Sparing Bór Oborniki Śl. – Sokół Wielka Lipa bez niespodzianek

414

Mimo że spotkały się drużyny, które powinna dzielić klasa, na boisku grali niemal jak równy z równym. Kilkanaścioro kibiców, którzy oglądali to towarzyskie spotkanie nie mogło być zachwyconych grą. Większość z nich dała temu wyraz opuszczając stadion przed zakończeniem meczu.

Zwłaszcza goście, od których można było spodziewać się dadzą pokaz gry, robili wrażenie, że przyjechali raczej haratnąć sobie w gałę niż rozegrać mecz. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że pogoda tego dnia bardziej sprzyjała leżeniu na plaży niż bieganiu po boisku za piłką, Jeszcze pół godziny przed rozpoczęciem meczu termometry w miejsce wskazywały 26 st. C. Było parno i bezwietrznie.

Piłkarze Wielkiej Lipy, którzy plasują się w czołówce dolnośląskiej grupy IV ligi, rozpoczęli spotkanie pod swoje dyktando. Szybko jednak okazało się, że oborniczanie nie muszą obawiać się sromotnej porażki. Akcje gości z biegiem czasu okazywały się niedopracowane, a podania niecelne. Mimo to oborniczanom nie udało się wykorzystać braku pomysłu na grę przeciwnika, by szybką kontrą spowodować zagrożenie bramki przeciwników. Ostatecznie, po pół godzinie, K. Gajos, dotychczas piłkarz piłkarz Pumy Pietrzykowice, który wzmocni Wielką Lipę w sezonie 2012/13 umieścił piłkę w pustej bramce. Taki rezultat utrzymał się do końca pierwszej połowy.

Grę wznowiono po króciutkiej – dwuminutowej – przerwie. Zawodnikom nie przybyło siły, ani koncepcji gry. Gdyby mocne i siarczyste słownictwo, jakim porozumiewali się piłkarze obu drużyn, można by nazwać spotkanie bardzo towarzyskim. W 25. minucie drugiej połowy Bełkowski ustalił wynik na 2:0

– To była typowo treningowa gra. W ogóle nie zwracałem uwagę na jakość, bo zabrakło mi aż dziesięciu zawodników z pierwszego składu. Wystawiłem same rezerwy – powiedział nam po meczu trener Sokoła Zygmunt Peterek. – Ja dziś nie patrzyłem na jakość gry. Ważne było, żeby wszyscy biegali i ćwiczyli stałe elementy. Wiem, że podczas meczu większość chłopaków była myślami we Wrocławiu na stadionie Śląska, gdzie się teraz wybierają, (na meczu 3. rundy eliminacji Ligi Mistrzów, na którym gospodarze zmierzyli się ze szwedzkim Helsingborgiem. Wrocławianie przegrali 0:3 – przyp. AB), dlatego nie wymagałem nie tylko wyników, ale i dużego zaangażowania. Mogli sobie w zasadzie tylko pobiegać trochę więcej niż na treningu. Myślę, że Bór traktował ten mecz bardziej prestiżowo, ale my graliśmy na pełnym luzie.

– Jesteśmy po dwóch bardzo ciężkich tygodniach treningowych. Chłopcy niesamowicie grali na treningach, tak, że mają już „swoje w nogach” – powiedział nam trener Boru Marek Mroziński. – Sparingi są właśnie po to, żeby trener wypróbował różnych ustawień. Sprawdzamy różnych ludzi. Jestem trenerem, który nie patrzy na wyniki w sparingach. Lubię, jak chłopcy się angażują i jak walczą, ale nie musi to być koniecznie efektywne.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here