Moja Jędrzejowska – ulica z duszą

81

Moja Jędrzejowska to Jędrzejowska z lat 1964 – 1985, zupełnie niepodobna do dzisiejszego nowego, zagraconego budynkami osiedla. Ta moja ulica – to przestrzeń i powietrze, wiatr i burza, słońce i deszcz. To łąka, rzeczka, krzewy i drzewa. To polna droga naprzeciwko cmentarza, skręcająca potem w prawo i biegnąca między łąką a plantacją porzeczek równolegle do ulicy Prusickiej. I kilka poniemieckich domów przy niej stojących.

Tam się urodziłam i pamiętam wszystko: dom, ogród, łąkę i rzekę, może niezbyt wielką, ale wystarczającą na moje potrzeby. Mieszkańcy Jędrzejowskiej, raczej niespecjalnie zamożni, ciężko pracujący, potrafili cieszyć się tym, co mieli. Trzymali się razem, każdy czuł się sąsiadem każdego. Oczywiście stosunki często przypominały „Samych swoich”, ale w sytuacjach kryzysowych ludzie się jednoczyli i każdy mógł liczyć na pomoc sąsiedzką. Bo w biedzie trzeba było pomagać.

Dzieci też było sporo. Bawiła się ta cała hałastra zwykle na łące albo na placyku kończącym ulicę. Wrzaski, kłótnie i rozbite kolana były na porządku dziennym, ale po chwili nikt już o tym nie pamiętał. Dzieciaki były nieodłącznym elementem tamtejszej przyrody: rozwijały się jak rośliny wśród trawy i drzew. Prawdziwych zabawek nie było wiele, ale bawić się można było wszystkim. Do najlepszych należała gra „w puchę” i „w kapsle”. Szczęśliwców posiadających rowery też chyba było niewielu, bo pamiętam, że jeździliśmy na zmianę. Młodsi „do Anki iż powrotem”, starsi „do zakrętu”. Kolejka chętnych stała spokojnie, czekając na swoją kolej. Wiosną obowiązkowo biegaliśmy nad rzekę po bazie, później zbieraliśmy fiołki, w czerwcu zaczynało się łowienie chrabąszczy. Polowaliśmy na te biedactwa siedzące na ogrodzeniach, a później porównywaliśmy, kto ma więcej. Do dzisiaj brakuje mi tych zabaw.

Byłam bardzo związana z moim domem i wtedy nie wyobrażałam sobie życia gdzie indziej. Mój dom krył w sobie mroczną tajemnicę z okresu wyzwolenia Trzebnicy, a jej echa prześladowały jego mieszkańców. Ale to był mój dom – pomimo tego, że często się w nim bałam, szóstym zmysłem wyczuwając dawną tragedię, tylko tam czułam się bezpiecznie. Za moim ogrodem przejeżdżała wąskotorówka, nieco dalej była parowozownia i stacja. Żeby dojść do ulicy Milickiej lub Prusickiej, najlepiej było iść przejściem wzdłuż torów w kierunku jednej lub drugiej ulicy. Trzeba było tylko patrzeć, czy ciuchcia akurat nie jedzie. Jeżeli jechała, z zawrotną szybkością dwunastu kilometrów na godzinę, kiwając się nonszalancko na oba boki – należało uciec do zarośniętego rowu i poczekać aż przejedzie. Najczęściej jechała osobowa motorówka, rzadziej buchający kłębami pary parowozik ciągnący wagony. Czasem wagony ciągnęła „nowoczesna” lokomotywka spalinowa. Oczywiście wszystko w wersji mini.

Pisząc o Jędrzejowskiej, nie mogę pominąć rzeźni, która zatruwała nam życie i powietrze. Smrodek był czasem tak wielki że, szczególnie w środku lata, trzeba było zamykać pośpiesznie wszystkie okna. Poza rozsiewaniem aromatu, rzeźnia była również główną producentką much i szczurów, a w jej zakamarkach mieszkały nietoperze. Na brak dzikiej zwierzyny nie można więc było narzekać.

Zwierzyna gospodarska też tam mieszkała. Kury, kaczki, gęsi, indyki, króliki, nutrie, świnie, nawet krowa. No i oczywiście psy i koty. Wracając kiedyś po nocy do domu o mało zawału nie dostałam, bo rzut oka na drzewo uświadomił mi, że siedzą na nim sępy. Po bliższych oględzinach (kiedy już udało mi się przełamać przerażenie i szok, skąd te milusie ptaszki w tej części świata), sępy okazały się śpiącymi na gałęzi indykami czy też może perliczkami – nie pamiętam dokładnie.

Wyroki losu sprawiły, że świat mojego dzieciństwa przestał istnieć w jednej chwili. W marcowe południe 1985 roku niczego się nie spodziewając wyszłam z mojego domu. Nigdy już do niego nie wróciłam.

Z mojej Jędrzejowskiej do dzisiaj nie zostało nic, bo nie ma łąki, ani rzeki (płynie drenami), nie ma też rzeźni, ani wąskotorówki. Sama ulica też przebiega inaczej, a stare domy zostały przebudowane lub wyremontowane. Ale zostało coś więcej: został duch Jędrzejowskiej obecny w tamtym miejscu i w pamięci tych, którzy tam kiedyś mieszkali.

 

 

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here