Kto zyska, a kto straci na Wspólnej Polityce Rolnej?

44

Dwudniowe seminarium odbyło się 1 i 2 października. Do Brukseli przybyli dziennikarze z całej Unii. Tym bardziej czuliśmy się wyróżnieni, że przedstawiciel naszej redakcji również mógł wziąć udział w takim spotkaniu. Prawdą jest, że to właśnie lokalne gazety najszybciej przekażą informację rolnikom z danego terenu i jest duża szansa, że owi rolnicy ją przeczytają. A faktycznie przygotowywana reforma wprowadzi wiele zmian.

Już na początku należy zauważyć, że reforma mocniej ma wspierać rolników młodych, czyli tych przed 40 rokiem życia. Na tę decyzję złożyły się dramatyczne dane, które zaprezentowano podczas obrad. Okazuje się, że w całej Unii młodych rolników jest raptem 6% i liczba ta dalej maleje. Polska na szczęście ten wskaźnik ma dwukrotnie większy, ale jak słusznie zauważył jeden z dziennikarzy może on być zawyżony sztucznie, ponieważ wielu rolników skorzystało z tak zwanych emerytur strukturalnych i w zamian właśnie za ich przyznanie przepisało gospodarstwo na dzieci. Ale okazało się, że fizycznie to i tak oni pracują, i prowadzą gospodarkę, a dzieci dorabiają „na czarno” np. na budowie.

Unijna propozycja zakłada, że „młodzi rolnicy” oprócz zwykłych dopłat będą mogli otrzymać przez 5 lat dopłaty wyrównujące, ale w jakiej wysokości, tego jeszcze nie ustalono. Ponadto ma być to korzystne też dla każdego państwa, ponieważ Unia ma refundować 80 procent dopłat, a nie 50. Dlatego poszczególne kraje będą stosować pewnie system zachęt, aby „młodych” gospodarstw powstawało więcej.

Wątpliwości co do tej propozycji miał dziennikarz z Holandii, który zauważył, że w jego kraju wielu młodych ludzi pracuje na gospodarce u rodziców. Odpowiedź była jasna, na przywileje mogą liczyć tylko ci, którzy o gospodarce będą decydować sami. Z kolei dziennikarz ze Szkocji pytał, dlaczego zakłada się, że młody rolnik będzie lepszy od tego, który z gospodarstwem jest już związany wiele lat?

I tu odpowiedź była oczywista. Napływ i wspieranie młodych rolników jest konieczny, by „starzy” rolnicy mogli w przyszłości pobierać emerytury. Dziennikarze zwrócili uwagę, że preferencje powinny być raczej dla rolników, którzy zaczynają od zera, a nie dla tych, którzy „na papierze” przejmują gospodarkę i to pewnie doskonale działającą. Przedstawiciele Parlamentu nie umieli rozwiać tych wątpliwości.

Wielką niewiadomą pozostaje też informacja, czy na rolnictwo pieniędzy będzie więcej czy mniej i co najważniejsze, w jaki sposób zostaną one podzielone. Wiadomo, że politycy z krajów z Europy Środkowo – Wschodniej, a najbardziej z Polski zabiegają, by dopłaty do rolnictwa wreszcie były takie same dla wszystkich. Na spotkaniu europosłów z polskimi dziennikarzami, poseł Janusz Wojciechowski zauważył, że ta dyskryminacja ze względu na kraj, w którym działa gospodarstwo jest sprzeczna z prawem unijnym. Jasno o tym mówi  traktat lizboński w artykule 18 ust. 2 i 40 ust. 2. Chodzi o to, że obywatel Unii nie może być dyskryminowany ze względu na kraj w którym mieszka. Poseł w tej kwestii wysłał zapytanie do Komisji Europejskiej, która przyznała, że faktycznie w chwili obecnej coraz trudniej uzasadnić, dlaczego dopłata do hektara w Niemczech ma być inna niż dopłata do hektara w Polsce. Warto tu przytoczyć konkretne dane. Niemiecki rolnik otrzymuje dziś 346 euro na każdy hektar, a polski raptem 197.

– Nie ma tu żadnych kryteriów produkcyjnych czy jakościowych, są tylko przynależnościowe – zauważył poseł Wojciechowski.

