Przyszłość Kociaka nadal tylko na papierze

82

NOWa: Do tej pory pozostaje Pan jedyną osobą, która dbała o stan Kociej Góry. Dlaczego postanowił Pan zająć się modernizacją tego miejsca?

Roman Chandoha: – Mój ojciec nauczył mnie tego, że warto organizować czyny społeczne w słusznej sprawie, ponieważ mogą przynieść wiele dobrego. Od lat 70-tych zacząłem więc organizować takie spotkania. Kiedy na początku lat 90-tych wprowadzono w Polsce zmiany systemowe, był czas takiej euforii. Pomyślałem wtedy, że skoro wchodzimy w okres wolnej Polski to należałoby wprowadzić zmiany, chciałem aby nasza Kocia Góra stała się symbolem takich „otwartych drzwi” na świat. By była interesującym obiektem dla trzebniczan, a także przyjezdnych. Pojawił się w mojej głowie pomysł, by zająć się tym zapuszczonym miejscem. Powiedziałam o nim ówczesnym władzom i działaczom Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej. Dostałem od nich przyzwolenie na to, by zająć się rewitalizacją tego pięknego miejsca. Bodajże na sesji w 1992 r. zapadła decyzja o utworzenia zespołu ds. rozwoju Kociej góry.

NOWa: Jak to miejsce wówczas wyglądało?

R.Ch.: – Strasznie, mocno zapuszczone. Dobrze pamiętam te czasy, kiedy jeszcze w latach 60-tych na szczycie Kociaka odbywały się koncerty i występy zespołów miejscowych. Na jednym z nich występował dr Marian Zielonka, który grał w „Jupiterach”; potem ośrodek kultury organizował turnieje  „Kolorowe wsie”. To miejsce tętniło życiem! Potem, wraz ze zmianą prowadzonej polityki nikt nie interesował się Kocią Górą. Nawet wtedy, gdy po latach postanowiłem przywrócić temu miejscu dawny blask od wielu osób słyszałem tylko, że nic się nie da zrobić w tej kwestii, że potrzeba byłoby wielkich nakładów finansowych i pracy ludzi, a przecież tego nikt się nie podejmie. Strasznie mnie to frustrowało, a z drugiej strony mobilizowało do dalszej pracy!

NOWa: – Udało się Panu znaleźć ludzi, jak długo trwało uporządkowywanie Kociaka?

R.Ch.: – Pomagali mi strzelcy oraz uczniowie z trzebnickiego liceum. Miałem umowę z dyrektorem Władysławem Ziębą, który zezwalał na to, by uczniowie podczas przerwy między zajęciami całymi klasami udawali się na sprzątanie Kociaka. Zaczęliśmy w 1992 r. Robiliśmy dosłownie wszystko: zbieraliśmy śmieci, których na przyczepach wywieźliśmy kilkanaście ton, ręcznie odkrzaczaliśmy teren. Wszystko było zarośnięte dzikimi zaroślami. Przekopaliśmy każdy metr, wybieraliśmy korzenie, a na końcu mój znajomy użyczył glebogryzarkę, która przeorała wejście główne. Dziś udało się zachować szlachetną trawę, która rośnie przy wejściu (w miejscach nierozjechanych jeszcze przez jeepy). Sami zbudowaliśmy scenę, na której potem odbywały się koncerty. Z mojej inicjatywy postawiliśmy kilka szaletów, niestety szybko zostały zdewastowane przez wandali.

NOWa: Co było potem?

R.Ch.: – Nasza praca trwała dwa lata. W maju 1994 r. uroczyście otwarto zmodernizowany Kociak. Pamiętam, że impreza rozpoczęła się uroczystym przejściem z Rynku, w którym wzięło udział wielu mieszkańców. Sam stworzyłem również tablicę pamiątkową, z napisem i logo Kociaka. Dziś ta tablica znajduje się w Muzeum Ludowym Mariana Kowalskiego w Marcinowie. To miejsce stało się ważnym punktem dla trzebniczan. Od maja 1995 r. odbywały się majówki, na których prezentowały się lokalne kapele. Imprezy przyciągały tłumy trzebniczan, odbierałem telefony od innych ośrodków kultury, które chciały wysyłać do nas zespoły grające u nich. Potem Kociakiem zainteresowało się Polskie Radio Wrocław, które od 1996 r. objęło patronat nad „Zlotem Czarownic”, jedną z popularniejszych imprez, które odbywały się na Kociej Gorze. Popularność tego miejsca trwała jeszcze dwa lata, potem przestałem się zajmować promocją Kociaka i organizowaniem tam różnego rodzaju występów. Z różnych powodów, o których nie chcę mówić.

NOWa: Kociak do dzisiaj pozostaje niewykorzystanym miejscem, jednak pojawiła się koncepcja zagospodarowania tego terenu. Burmistrz ogłosił konkurs dla studentów Uniwersytetu Przyrodniczego, którzy przedstawili koncepcje zaadaptowania tego terenu. Widział pan te prace podczas konferencji. Co Pan o nich sądzi?

R.Ch.: – Uważam, że trzeba jeszcze nad nimi popracować, jednak wydawanie pieniędzy na przeprowadzenie konkursu było niepotrzebne. Przecież już blisko 10 lat temu zespół ds. zagospodarowania Kociej Góry stworzył i opracował koncepcję. Te plany są bardzo zbliżone do przedstawionych przez studentów. Kociak był podzielony na strefy rekreacyjne i naukowe (z parkiem archeologicznym), ponadto wymyśliłem, że na górze powstanie amfiteatr, bar, dla sportowców miały powstać pętle rowerowe i tor motocrossowy. Te wszystkie dokumenty spoczywają w archiwum urzędu. Wiadomo, że pewnie trzeba byłoby coś zmienić czy zmodernizować od czasu powstania tej koncepcji, ale przecież jest cały czas dostępna.

Nadal boli mnie to, że nikt nie chce zająć się zagospodarowaniem Kociaka. Nie odbywają się tam żadne imprezy. Wydaje się pieniądze na kolejne koncepcje, a potem nic się nie robi, by wcielić je w życie.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here