Straciła pracę przez „desant wołowski”

    838

    Sprawa sądowa Kamili Wdowik z Obornik Śląskich przeciwko obornickiemu Zakładowi Gospodarki Komunalnej toczyła się przed wrocławskimi sądami pracy przez prawie osiem miesięcy. W swoim pozwie przeciwko tej firmie poszkodowana pracownica domagała się najpierw uznania wypowiedzenia umowy o pracę w ZGK za bezskuteczne i przywrócenia do pracy na poprzednich warunkach, po uprzednim wypłaceniu jej wynagrodzenia za okres pozostawania bez pracy, a następnie, po przegraniu sprawy w I instancji, jedynie kilkutysięcznego odszkodowania za nieuzasadnione zwolnienie z pracy. Zmiana żądań wobec byłego pracodawcy doprowadziła do uzyskania godziwego odszkodowania, które pozwoli bezrobotnej w tej chwili i mieszkającej u rodziców oborniczance spokojnie poszukiwać nowej pracy.

     

    Sekretarka czasowa

    Wszystko zaczęło się w lipcu 2011 r., kiedy urzędujący od niedawna prezes Zakładu Gospodarki Komunalnej w Obornikach Śląskich Jarosław Sołowiej wydał zarządzenie dotyczące wprowadzenia zmian organizacyjnych w przedsiębiorstwie. Stało się to zaledwie w pół roku po rezygnacji ze stanowiska prezesa Arkadiusza Poprawy (luty 2011 r.), który objął stanowisko wicestarosty powiatu trzebnickiego. Zdaniem Kamili Wdowik, pod przykrywką wprowadzania „zmian organizacyjnych” kryła się najzwyczajniejsza w świecie czystka polityczna, w wyniku której straciło pracę kilka osób kojarzonych ze starymi władzami spółki. Część dotychczasowych pracowników administracyjnych zastąpiła grupa osób, nazywana pół żartem pół serio „desantem wołowskim”. Chodziło o to, że wraz z Jarosławem Sołowiejem, byłym dyrektorem szpitala powiatowego w Wołowie, stanowiska administracyjne objęły jeszcze trzy inne osoby, pracujące wcześniej wraz z nim w tej placówce ochrony zdrowia (czyli Justyna Majer, Izabela Szmyt i Aleksandra Traczuk). Jedną z pierwszych osób, które padły ofiarą „desantu” była Kamila Wdowik. W odpowiedzi na pozew wyrzuconej z pracy byłej sekretarki, prawnicy z kancelarii SWWB z Wrocławia stwierdzili, że na przełomie roku nowy prezes doszedł do wniosku, iż konieczne jest zatrudnienie osoby, która znałaby się na przepisach prawa handlowego dotyczących spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, regulaminie pracy zarządu oraz rady nadzorczej spółki. Taka asystentka zarządu prowadziłaby rozmowy z członkami rad nadzorczych, przedstawicielami organu założycielskiego oraz radnymi. W przekonaniu prezesa Sołowieja Kamila Wdowik takim obowiązkom nie była w stanie sprostać, a jej stanowisko sekretarki powinno zostać w przyszłości zlikwidowane, jako zbędne w nowej strukturze. Asystentką zarządu została więc Aleksandra Traczuk, zauszniczka prezesa Sołowieja, już wcześniej znana jako jego sojuszniczka w ekipie rządzącej w wołowskim szpitalu powiatowym

    Przyspieszenie przyszło w grudniu 2011 r., kiedy to Tomasz Dotkuś objął funkcję nowego prezesa spółki. Już 29 grudnia wydał on zarządzenie w sprawie likwidacji stanowiska sekretarki, jako dublującego zadania powierzone asystentce zarządu i ostatecznie 4 stycznia 2012 r. wypowiedział Kamili Wdowik umowę o pracę, wskazując jako przyczynę likwidację stanowiska pracy „sekretarka”. Sęk jednak w tym, że Kamila Wdowik, począwszy od lutego 2011 r. na wyraźne polecenie prezesa Sołowieja, tylko czasowo (w związku z odejściem z pracy poprzedniej sekretarki) wykonywała jej obowiązki, obok dotychczasowych czynności związanych z kompleksowym rozliczaniem inkasentów, obsługą programu Gw-Max oraz współpracą z główną księgową. Taką „czasową sekretarką” przestała być w sierpniu, powracając do dotychczasowych obowiązków w dziale wodociągów i kanalizacji. Jednak parę miesięcy później otrzymała wypowiedzenie z pracy.