Tymczasem poseł Jarosław Kalinowski przyznał, że jest też druga strona medalu, z którą aparat unijny musi się zmierzyć. Obecnie 40% gospodarstw nic nie uprawia, a co roku bierze dopłaty. Tymczasem europoseł Wojciech Olejniczak mówił, że pieniądze na rolnictwo są wydawane nieefektywnie. Po wejściu tej reformy czyli WPR, wszystkie agencje i instytucje będą musiały zupełnie zmienić swoje podejście. Kryzys wszystkich zmusił do oszczędzania i dokładnego przyglądania się każdemu centowi.

Dyskusję podsumował poseł Czesław Siekierski, który opowiedział jak wyglądają zabiegi poszczególnych państw o swoje prawa. Okazuje się, że niemieckie czy francuskie ministerstwa rolnictwa zatrudniają stałych ekspertów, którzy uczestniczą we wszystkich komisjach i podkomisjach, tworzących nowe prawo. Rządy tych krajów mają na bieżąco pełną informację i z pomocą swoich polityków mogą odpowiednio wcześniej reagować.

– Trzeba mówić o realiach. Nie ma szans, by kraje starej unii zgodziły się teraz na równe dopłaty, choć zgadzam się, że musimy robić wszystko by zmniejszać te dysproporcje – tłumaczył Siekierski.

Wracając do seminarium, bardzo interesujące było spotkanie z politykami, którzy nie dość, że reprezentowali różne frakcje polityczne w parlamencie, to pochodzili z różnych krajów. Na tym przykładzie doskonale widać, że w unii każdy kraj, ma odmienne interesy i najlepiej na tym wychodzą te, których politycy potrafią mówić jednym głosem mimo, że pochodzą z różnych partii.

Albert Dess z Danii zauważył, że w dobie kryzysu wielu polityków chce okrojenia budżetu przeznaczonego na rolnictwo, a przecież gdyby polityka finansowa była choć odrobinę tak zrównoważona jak rolna, to dzisiaj nie byłoby tylu kłopotów.

– Jeżeli będziemy dalej ograniczać produkcję rolną, to kiedyś może się okazać, że nie wystarczy jej na nasze potrzeby, a wtedy zaleją nas produkty z krajów, które nie przestrzegają żadnych norm jakościowych i zniszczą nasze rolnictwo – tłumaczył.

Tymczasem Martin Hausling z Niemiec zauważał, że WPR zakłada, że 7% ziemi ma być odłożone jako tereny zielone. Tłumaczył, że Unia nie może sobie pozwolić na to by ta ziemia leżała odłogiem, trzeba tam uprawić np. rośliny strączkowe.

O tym jaki będzie ostateczny kształt reformy rolnej zdecydują wszyscy posłowie, bo jak zauważył James Nicholson, szkocki rolnik, a obecnie europoseł, w parlamencie to posłowie mają konkretne uprawnienia i wreszcie mogą wywierać konkretny nacisk na końcowe głosowanie i ostateczny wynik. Faktem jest, że reforma ma wejść w życie 1 stycznia 2014 roku, a więc prace  muszą się zakończyć najpóźniej do końca czerwca przyszłego roku.

Na koniec ciekawą refleksją podzielił się znany angielski eurosceptyk John Agnew, który zauważył, że Unia już tak daleko posunęła się w sterowaniu gospodarką i rolnictwem, że zapomniała, że mamy tu państwa, gdzie rolnicy jeżdżą samochodami z 300 konnymi silnikami, a są też państwa, które nadal jeżdżą furmankami.

– Nie może być tak, że niektórzy rolnicy dostają mniej. Te przepisy znowu uderzą w drobnych rolników, a ci którzy jak książę Karol są bogaci i mają dużo ziemi obłowią się jeszcze bardziej. Poza tym jak można zmuszać kogoś by 7% swojej ziemi przeznaczał na nieużytki. To jakaś bzdura, kto wymyślił, że to rolnicy mają się przyczyniać do poprawy klimatu. Np. moje buraki cukrowe w tym roku przymarzły, czy to oznacza, że mamy globalne ocieplenie? – pytał przekornie.

Wspólna Polityka Rolna wprowadzi wiele zmian. Czy będą one korzystne dla polskich rolników? Jeśli tak, to kto zyska, a kto straci? Na te pytania odpowiedzi jednoznacznej jeszcze nie ma. Posłowie póki co, do projektu zgłosili aż 7 tys. poprawek. Ale faktem jest, że nasi rolnicy już dzisiaj muszą się do tych zmian solidnie przygotowywać i tu rola posłów oraz urzędników. Muszą odpowiednio wcześniej o wszystkich zmianach informować.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here