Walka z wiatrakami

667

Mieszkańcy obawiają się, że turbiny wiatrowe, postawione niewiele ponad pół kilometra od ich domostw, przez całą dobę będą hałasem zakłócały im życie, a także wytwarzały szkodliwe dla zdrowia infradźwięki.

Choć spółka Wind Farm Oborniki, należąca do portugalskiej grupy Martifer Renewables S.A. prowadzi badania i przygotowania do budowy farmy wiatrowej już od blisko dwóch lat, informacje na ten temat dotarły do większości zainteresowanych niedawno. W lipcu br. na stronie internetowej ukazało się zaproszenie na spotkanie z inwestorem. Jak się okazało, była to pierwsza oficjalna informacja dotycząca planowanej budowy. Zebranie zwołane zostało jednak nie w celach informacyjnych, ale „w sprawie wydania decyzji środowiskowej dla inwestycji”. Miało więc charakter konsultacji społecznych, do przeprowadzenia których jest zobligowany potencjalny inwestor.

Pozwolili w poprzedniej kadencji

Podczas spotkania Zbigniew Blecha, jeden z przedstawicieli portugalskiej firmy Martifer Renewables S.A., zajmującej się budową ferm wiatrowych, stwierdził, że wybrano gminę Oborniki Śląskie jako miejsce budowy fermy wiatrowej, nie tylko dlatego, że istnieją tu dobre warunki atmosferyczne i wiatry wieją całą dobę. Jako jedna z nielicznych, miała w miejscowym planie zagospodarowania zapis umożliwiający stawianie tego typu inwestycji. – Ten plan został uchwalony w roku 2005, a więc przez samorząd poprzedniej kadencji – asekurował się burmistrz Sławomir Błażewski.

Dodatkowym argumentem za budową w Obornikach Śląskich farmy wiatrowej była podstacja energetyczna w mieście; więc nie trzeba budować specjalnych linii przesyłowych, tłumaczył  przedstawiciel inwestora. – Dzięki temu my zaoszczędzimy na kosztach budowy specjalnych linii energetycznych. Zyska też środowisko, bo w turbinach wytwarza się energię o niskich napięciach, więc do stacji transformatorowej będzie można ją dostarczać kablem podziemnym ułożonym wzdłuż drogi. W dodatku narodowy fundusz ochrony środowiska przewiduje wsparcie dla tego typu inwestycji. Wniosek obornicki przeszedł już wstępne eliminacje.

Spotkanie z mieszkańcami odbyło się w związku z wnioskiem firmy o wydanie tzw. decyzji środowiskowej – wyliczali Zbigniew Blecha i i Joanna Dropińska -Bysiek z Martifer Renewables S.A.

Zdradzili także, że początkowo planowano postawienie w gminie siedmiu wiatraków: w Kowalach, Przecławicach, Piekarach i między Piekarami a Kuraszkowem. – Ze względu na to,że pagórki między Kuraszkowem a Piekarami są wykorzystywane  przez motolotniarzy, gmina nie wyraziła zgody na postawienie w tym miejscu dwóch turbin. Na kolejną w Piekarach nie zgodził się konserwator przyrody, ze względu na gniazdujące tu ptaki i nietoperze. Ostatecznie postanowiliśmy, że postawimy cztery turbiny: dwie w Kowalach i dwie w Przecławicach – powiedział Zbigniew Blecha. Każda z nich, wysokości 100 m,  będzie miała ok. 2 MW mocy – Farma wiatrowa ma być eksploatowana przez co najmniej 30 lat.

Hałas słyszalny i niesłyszalny

Jak się okazało podczas spotkania, przedstawiciele inwestora nie informowali wcześniej, że turbiny wiatrowe staną ok. 560-570 m od niektórych domostw. A to wiąże się z hałasem, jaki wydaje turbina.

Mieszkańcy obecni na spotkaniu, chcieli się dowiedzieć, czy hałas dochodzący od turbin z takiej odległości, a zwłaszcza dźwięki o bardzo niskiej częstotliwości nie będą szkodliwe dla zdrowia ludzi. Powoływali się na normy zachodnie, które przewidują, że odległości wiatraków od mieszkań powinny być znacznie większe: we Francji minimum 1,5 km, w Holandii – 1,9 km, w Wielkiej Brytanii – 2 km, a  w USA –  nawet 3,2 kilometra!

