Gminny rów na prywatnej działce

7028

 Przypomnijmy, że to właśnie od 2006 roku woda spływająca po obfitych deszczach ze wzniesienia, na którym stoi dom rodziny Nawalańców, zalewała ich zabudowania. Jak twierdzi Artur Walszczak, woda płynęła jak rzeka, a w niektórych miejscach tworzyły się wiry. – Któregoś razu zalało nam i dom i szopę. Ile nawylewaliśmy się wody z domu i jakie to były dla nas duże straty, to tylko my już pamiętamy – podkreśla Maria Nawalaniec, żona pana Jana. Cała rodzina podkreśla, że wykopanie rowu było jedyną możliwością, aby uchronić ich mienie przed zalewaniem. Artur Walszczak dodaje, że rodzina sama wykonała pewne prace – jak na przykład wykopanie rowu na swojej posesji wzdłuż domu, czy też zrobienie instalacji odprowadzającej wodę spod zabudowania – ale bez rowu wszystkie te zabiegi były tylko półśrodkami. Jan Nawalaniec wielokrotnie pisał podania do Urzędu Miejskiego w Obornikach, w których wnioskował o wybudowanie rowu, aby ten zbierał deszczówkę po ulewach. Jego prośby zostały wysłuchane i w końcu, w 2009 roku, rów został wykopany na zlecenie gminy. – Przy budowie rowu pracowało sporo ludzi i maszyn. Same prace ziemne trwały dość długo, ponieważ rów wykopano na długości około 2 km. Zresztą postawiono zupełnie nowe przepusty, które też musiały sporo kosztować. Wreszcie poczuliśmy się bezpiecznie – opowiada Jan Nawalaniec. Jak się jednak okazało po pewnym czasie, inwestycja nie została naniesiona na mapy. W dodatku, jak twierdzą państwo Nawalańcowie, gmina zupełnie zapomniała o rowie, który został wykopany wzdłuż drogi gminnej, a także wzdłuż granicy sąsiadujących z drogą działek. – Tego rowu nikt nie kosił. Krzaki były wyższe od nas, zresztą tak samo wyglądała droga gminna biegnąca wzdłuż rowu, która w dodatku po wykonaniu inwestycji miała w najwęższym miejscu szerokość 2,8 metra. Rów zarastał i tym samym przestawał pełnić swoją funkcję. Tym bardziej, że jeden z naszych sąsiadów wypuszczał kury, które w nim grzebały i dodatkowo go zakopywały. Kiedy zwróciliśmy gminie uwagę, że rów jest zarośnięty, a kury dodatkowo go spłycają, śmiano się z nas, że przecież kura rowu nam nie zakopie – opowiada Artur Walszczak. Mężczyzna wyliczał również nieprawidłowości, jakich jego zdaniem dopuściła się gmina w najbliższej okolicy domu rodzinnego jego żony: źle wykonane prace geodezyjne, które miały doprowadzić do tego, że jeden z przepustów był częściowo w działce sąsiada. Kiedy rodzina dowiedziała się, że są plany, aby zasypać rów, zwróciła się z prośbą o interwencję do NOWej gazety. – Jeśli ten rów zostanie zasypany, nawet jeśli gmina uprzednio go zaruruje, to nas będzie zalewało nadal, ponieważ spływająca z góry woda będzie przelewała się nad nim, górą i płynęła dalej do nas – twierdzi Jan Nawalaniec.

Próbowaliśmy umówić się na spotkanie z urzędnikami z obornickiego magistratu, by zapytać o sytuację z Przecławic. Odmówiono nam jednak rozmowy i wskazano, że formą komunikowania się z mediami, jaka została przyjęta w Urzędzie Miejskim w Obornikach jest zadawanie pytań na piśmie, w formie wniosku o udzielenie informacji publicznej. Tak też zrobiliśmy i po 14 dniach otrzymaliśmy odpowiedzi sygnowane podpisami Józefa Wnęka, kierownika wydziału rozwoju obszarów wiejskich i ochrony środowiska, Anety Lochańskiej-Czerkas, kierownik wydziału urbanistyki, geodezji i gospodarki nieruchomościami, a także Andrzeja Małkiewicza, kierownika wydziału inwestycji i remontów.

Nowy rów odbudowany?