    Sąd zmienia zdanie

    31 maja sąd pracy I instancji wydał wyrok w tej sprawie. Nie przychylił się do racji Kamili Wdowik, stwierdzając, że wskazana przez władze spółki przyczyna likwidacji stanowiska sekretarki została „wykazana fizycznie” w trakcie procesu. Sąd potwierdził, że zmiany personalne i organizacyjne w przedsiębiorstwie miały miejsce: kojarzone z prezesem Sołowiejem od czasów wołowskich Justyna Majer i Izabela Szmyt objęły wiosną i latem 2011 r. odpowiednio stanowiska specjalisty ds. kadr i asystentki prezesa zarządu, w przedsiębiorstwie znalazła też pracę nowa pracownica, która zajmuje się sprawami personalnymi i zleconymi, jak np. rozliczaniem kasy zapomogowo-pożyczkowej. Po grudniu 2011 r. w związku z problemami z ciążą, Izabelę Szmyt na stanowisku asystentki prezesa zarządu zastąpiła Aleksandra Traczuk, która miała podpisaną umowę o pracę do 30 września 2012 r. Sąd nie dał wiary Kamili Wdowik, że pełniła te same obowiązki co Izabela Szmyt, a później Aleksandra Traczuk, powołując się na opisane w dokumentach zakresy obowiązków tych osób. Uznano też, że logicznym było, że skoro po zatrudnieniu nowej asystentki prezesa obarczono ją bardzo szerokimi obowiązkami, obejmującymi również prowadzenie sekretariatu, nie było konieczności wyznaczania nowego zakresu obowiązków dla Kamili Wdowik, a rozwiązanie stosunku pracy w okresie późniejszym było jedynie wyrażeniem suwerennej woli pracodawcy w zakresie polityki kadrowej. Na osłodę sąd I instancji nie obciążył procesującej się byłej pracownicy kosztami sądowymi.

    Sekwencja wyroku zszokowała byłą sekretarkę. Złożyła więc niezwłocznie apelację. W rezultacie apelacji Sąd Okręgowy (a więc sąd II instancji) tym razem uznał jej racje, podważając linię orzeczniczą sądu rejonowego i zasądził od Zakładu Gospodarki Komunalnej w Obornikach Śląskich na rzecz Kamili Wdowik odszkodowanie w kwocie 6767 zł wraz z odsetkami ustawowymi za nieuzasadnione wypowiedzenie umowy o pracę w ZGK oraz zasądził od ZGK 270 zł kosztów procesu i obciążył ZGK opłatą od pozwu w kwocie 338 zł, od której Kamila Wdowik była zwolniona.

    W ustnym uzasadnieniu wyroku z 2 sierpnia 2012 r., Sąd Okręgowy wskazał, że pracodawca  wypowiedział umowę o pracę z naruszeniem przepisu art. 45 §1 Kodeksu Pracy, gdyż Kamila Wdowik w okresie likwidacji stanowiska „sekretarka” (grudzień 2011 r.) nie wykonywała od przeszło pięciu miesięcy obowiązków sekretarki. Sąd podkreślił, że Kamila Wdowik tylko „czasowo została skierowana do wykonywania czynności sekretarki”, co podczas procesu zeznał były prezes Jarosław Sołowiej. Polecenie pracodawcy spowodowało zwiększenie ilości faktycznie wykonywanych przez Kamilę Wdowik obowiązków, gdyż obok dotychczasowych czynności związanych np. z kompleksowym rozliczaniem inkasentów musiała obsługiwać sekretariat Zakładu Gospodarki Komunalnej. Natomiast po zatrudnieniu asystentki zarządu, Kamila Wdowik powróciła do swoich wcześniejszych obowiązków i już nie obsługiwała sekretariatu.

    W ostatnim zdaniu sąd wskazał, że pracodawca oczywiście mógł zlikwidować stanowisko sekretarki, ale nie miało to żadnego związku z Kamilą Wdowik, ponieważ zlikwidowano stanowisko, którego nikt od wielu miesięcy już nie zajmował i w konsekwencji nie mogło to być podstawą wypowiedzenia umowy o pracę Kamili Wdowik.

    Wyrok Sądu Okręgowego jest prawomocny.

    1 KOMENTARZ

    1. litości !!! to już nie ma w gminie ważniejszych tematów tylko ZGK? aż strach lodówkę otworzyć!! co nas obchodzi jakaś panienka która nie może pracy znaleźć bo każdy wie, że jest nierobem i lawirantem do tego nielojalnym wobec pracodawcy
      przynajmniej będzie miała więcej czasu na pisanie donosów do gminy bo chyba tylko ona myśli, że ludzie nie wiedzą o jej „hobby”

    ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here