W ostatnich latach pojawiły się opinie, że nie szum wywołany przez turbiny jest największym utrapieniem ludzi mieszkających w pobliżu farm wiatrowych. Najbardziej szkodzi hałas, którego człowiek, nie słyszy: dźwięki o bardzo małej częstotliwości od około 10 Hz do 250 Hz., czyli infradźwięki. Taki hałas, a właściwie wibracje, może trwale uszkodzić narządy wewnętrzne.

Blecha tłumaczył, że polskie przepisy nie precyzują odległości źródła, a określają tylko poziom maksymalnego hałasu, jaki może wydobywać się z urządzenia: nie może przekraczać 40-45 dB. Natomiast nie ma do tej pory wypracowanych żadnych norm infradźwięków i ich szkodliwości na zdrowie ludzi oraz zwierząt. Nie wiadomo więc, jak mocno mogą „hałasować” wiatraki. Brak takich norm powoduje, że nie ustalono, w jakiej odległości od ludzkich siedzib mogą pracować turbiny.

Hałas turbiny powstaje, gdy łopatka turbiny mija się z wieżą. Nie jest to hałas spowodowany przez elementy mechaniczne wiatraków, a przez zawirowanie powietrza.

Jak się okazało, podczas spotkania, dotychczas inwestor nie informował nawet mieszkańców domów, które znalazłyby się w najmniejszej odległości od wiatraków. Informacje o inwestycji jednak docierały, ze względu na konieczność przebudowy dróg, którymi planuje się dowieźć wielkie elementy turbin, a zwłaszcza 40 metrowe skrzydła.

Kto manipuluje dokumentami

Już na początku stycznia mieszkający w Kowalach Stanisław Mojka złożył do burmistrza dwa protesty dotyczące planowanej inwestycji.

W pierwszym domaga się zbadania i uwzględnienia przy wydawaniu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia, wpływu emisji dźwięków oraz infradźwięków. Domagał się w nim określenia maksymalnych limitów emisji hałasu słyszalnego i niesłyszalnego, a także ustalenie takiej lokalizacji dla turbin wiatrowych, która „zapewni brak negatywnego oddziaływania na komfort zamieszkania oraz zdrowie i życie mieszkańców”.

W drugim wniosku domagał się niepodnoszenia poziomu drogi, przebiegającej wzdłuż jego posesji, a mającej być wykorzystywaną do budowy i konserwacji turbin. Jego zdaniem podniesienie drogi spowoduje, że podczas deszczów będzie mu zalewało niżej położony dom.

Jak się jednak okazało na spotkaniu, w przygotowywanym przez inwestora raporcie znalazła się informacja, że pismo p. Mojki zawierało jedynie obawy „o ewentualnych uciążliwościach jakie będą powodowane przebudową istniejącego rozwiązania komunikacyjnego”, a dalej informacja, że „inwestor zadbał o to, aby projektanci rozwiązań drogowych udzielili wyczerpujących informacji zainteresowanym, co do zastosowanych rozwiązań zabezpieczających”.

Takie stwierdzenie szczególnie zdenerwowało wnioskodawcę, bo – jak nam powiedział p. Mojka – aspekt drogi był tylko jednym z poruszonych w piśmie przez wnioskodawcę, natomiast temat emisji hałasów słyszalnych i poddźwiękowych nie został przez inwestora nawet odnotowany. Po drugie: nie tylko nie udzielono żadnych informacji, ale nikt z wnioskodawcami się nie skontaktował, a pismo zignorowano.

Po konsultacjach Stanisław Mojka razem z innym mieszkańcem Kowal, Markiem Długoszem przesłali do burmistrza kolejny wniosek, w którym domagają się, żeby przy podejmowaniu decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla tej inwestycji (dodajmy odmownej) uwzględnić „komentarz merytoryczny do opracowanego przez Wojewódzkie Biuro Urbanistyczne we Wrocławiu „Studium Przestrzennych Uwarunkowań Rozwoju Energetyki Wiatrowej w Województwie Dolnośląskim”, który zaleca budowę farm wiatrowych w wyrobiskach po kopalniach odkrywkowych, albo wzdłuż dróg o dużym natężeniu.