 Na pytanie, dlaczego inwestycja (rów o długości około 2 km), który biegnie praktycznie przez całe Przecławice, a który został wykonany kilka lat temu, nie został naniesiony na mapy urzędnicy odpowiedzieli: „Zakres prac wykonywanych kilka lat temu w Przecławicach dotyczył jedynie odbudowy istniejącego rowu polegającej na: usunięciu zakrzaczenia, odmuleniu dna i wyprofilowaniu skarp, dlatego nie było konieczności aktualizacji map”. Jednak zarówno państwo Nawalańcowie, jak i ich sąsiedzi, państwo Jan i Danuta Delczykowie, potwierdzają zgodnie, że przed 2009 roku w tym miejscu w Przecławicach nie było żadnego rowu! W dodatku, jeśli faktycznie byłyby to tylko prace polegające na uporządkowaniu, to może przy tej okazji warto byłoby przy zrealizowaniu prac uaktualnić mapy i nanieść na nie długi na 2 km rów, tym bardziej, że na kolejne zadane przez nas pytanie urzędnicy odpowiedzieli, że wykonane roboty zostały odebrane. 

 Geodeci pracowali zgodnie ze sztuką

 Kierownicy wydziałów zapewniają, że nie mają zastrzeżeń co do pracy geodetów, którzy między innymi, wznawiali punkty geodezyjne. „Prace geodezyjne polegające na wznowieniu zniszczonych, przesuniętych lub uszkodzonych punktów granicznych są wykonywane przez uprawnionego geodetę, któremu zlecono wykonanie tego zadania. Geodeta wykonuje powyższe zadanie po uprzednim zgłoszeniu prac geodezyjnych do Państwowego Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej w Trzebnicy, skąd otrzymuje wcześniej sporządzone dokumenty geodezyjne umożliwiające określenie pierwotnego położenia punktów. Powiadomiono strony postępowania w tym przypadku (zgodnie z zakresem zlecenia) stronami była Gmina Oborniki Śląskie i właściciele dz. Nr 73/2. Z przeprowadzonych czynności został przeprowadzony protokół i następnie przekazany do Starostwa Powiatowego w Trzebnicy”.

 Wykopali rów na prywatnej działce

 W odpowiedzi na nasze kolejne pytanie urzędnicy przyznają, że rów został wykopany na prywatnej działce, co więcej, z udzielonej nam odpowiedzi wynika, że rów był jednak kopany od nowa, a nie jak odpowiedzieli w pierwszym pytaniu, że został jedynie „odbudowany”. Oborniccy kierownicy napisali: „Przy wykonywaniu rowu w pasie drogowym drogi gminnej nr 90/2 doszło do naruszenia granicy działki sąsiedniej tj. o numerze nr 73/2 ( czyli działki p. Delczyków – przyp. red.) co wykazane zostało podczas okazania granic części drogi. Na skutek interwencji jej obecnych właścicieli rozważano propozycję wykupu przez gminę tego fragmentu działki wraz z pasem około l m wzdłuż rowu oraz ustanowienie służebności przejazdu do w/w działki od strony działki gminnej nr 72/4. Po szczegółowym podliczeniu kosztów całego zamierzenia w lipcu br. odstąpiono od tego rozwiązania i podjęto decyzję o likwidacji rowu na odcinku stykającym się z w/w działką na całej jej długości poprzez jego zarurowanie. Szczegóły techniczne i dotyczące terminu wykonania powyższego zadania miał określić Wydział Rozwoju Obszarów Wiejskich i Ochrony Środowiska tutejszego urzędu. W trakcie prac przygotowawczych do powyższego przedsięwzięcia zasięgnięto opinii Starostwa Powiatowego w Trzebnicy w zakresie wymaganych dokumentów, tak by spełnione były przepisy prawa budowlanego. Z powyższych konsultacji wynikła potrzeba opracowania pełnej dokumentacji projektowej niezbędnej do uzyskania pozwolenia na budowę, a nie jak pierwotnie sądzono zgłoszenia robót budowlanych. Tym samym znacznie wzrosłyby koszty zarurowania rowu. W chwili obecnej nie podjęto ostatecznej decyzji o sposobie rozwiązania tego problemu, sprawa jest otwarta”. – Warto zauważyć, że wykopanie rowu odbyło się bez wymaganej dokumentacji projektowej i z pominięciem uzgodnień z poprzednim właścicielem działki nr 73/2 tj. państwem Leonardem i Marią  Zys, od których nabyliśmy tę działkę – mówi Jan Delczyk.

