Piknik z F-16 i podniebnymi akrobacjami

173

W piękne i słoneczne przedpołudnie 25 sierpnia do Szymanowa w gminie Wisznia Mała na tamtejsze lotnisko Aeroklubu Wrocławskiego ciągnęły tłumy wrocławian i sznury samochodów z całego Dolnego Śląska i spoza niego.

Powód tak ogromnego zainteresowania publiczności był jeden i był to powód oczywisty: otóż na ten dzień zaplanowano Piknik Lotniczy, podczas którego fanatycy i pasjonaci lotnictwa mogli podziwiać na ziemi i w powietrzu samoloty i szybowce, a przy odrobinie szczęścia i zasobnym portfelu nawet przelecieć się jednym z nich.

Maniacy lotnictwa

Doroczny Piknik Lotniczy w Szymanowie nie może się oczywiście równać z największymi tego typu imprezami w Polsce, które organizuje się od lat np. w Rzeszowie i Malborku z udziałem najbardziej znanych wojskowych samolotów wielozadaniowych, transportowców i helikopterów bojowych, tym niemniej nie oznacza to, że impreza nie cieszyła się szalonym powodzeniem.

Było wręcz odwrotnie: pod hangary i polowe lotnisko w tej niewielkiej podwrocławskiej miejscowości niezmiennie ciągnęły tłumy maniaków lotnictwa, zarówno tych najmniejszych, bo zaledwie kilku- lub kilkunastoletnich, jak i starszych, z tematyką militarną obeznanych od lat. Co może niektórych zaskoczyć, w tłumie bez najmniejszych kłopotów można było dostrzec setki pań i dziewczynek, które całą swoją uwagę skupiały na tym, co aktualnie dzieje się na niebie.

Nikogo więc nie dziwiło, że mężowie żonom i córkom lub odwrotnie: żony mężom udzielali fachowych wyjaśnień nt. zasad startu i lądowania, wznoszenia się i przeciągnięcia ewentualnie uzyskiwania licencji skoczka spadochronowego. Uderzające było też to, jak wielu ludzi wyposażyło się w profesjonalne aparaty fotograficzne z potężnymi teleobiektywami oraz duże wojskowe lornetki, umożliwiające oglądanie tego, co się działo nad głowami ich użytkowników.

Jednym słowem, lotnisko zapełniło się tłumem żądnych mocnych wrażeń ludzi, zarówno oglądających samoloty samotnie, jak i w towarzystwie swoich rodzin, które polegiwały na trawie wyposażone w koce, rozkładane krzesełka i parasole przeciwsłoneczne. Bo pogoda w sobotnie popołudnie była dla lotników i ich wielbicieli wręcz wymarzona: świeciło słońce sprzyjające mimowolnemu opalaniu się, zaś niebieskie niebo pokryte było pięknymi białymi chmurami.

Od Bleriota do Antonowa

Organizatorzy, czyli Aeroklub Wrocławski na czele z szefową wyszkolenia Danutą Glejzer i trudniącym się konferansjerką instruktorem szybowcowym Jerzym Musiałem, zadbali o liczne atrakcje dla ciała i duszy. Na sporych rozmiarów placu między klubowymi hangarami rozstawiono liczne stoiska z militariami, na których można było kupić akcesoria wojskowe, takie jak noże myśliwskie, lornetki, kurtki i czapki, a nawet… dobowe racje żywnościowe armii francuskiej.

Nie mniej okazale prezentowały się stoiska z modelami helikopterów, czołgów i samolotów, kombinezonami lotniczymi i spadochroniarskimi oraz, co naturalne, z poliuretanowymi modelami samolotów, które można było puścić w niebo siłą własnych mięśni. Nie zapomniano również o doskonale zorganizowanej gastronomii, jednak dziwił nieco brak wojskowej kuchni polowej serwującej grochówkę z wkładką, czyli solidnych rozmiarów kiełbaską.

Ale to doprawdy nieistotny w sumie szczegół. Wojsko Polskie reprezentowali żołnierze z 31. Batalionu Radiotechnicznego we Wrocławiu, którzy udostępnili zwiedzającym mobilną stację radiolokacyjną, zaś najmłodszym umożliwili wirtualne strzelanie do wyimaginowanego celu, co można było śledzić na wojskowym laptopie.

|Ogromne wrażenie na publiczności robiła statyczna wystawa samolotów i szybowców. Mogliśmy podziwiać replikę dwupłatowego samolotu Bleriot XI, na którym Louis Bleriot w 1909 roku jako pierwszy człowiek przeleciał Kanał La Manche, policyjny miniaturowy samolot dozorowy wykonany z tworzyw sztucznych, który jest w stanie utrzymać się w powietrzu przez godzinę, turbośmigłowe samoloty dyspozycyjne typu PZL M-20 Mewa oraz Piper Seneca, samoloty do holowania szybowców PZL-104 Wilga oraz PZL-101 Gawron, wielozadaniowego dwuskrzydłowego Antonowa An-2 oraz jedno- i dwuosobowe szybowce Jantar, Bocian i Puchacz.

