Warzywa i owoce nie tylko ze sklepu

884

Kiedy zacznie się sezon zbiorów bardzo często jadąc samochodem można zobaczyć przydrożnych handlarzy, którzy sprzedają warzywa czy owoce. Zazwyczaj stoją przy ruchliwych trasach, gdzie jest większe prawdopodobieństwo „złapania” klienta. Wybór miejsca również jest ważny, kierowca musi w porę z jechać z drogi i zatrzymać się na moment nie powodując kolizji. Sami handlarze dobrze wiedzą, jak zwabić kupujących: jedni wystawiają w widocznym miejscu skrzynki pełne owoców i warzyw, a oczekując na kupca chowają się w cieniu dużego parasola. Często „wabią” klientów korzystnymi cenami, które odręcznie wypisane są np. na tablicach

Jedni z kupców już od kilku lat mają „swoje” miejsca przeznaczone do handlu. Panią Halinę, która sprzedaje warzywa i owoce z własnej produkcji zastaliśmy w piątkowe popołudnie. Akurat miała chwilę przerwy. Już od trzech lat możemy ja spotkać przy zjeździe do Marczowa. Do pracy codziennie przywozi ją mąż: – Stoję od godz. 9 do 17, z klientami jest różnie, nie raz ruch mam spory ruch od rana, a czasem jest kilka godzin przerwy. Dzisiaj na przykład więcej pracy miałam od godz. 15, kiedy ludzie zaczęli wracać z pracy do domu – mówi kobieta.

Miejsce do handlu w przypadku pani Haliny jest udane – tuż za busem, gdzie trzyma owoce i warzywa jest mały zjazd, a kilka metrów dalej przystanek. Pani Halina jest mieszkanką Marczowa, razem z mężem mają własny sad i pole, z którego sprzedają owoce i warzywa. Na skrzynkach wystawione były śliwki, jabłka, fasolka, brzoskwinie oraz ziemniaki. Ceny są różne: za kilogram śliwek zapłacimy 3 zł, brzoskwiń 2,50 zł, jabłka 2 zł, worek ziemniaków 6 zł. Jak zaznacza nasza rozmówczyni owoce i  warzywa nie są pryskane żadnymi chemicznymi opryskami, a jedynie ekologicznym nawozem, a pole uprawne mieści się daleko od drogi: – Mam stałych klientów, przyjmuje również zamówienia. W sezonie zamawiali truskawkę, czereśnie, teraz ogórki.

Do swojej pracy pani Halina każdego dnia musi się przygotować. Wstaje o godz. 4 nad ranem i razem z mężem zbierają owoce i warzywa, które potem układają do skrzynek. Codziennie trzeba dostarczyć świeże produkty do sprzedaży. – Pomysł z handlem w tym miejscu wymyśliłam sama. Za kilka miesięcy skończę 60-lat, i jest to dla mnie sposób na dorobienie do emerytury. Nie mamy aż tak dużo owoców i warzyw by jeździć na plac targowy do Wrocławia. Zarobek w porównaniu z paliwem i opłatą za handel nie byłby opłacalny – dodaje.

Sezon handlu przydrożnego zaczyna się w Skoroszowie w połowie czerwca, od sprzedaży jagód zbieranych w pobliskim ogromnym kompleksie leśnym. Ceny jagód w tym roku oscylowały między 9 a 12 zł za litr, teraz są nieco droższe, bo generalnie sezon na jagody się zakończył.

Jednak głównym zajęciem sprzedających przy drodze krajowej nr 15 Trzebnica – Krotoszyn jest sprzedaż grzybów. W chwili obecnej handluje się przede wszystkim prawdziwkami, a ponadto podgrzybkami, kozakami i kurkami. Ceny kształtują się na poziomie 10-12 zł za talerz, na którym znajduje się średnio 7-10 okazałych grzybów. Przy zakupie powyżej trzech talerzy stosuje się kilkuzłotowy rabat. Sprzedaje się też jabłka i gruszki z przydomowych ogrodów, wcześniej, w czerwcu i pod koniec maja, sprzedaje się truskawki. Handlem „na stałe” zajmuje się w okresie od połowy czerwca do końca września (apogeum sprzedaży grzybów) ok. 4-5 rodzin, często spokrewnionych, w szczycie ok. 12 rodzin lub nawet więcej. Dzisiaj sprzedawały 4 rodziny. Zbieraniem grzybów zajmują się starsze panie, którym bardzo wydatnie pomagają dzieci, zbierające pieniądze na wakacje. Grzybobranie rozpoczyna się o 5 rano i kończy po ok. 3 godzinach. Grzyby są przynoszone do domu, a następnie segregowane, oczyszczane i wystawiane na sprzedaż. Robaczywe lub uszkodzone przeznaczane są na suszenie. Taki sam los spotyka okazałe sztuki, o ile nie zostaną sprzedane. Najwięcej stoisk pojawia się popołudniu, ok. godz. 14-15, pierwsze stoliki wystawia się ok. godz. 10-11 rano.

Sprzedaż jagód, grzybów, jabłek i gruszek, czasami miodu, nie jest głównym źródłem zarobkowania, przede wszystkim służy podreperowaniu domowego budżetu. Według deklaracji sprzedających, którym zawsze towarzyszy młodzież lub dzieci, kasa idzie przede wszystkim do kieszeni młodych na drobne wydatki, czasami na zakup gadżetów szkolnych. W sezonie najbardziej wydajni zbieracze mogą zarobić do 3 tys. zł ze sprzedaży jagód, nieco mniej ze sprzedaży grzybów (duża konkurencja). Są dni, gdy wystarczy posiedzieć 2 godziny, by sprzedać cały plon porannego grzybobrania, ale trafiają się dni, gdy nie udaje się sprzedać nic. Ten rok należy do umiarkowanych pod względem zainteresowania kupujących, ale trzeba pamiętać, że szał na grzyby rozpocznie się wczesną jesienią (wrzesień i październik). Obecnie sprzedawane grzyby to tzw. grzyby czerwcowe, słynące z tego, że jest ich stosunkowo niewiele i często są robaczywe.

Sprzedażą produktów ogrodowych i leśnych przy drodze krajowej nr 15 zajmują się mieszkańcy Księginic (czerwiec i lipiec: wiśnie i czereśnie), Skoroszowa (jagody i grzyby) i Lasowic (jagody, rzadziej grzyby).

Mieszkańców Skoroszowa „wkurza”, czyli bulwersuje stanowisko policji i niektórych mediów, sugerujące, że sprzedaż przydrożna powoduje zagrożenie w ruchu drogowym. Każdy ze sprzedających ustawia swoje stoliki rozkładane, taborety i ławy w miejscach, gdzie kierujący pojazdami z łatwością mogą zjechać na pobocze, do zatoczek lub na mało uczęszczane skrzyżowanie dróg wiejskich.

Oczywiście takich miejsc do handlu w naszym powiecie jest znacznie więcej. A czy państwo decydują się na zakup owoców i warzyw od sprzedawców, którzy stoją w przydrożnych zjazdach, czy też wolicie kupować w swoim osiedlowym warzywniaku? Zapraszamy do wyrażania opinii na forum www.nowagazeta.pl.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here