Działka bez dojazdu

W kolejnej odpowiedzi na nasze pytanie urzędnicy potwierdzają, że działka państwa Delczyków jest działką budowlaną. Jednak nie można do niej dojechać, ponieważ od drogi gminnej jest oddzielona otwartym głębokim rowem, który w dodatku, jak zresztą przyznają sami urzędnicy,  wykopano w wyniku błędu w 2009 roku na prywatnej działce budowlanej nr 73/2. A jakby tego wszystkiego było mało, to droga gminna od strony której państwo Delczykowie powinni mieć wjazd na swoją posesję, jest nieprzejezdna, ponieważ posiada przeszkody w postaci: nierówności, zakrzaczenia i zachwaszczenia wieloletnimi chwastami ruderalnymi, a na środku tej drogi stoi olbrzymi, drewniany słup energetyczny! – Na domiar złego, bezsensownie na słupie tym za głębokim rowem, Zakład Energetyczny TAURON w Obornikach Śl. zawiesił szafkę energetyczną, przyłącze pomiarowe na wysokości ok. ok. 1 m od ziemi, które miałaby służyć  podłączeniu się do energii elektrycznej z naszą  działką. Niezależnie od powyższego, gdyby nie ten rów otwarty, z drogi tej mogliby korzystać również właściciele działki nr 73/1, którzy obecnie korzystają z wjazdu kosztem terenu własnej posesji, a także inni sąsiedzi np działki nr 73/3, zgodnie z zatwierdzonym projektem podziału nieruchomości z dnia 22 października 2007 r. Z wymienionego podziału nieruchomości zatwierdzonego przez Urząd Miasta i Gminy w Obornikach Śl. wynika jednoznacznie, iż z drogi tej mogłoby korzystać wielu użytkownikówobecnie budowane są dwa nowe budynki mieszkalne – i dlatego droga ta w tym celu została utworzona – mówi Jan Delczyk. Urzędnicy w kolejnej odpowiedzi zaznaczają, że gmina nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji co do tego, czy rów zostanie zarurowany i zasypany czy też nie.

W przedostatnim pytaniu, jakie zadaliśmy obornickim urzędnikom zapytaliśmy, kto jest odpowiedzialny za utrzymanie i odchwaszczanie rowu. „Gmina Oborniki Śląskie odpowiada za bieżące utrzymanie dróg gminnych w tym oczyszczanie i odkrzaczanie rowów przydrożnych” – brzmiała odpowiedź. 

Ostatnią kwestią, jaką chcieliśmy wyjaśnić u urzędników było to, jakie gmina ma plany co do drogi gminnej, dlatego zapytaliśmy: „Droga gminna, która jest drogą dojazdową między innymi do posesji państwa Nawalańców, jest praktycznie nieprzejezdna, porośnięta wysokimi krzakami (jedynie na odcinku biegnącym wzdłuż posesji p. Nawalńca jest regularnie koszona), wszyscy korzystają z drogi tymczasowej przez park. Czy planowane jest w najbliższym czasie utworzenie przejazdu przez drogę gminną, na którą państwo Nawalańcowie oddali część swojej ziemi, tak aby mógł powstać rów?” W odpowiedzi otrzymaliśmy zapewnienie: „Odcinek drogi, na którym występuje zakrzaczenie zostanie przywrócony do przejezdności poprzez usunięcie krzaków i porostów”.

Rowowy pat

 Jak wynika z odpowiedzi udzielonych przez kierowników wydziałów, problem, z jakim gmina musi się teraz zmierzyć, a jaki wynika niewątpliwie z zaniedbań (nie naniesienia wybudowanego rowu na mapy i wykopaniu jego części na prywatnej działce). Wszystko to pociąga za sobą bardzo nieprzyjemne dla mieszkańców konsekwencje.