 Gmina pozwala, ustawa – nie

W ostatni piątek sprawa farmy wiatrowej została podjęta podczas spotkania komisji Rady Miejskiej z z Gminną Komisją Urbanistyczną w sprawie projektowanego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Jak zauważył radny Łukasz Budas, nowe studium nie będzie dopuszczało do budowy elektrowni wiatrowych (podobnie jak planowanej w Golędzinowie spalarni śmieci).

Kierownik wydziału architektury Aneta Łochańska-Czerkas poinformowała, że obecnie obowiązujące studium i plan zagospodarowania, który jest prawem miejscowym, dopuszcza budowę elektrowni wiatrowych w gminie w gminie Oborniki Śl. – Nowe studium  przygotowujemy już przy obecnie obowiązujących przepisach nowej ustawy o planowaniu przestrzennym. Zgodnie z nimi, żeby dopuścić tego typu urządzenie, trzeba zrobić dokładną analizę, gdzie je można ustawić. Ale tego typu analizy należałoby zrobić tylko w przypadku zmiany miejscowego planu zagospodarowania, bo obecny dopuszcza budowę w tych miejscach elektrowni wiatrowych – powiedziała kierownik.

Tymczasem wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Agnieszka Zakęś wyjaśniła: – Zgodne z interpretacją uzyskaną u dolnośląskiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska, choć zapis miejscowego planu umożliwia lokalizację elektrowni wiatrowych, nie znaczy, że to jest równoważne z twierdzeniem, iż na każdym terenie rolnym można postawić wiatraki. Ten zapis tylko „otwiera inwestorowi furtkę”, wskazując, że jesteśmy gminą, gdzie ewentualnie można takie urządzenia postawić. Muszą one jednak spełniać przepisy obecnie obowiązującego prawa, czyli nowej ustawy.  Dlatego mamy taką sytuację, że postępowanie się toczy i toczyć musi. Sprawa jest badana administracyjnie, muszą być dostarczone wszystkie dokumenty, muszą wypowiedzieć się konsultanci, żeby na końcu przekazać inwestorowi, że w tym miejscu wybudować elektrowni wiatrowej się nie da.

 

