Podleśniczy nie przyznaje się do kradzieży

644

Do pierwszej rozprawy w tej bulwersującej opinię publiczną sprawie doszło we wtorek 21 sierpnia przed Sądem Rejonowym w Miliczu. Prowadził ją przewodniczący wydziału karnego, sędzia Łukasz Perliński, któremu przyszło ocenić postępowanie Arkadiusza K., podleśniczego leśnictwa Ujeździec w Nadleśnictwie Żmigród i jednocześnie radnego powiatowego w Miliczu, prezesa koła łowieckiego „Czapla” w Sułowie , jak również jego wspólnika w przestępstwie, właściciela zakładu drzewnego Włodzimierza G. z Pracz (gmina Milicz, niedaleko Gruszeczki). Podsądni zostali oskarżeni o kradzież i o paserstwo.

Podleśniczy Arkadiusz K. został oskarżony przez milicka prokuraturę o to, że w styczniu tego roku dopuścił się kradzieży 82 m. sześc. tartacznego sosnowego drewna wielkogabarytowego o wartości nie mniejszej niż 31 tys. zł. Do tego skandalicznego wydarzenia doszło na terenie należącym do Nadleśnictwa Żmigród, w okolicach Gruszeczki, w czasie kiedy Arkadiusz K. sprawował nadzór nad wycinką drzew. Wszystko wyglądało zwyczajnie do czasu, kiedy przełożony podleśniczego zorientował się, że pracownicy zakładu usług leśnych wycięli więcej drzew, niż to zakładał wcześniejszy plan. Nie wiedząc do końca, kto stoi za szkodami spowodowanymi w lesie, leśniczy Dariusz Reka zgłosił ten fakt do milickiej prokuratury. W trakcie postępowania przygotowawczego okazało się, że złodziejski proceder trwał już od dłuższego czasu, a w styczniu 2012 r. za całym zamieszaniem niewątpliwie stał podleśniczy Arkadiusz K., który zorganizował nielegalny wywóz drewna z terenu ścinki. Bocznymi drogami pojazdy ciężarowe wywiozły pozyskane drewno do prywatnego zakładu drzewnego w Praczach (gmina Milicz), odległych o niecałe 4 kilometry. Według ustaleń prokuratury Arkadiusz K. sprzedał drewno właścicielowi zakładu drzewnego w Praczach Włodzimierzowi G., który miał pełną świadomość, że cenne drewno pochodzi z nielegalnego źródła. Świadczyć o tym mogła sama cena oferowanego do sprzedaży towaru: według cen rynkowych ukradzione drewno miało wartość co najmniej 31 tys. zł, podczas gdy Arkadiusz K. zażądał za nie jedynie 9 tys. złotych.

Przełom w procesie

Arkadiusz K. i Włodzimierz G. zostali oskarżeni odpowiednio o kradzież i paserstwo. Podleśniczy z Ujeźdźca odpowiadał będzie za przywłaszczenie cudzej rzeczy ruchomej, za co grozi mu kara więzienia od 3 miesięcy do 5 lat. Z kolei właściciel zakładu drzewnego w Praczach odpowiada  za „nabycie rzeczy uzyskanej za pomocą czynu zabronionego”, co jest również zagrożone identyczną karą wiezienia.

Jak się jednak okazało już na pierwszej rozprawie w dniu 21 sierpnia Włodzimierz G. obrał niespodziewaną „linię obrony”, przyznając się do winy i odmawiając składania jakichkolwiek zeznań. W uzgodnieniu ze swoim obrońcą, jak i milickim prokuratorem oraz przedstawicielem Nadleśnictwa Żmigród, w trakcie śledztwa wystąpił on z wnioskiem o dobrowolnie poddanie się karze, w wymiarze zaproponowanym przez prokuratora. Dzięki temu uniknął on nieprzyjemności związanych z publicznym składaniem zeznań i został skazany przez sędziego Perlińskiego  na karę pozbawienia wolności w wymiarze 5 miesięcy, w zawieszeniu na 2 lata. Dodatkowo Włodzimierz G. musi zapłacić 1 tys. zł grzywny, jak również opłacić z własnej kieszeni koszty udziału w rozprawie prawnika wynajętego przez Nadleśnictwo Żmigród (540 zł).

Podleśniczy Arkadiusz K. w przeciwieństwie do swojego „wspólnika” nie przyznał się do winy i w związku z tym konieczne będzie przeprowadzenie pełnego procesu. Kolejna rozprawa odbędzie się w połowie września, przy czym ze względów proceduralnych dojdzie do zmiany sędziego. Należy przypuszczać, że wyrok w tej sprawie usłyszymy nie wcześniej niż na początku 2013 roku.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here