunalnych czy socjalnych.

1 KOMENTARZ

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here