Tuż po naszej pierwszej publikacji zgłosili się do naszej redakcji państwo Jan i Danuta Delczykowie, którzy są właścicielami działki budowlanej, na której znajduje się bezprawnie wykopany rów gminny. Właściciele wystosowali również na początku września pismo do burmistrza Obornik Śląskich, w którym podają kilkanaście powodów, dla których rów melioracyjny biegnący przez ich działkę powinien zostać zarurowany. Państwo Delczykowie napisali, że: zarurowanie rowu o odpowiedniej średnicy rur umożliwiłoby im wykonanie dojazdu do ich działki; rów biegnie przez ich działkę na długości 70 metrów i zajmuje pow. 50 metrów kwadratowych; że rów jest zbyt duży w porównaniu z ilością wody jaka przez niego przepływa nawet po intensywnych burzowych opadach deszczu; że rów jest wykopany wadliwie o pionowych brzegach przez co następuje naturalne i systematyczne obsuwanie się gruntu; jest porośnięty wysokimi chwastami, które tamują przepływ wody. Delczykowie wskazują również, że zarurowanie doprowadziłoby do przywrócenia rozmiarów działki, jakie widnieją na akcie notarialnym; dałoby również możliwość postawienia trwałego ogrodzenia na cokole; stworzy znacznie lepsze warunki dla przepływu wody, a gmina nie będzie musiała dbać o jego konserwację; zarurowanie poszerzy również drogę gminną. Wskazują także, że zarurowanie jest mniej kosztowne od wykupu pasa ziemi, na której ów rów się znajduje, ponieważ na działce tej poczynili wiele istotnych i kosztownych inwestycji.

Zdaniem Jana Delczyka, gdyby rów został zarurowany na odcinku 70 metrów, nie wpłynęłoby to w żaden sposób na to, że jego sąsiedzi będą zalewani przez wodę. W odczuciu państwa Delczyków sąsiedzi są niezadowoleni z inwestowania na tej działce, co zdaniem jej właścicieli dają im odczuć. Ponadto dodają, że nie tylko rów jest w granicach jego działki, ale i 1/4 przepustu, który w dodatku nie jest zabezpieczony żadnymi poręczami, a rów ten w tym miejscu posiada głębokość ok. 2 m. – Dodatkowo należy zauważyć, że wybudowany przepust na wprost posesji państwa Nawalańców bez  jakiegokolwiek zabezpieczenia, stanowi dużą uciążliwość i zagrożenie przejazdu innym użytkownikom wąskiej drogi, która pod kątem prostym powoduje wjazd na ten niebezpieczny przepust. Natomiast pojazdy o większych gabarytach nie mają w ogóle takiej możliwości. Gmina powołała kilku geodetów i każdy, jak wynika z relacji sąsiadów, źle mierzył. Oni uważają, że woda ich zaleje, a po ostatnich ulewach burzowych wody w rowie było na dnie. Ale dla mnie najważniejszy jest dojazd do mojej działki. Przez to, że zrobił się taki bałagan i brak konkretnej decyzji, nie mogę nawet dokończyć wykonania ogrodzenia. Już w lutym podpisałem umowę z firmą, która wykonuje ogrodzenia i do tej pory nie wiem, w którym miejscu ma stanąć płot. Na rowie? Jestem zmuszony do płacenia kar firmie, z którą podpisałem umowę, ponieważ pracownicy chcą dokończyć pracę, a to wyłącznie ja nie dotrzymuję warunków umowy. Wielokrotnie pisemnie w tej sprawie zwracaliśmy się do Urzędu Gminy o rozwiązanie tego problemu, lecz wymiernych efektów w podjęciu decyzji jest nadal brak. Jeśli gmina nie rozwiąże w najbliższym czasie tego problemu, to jestem zmuszony do niwelacji części tego rowu, która bezprawnie znalazła się na terenie mojej  posesji  –  zapowiada  zniecierpliwiony  Jan  Delczyk.

W tej całej sytuacji widać ogromne zaniedbania gminy, która jest teraz w ogromnym kłopocie – mówi Artur Walszczak. – Co do wypowiedzi naszego sąsiada, to chciałbym zauważyć, że jest właścicielem działki w naszej okolicy dopiero od początku tego roku, dlatego też może jeszcze po prostu nie widział jak płynie rowem woda po ulewach. ja natomiast posiadam dokumentację fotograficzną i filmową. Jedno jest pewne, jeśli rów faktycznie zostanie zarurowany, to woda nadal będzie nas zalewać – kwituje mieszkaniec Przecławic.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here