2 KOMENTARZY

  1. Przekręty w promowaniu tak zwanej \energii odnawialnej\: Jak takie przekręty działają?
    Przekręt numer 1:
    Najpierw, kiedyś tam, w nieznanym nikomu czasie, inwestor, EKO Energia, skontaktował się z wójtem Gminy Krasnopol, Józefem Stankiewiczem. Naświetlił swoje zamiary. Wojt, olśniony prospektem wielkich pieniędzy z podatków i szansą przejścia do historii, jako współczesnego króla Józefa Wielkiego, który zastał gminę drewnianą a zostawił murowaną, skwapliwie przytaknął. Zgodził się na współpracę na rzecz inwestora, obiecując, że Rada Gminy, czyli radni, są w wiekszości pod jego kontrolą i nie będą przeszkadzali.
    Przekręt numer 2
    W styczniu, jak grom z jasnego nieba, ktoś gdzieś, od sąsiada, usłyszał, że kilku rolników, w jednej z wsi gminy, podpisało umowy z inwestorem, EKO Energia, na budowę turbin wiatrowych na ich ziemi rolnej.
    Przekręt numer 3
    W kwietniu 2012 roku wójt gminy i rada przystąpili do zmiany \Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Krasnopol\, czyli odrolnienia ziemi, czyli jej uprzemysłowienia (to świętokradztwo), czyli prawnego przygotowania jej do dyspozycji (czytaj okaleczenia) inwestora na działkach tych, którzy nieświadomi efektu swoich decyzji, bezmyślnie podpisali umowy wstępne na budowę wiatraków. Warunkiem do przystąpienia do zmiany \Studium uwarunkowan\ była wcześniejsza, poufna ugoda pomiedzy wójtem i inwestorem, że ten ostatni pokryje koszty procedury administracyjnej odrolnienia działek, na których planowane są turbiny wiatrowe. Czy to jest legalne? W Polsce to kwestia gustu. Nie mniej, jednak, zaczęły się pierwsze pytania i masowe głosy sprzeciwu tych, którzy nie byli o tym spisku poinformowani.
    Przekręt numer 4
    8 maja 2012, pseudo inwestor, EKO Energia, z polecenia swojego poplecznika na Zachodzie, \podarował\ wójtowi Gminy Krasnopol, Józefowi Stankiewiczowi, 400.000 zł, co jest nelegalne w świetle polskiego prawa, jako, że jest sprzeczne z prawem ustawodawczym i równoznaczne z konfliktem interesu.
    Przekrkręt numer 5
    Inwestor, EKO Energia, firma bez własnego kapitału, okazał się oportunistycznym pośrednikiem, żmiją, złodziejem, który w imieniu obcego kapitału reprezentuje jego interesy w Polsce. W nagrodę, w przyszłości ma być wynagrodzony sutym zyskiem z \legalnej\ odsprzedaży tejże inwestycji. To nastąpi z chwilą, kiedy szarada procedury administracyjnej się zakończy, a Rada Gminy Krasnopol zagłosuje pozytywnie na wniosek inwestora. Taka procedura jest też nielegalna, bo nie leży, ani w interesie większości mieszkańców gminy, ani w interesie Polski. I nie powinna wogóle mieć miejsca, zważywszy, że inwestor, czyli EKO Energia, nie ma żadnego poważnego kapitału na proponowaną inwestycję. W dodadku, z ostatniego sondażu wynika, ze ponad 90% mieszkańców Gminy Krasnopol jest przeciwna wiatrakom stawianym bliżej, niż kilometr od ich zabudowań.
    Przekręt numer 6
    Zaczęła się batalia przeciwników farm wiatrowych z przekrętnymi, nibypoważnymi procedurami administracyjnymi wójta.
    Przekręt numer 7
    I to chyba największy przekręt.
    Ministerstwo Gospodarki (cytat z odpowiedzi sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki – z upoważnienia ministra – na interpelację nr. 5316) z dnia 31 maja 2012) zakłada, że \Kluczowym materiałem dowodowym na realizację inwestycji turbin wiatrowych w przeprowadzanej ocenie oddziaływania na środowisko jest przygotowywany przez inwestora raport. W dokumencie tym powinny znaleźć się informacje dotyczące zagrożeń dla środowiska, oraz ludzi, jakie wiązać się będą z realizacją, eksploatacją/użytkowaniem i likwidacją inwestycji\ (nic o jednoznacznch przepisach regulujących kwestię odległości turbin wiatrowych od siedzib ludzkich, oraz obszarów chronionych i cennych krajobrazowo).
    A więc zamiast obiektywnych badań naukowych, Ministerstwo Gospodarki jest gotowe zaakceptować jakikolwiek bzdurny wynik \badań\ inwestora, czyli bezpośredniego zainteresowanego. No bo to leży w interesie inwestora, by raport \oceny oddziaływania na środowisko naturalne\, który on sam ma wykonać, był niczym innym, tylko pozytywnym dla niego. Jesli to nie jest przekręt, to co to jest? Niewinna naiwność? Nie, to główne z założeń i zobowiązań Polski wobec inwestowania w tak zwane \energie odnawaialne\, narzucone przez UE, a rząd polski próbuje się z tego wywiązać, nie angażując się w kontrowersje i wolę obywateli, tylko iść do celu \na chama\.
    Przekręt numer 8
    Wojewoda ma ostatni głos na podjęcie decyzji budowy wiatraków w oparciu o środowiskowe uwarunkowania w danym województwie. Gdyby jednak zawetował tą inwestycję, telefon z Ministerstwa Gospodarki powinien ten problem rozwiązać.

    Jedyna i ostatnia nadzieja na rozsądek w tym szaleństwie bezprawia, to decyzja Sądu Najwyższego RP.
    Czy do tego dojdzie?

  2. Wiatraki są głośne, zabijają ptaki i szpecą krajobraz. Po co wydawać tyle pieniędzy, skoro każdy dziś mógłby zainwestować w fotowoltaikę i produkować prąd ze słońca! Pozdrawiam

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here