Warto wspomnieć, że legendarnego drewniano-płóciennego Bleriota zrekonstruowała grupa zapaleńców pod wodzą Stanisława Pasternaka i udało się na tej replice dokonać już kilku udanych przelotów nad lotniskiem. W najbliższym czasie samolot ten powinien otrzymać odpowiednie certyfikaty i pozwolenia, umożliwiające wykonywanie na nim klasycznych wielokilometrowych lotów.

Zabawa na niebie i ziemi

Program pikniku lotniczego był bardzo bogaty. Wszystko zaczęło się od efektownych skoków spadochronowych z pokładu Wilgi, które wykonało dwóch doświadczonych skoczków. Zaprezentowali oni nieprzeciętne umiejętności, długo unosząc się dosłownie nad głowami tłumu i lądując w odległości zaledwie kilku metrów od taśm odgradzających płytę lotniska od miejsc piknikowych.

Następnie podziwiano wiązankę akrobacji szybowcowych, wykonywaną od wysokości 1000 metrów. Ogromne wrażenie zrobił cichy przelot lądującego szybowca zaledwie na wysokości kilku metrów nad ziemią, zwłaszcza że ciągnął on za sobą mgiełkę wodną znaczącą wyraźne linie na niebie.

Impreza się rozkręcała, a jedną z jej nieoczekiwanych atrakcji okazała się… efektowna pogoń długowłosego owczarka niemieckiego imieniem Agata za uciekającym spod jednego z zaparkowanych samolotów zającem. Na szczęście zwierzęta nie zrobiły sobie krzywdy.

Jednak naprawdę mocnych wrażeń dostarczył wszystkim dopiero start Wojciecha Krupy, trenera jedynej w Polsce cywilnej Grupy Akrobacyjnej Żelazny, który solo wykonał na swoim turbośmigłowym Zlinie-50 LS szereg piruetów, świec, beczek i przewrotów, znacząc niebo białymi smugami wydobywającymi się z ryczącego silnika. W tym czasie do jednego ze stoisk ustawiła się długa kolejna chętnych, którzy za stosowną opłatą zapisywali się na loty szybowcami lub lot widokowy nad Wrocławiem na pokładzie An-2, popularnego kukuryźnika.

Tak naprawdę jednak gęstniejący z minuty na minutę tłum czekał na gwóźdź programu, czyli dwukrotny przelot nad lotniskiem najnowocześniejszych polskich odrzutowych samolotów bojowych, czyli myśliwców bombardujących Lockheed Martin F-16 Jastrząb.

Te, zapowiadane głośno przez megafony, nadleciały nad lotnisko od zachodu punktualnie o godz. 14.03. Lecące na wysokości ok. 1500 metrów dwa F-16 z potężnym hukiem przeleciały w locie poziomym nad głowami widzów, a następnie, po wykonaniu nawrotu w odległości kilku kilometrów od Szymanowa, ponownie powróciły nad lotnisko, by wykonać wznoszący lot zakończony efektowną szpicą, pozwalającą dostrzec na skrzydłach białe smugi skondensowanego powietrza.

Niestety, cała operacja trwała zaledwie dwie minuty, po czym samoloty odleciały z wielką prędkością w kierunku bazy lotniczej w Krzesinach pod Poznaniem, pod drodze przelatując zapewne nad Prusicami i Żmigrodem. Tylko trwający kilkadziesiąt sekund huk silników przypominał o zwalającej z nóg mocy tych amerykańskich maszyn, mogących atakować cele naziemne i inne samoloty zarówno w dzień, jak i w nocy.

Od tego momentu ożywił się ruch samolotów tłokowych na szymanowskim lotnisku. Co chwila w powietrze wzbijał się któryś z małych samolotów dyspozycyjnych, a niebieska Wilga niestrudzenie, za pomocą wyciągarki, unosiła w powietrze kolejne szybowce.

Tymczasem na scenie pojawił się energetyczny wrocławski zespół Spaceman. Trio wykonało kilkadziesiąt utworów, które wskazywały na ewidentną inspirację szeroko pojętą stylistyką modern rockabilly/roots rocka, z elementami  rock`n`rolla, western swingu i jump-bluesa, a więc muzyki charakterystycznej dla Ameryki drugiej połowy lat 50. i początku lat 60.

Warto wspomnieć, że pierwszym muzycznym akcentem pikniku był koncert orkiestry dętej, natomiast ostatnim hipnotyzujące pulsowanie popowo-reggae`owej grupy Rabastabarbar. Pasjonujący piknik, na którym nie zabrakło konkursów i gier i zabaw dla dzieci, zakończył się dopiero wieczorem, wraz z pięknym zachodem słońca.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here