Rodzice bronią oskarżonej

98

W trzecim dniu procesu sąd przesłuchał kolejnych świadków:  pracownice żłobka, w tym Izabelę Z.- naocznego świadka zdarzeń z marca 2011 roku. Następnie sąd przesłuchał rodziców dzieci uczęszczających do żłobka.

– Robiliśmy z dziećmi żabki, gdy nagle do sali weszła Wioletta S. z Jankiem, po czym rzuciła dzieckiem o podłogę – powiedziała świadek. Izabela Z. wyjaśniła, że momentu wejścia nie widziała. Usłyszała tylko otwieranie drzwi. Gdy przeniosła w tym kierunku wzrok, oskarżona stała już w i trzymała dziecko na rękach.

Świadek zademonstrowała, że opiekunka trzymała chłopca za ubranie: jedną ręką w okolicach kołnierza, drugą – paska spodni. Pokazała też, w jaki sposób zamachnęła się i odrzuciła dziecko do przodu. Wyjaśniła jednocześnie, że jego ciało było na wysokości ok. 1 m – 75 cm nad poziomem podłogi, a nogi miał wyżej niż główkę. Chłopczyk miał uderzyć o podłogę brzuszkiem i brodą. Izabela Z. stwierdziła, ze Wioletta S. po tym wyszła z sali.

– Janek zaczął się zanosić płaczem. Wtedy podeszłam do niego, żeby go uspokoić. Sprawdziłam też, czy nie ma zewnętrznych objawów  – zeznała świadek. Stwierdziła, że nie trzeba udzielać pierwszej pomocy. Gdy uspokajała  Janka, do jadalni wróciła S. – Odepchnęła mnie i powiedziała, że on tu nie jest w nagrodę tylko za karę.

Świadek powiadomiła o zdarzeniu koleżanki. Do dyrektorki żłobka bała się iść, bo „wiedziała, że dyrektor przyjaźni się z Wiolettą”. Umówiła się z koleżanką, że do dyrektorki pójdą razem nazajutrz.

Jednak na następny dzień świadek przemogła się. Jak wyjaśniła sądowi, o zajściu rozmawiała ze swoimi rodzicami i to oni przekonali ją, żeby postępowała tak, jak dyktuje jej sumienie. Zdecydowała więc, że sama opowie wszystko przełożonej. Świadek stwierdziła, że dyrektorka żłobka poprosiła, żeby powtórzyła, tę relację przy Wioletcie S. Gdy ta nie zaprzeczała, zaproponowała jej zwolnienie za porozumieniem stron. Po napisaniu wypowiedzenia, oskarżona wybiegła z gabinetu

Izabela Z. stwierdziła też, że wcześniej nieraz słyszała, jak oskarżona zwraca się do dzieci krzycząc: „debilu, robiony w niedzielę” itp. Wioletta B. z racji swoich obowiązków często odbierała rano dzieci od rodziców. W czasie, gdy byli oni w szatni, była bardzo grzeczna i przymilna, ale jak się zamknęły drzwi, wobec dzieci obrażała ich rodziców.

Świadek opowiedziała też o atmosferze w żłobku po zwolnieniu Wioletty S. Stwierdziła, że gdy pokrzywdzony chłopczyk wrócił po chorobie na zajęcia, inne dzieci zachowywały się wobec niego inaczej, mówiły, że jest niegrzeczny… – Moim zdaniem rodzice musieli z dziećmi o tej sytuacji rozmawiać – powiedziała Izabela Z.

Przed sądem zeznawali też rodzice innych dzieci, którymi opiekowała się Wioletta S. Wszyscy twierdzili, że byli zadowoleni z  pracy opiekunki.

Katarzyna J. stwierdziła, że gdyby coś złego w żłobku się działo, jej dziecko na pewno by o tym powiedziało. Tymczasem nic nie sygnalizowało. Nie używało też żadnych wulgarnych słów, które mogłoby usłyszeć w żłobku. – O Janku powiedziało, że jest niegrzeczny – stwierdziła świadek.

Również Weronika G. była zadowolona z pracy oskarżonej, która opiekowała się dwójką jej  dzieci. Powiedziała, że ani one, ani żadne osoby dorosłe nie sygnalizowały jej, że S. źle traktuje podopiecznych. – O tym, że nauczycielka została posądzona o pobicie dziecka, dowiedziałam się od osób trzecich – powiedziała G.

Sąd odroczył rozprawę w celu przesłuchania biegłego.

Oskarżona nie przyznaje się do winy. Grozi jej kara do 5 lat więzienia.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here