Życie na 26 m kw., czyli jak burmistrz mieszkania rozdzielał?

928

Pani Iwona (nazwisko do wiadomości redakcji), jest samotną matką, która wychowuje pięcioro dzieci. Najstarsza córka Paulina skończyła 18 lat, jej młodsi bracia mają: Miłosz 9 lat, Konrad 6 lat, Bartek 11 i najmłodszy 2 letni Allan.

Jak przyznaje w rozmowie nasza rozmówczyni, jej życie nie należało do najłatwiejszych. Nie ułożyło się jej z konkubentem – cóż, nie raz tak bywa. Zgłosiła się do naszej redakcji z prośbą o pomoc. Mieszka w malutkim mieszkaniu komunalnym, wydzielonym ze strychu. Chociaż w niedługim czasie miała otrzymać zdecydowanie większe lokum, nie widzi szansy na zmianę.

Pomoc s. Macieji

Zanim pani Iwona podpisała z Zakładem Gospodarki Komunalnej umowę na najem mieszkania przy ul. Kolejowej, przez kilka lat wynajmowała mieszkanie w Taczowie Małym. Właścicielka tego mieszkania wyprowadziła się do domu swojej córki, u której miała zamieszkać na stałe, niestety kobiety jakiś czas później pokłóciły się.- Ta starsza pani wróciła na swoje, a ja zostałam z dnia na dzień bez niczego. Nie miałam co marzyć o wynajęciu mieszkania w Trzebnicy, bo po prostu nie było mnie na nie stać. Zamieszkałam z dziećmi u moich rodziców. Szybko jednak musieliśmy stamtąd uciekać. W domu panowała nieprzyjemna atmosfera. Mój ojciec pije, ciągle się awanturuje. Wyzywał mnie i moje dzieci. Z pomocną przyszła do mnie siostra Macieja – opowiada pani Iwona.

Trzech synów i córka pani Iwony uczęszcza na zajęcia do świetlicy środowiskowej „Maciejki”, prowadzonej przez siostry Boromeuszki. Siostra Macieja podczas rozmowy telefonicznej, prowadzonej z jednym z chłopców usłyszała w słuchawce krzyki. To dziadek bez powodu łajał za coś jednego z synów pani Iwony. Zaniepokojona sytuacją rodzinną pani Iwony postanowiła pomóc kobiecie. W lipcu skontaktowała się z wiceburmistrz Jadwigą Janiszewską i wspólnie zaczęły szukać rozwiązania dla kobiety: – Pani Janiszewska jest przemiłą kobietą, bardzo poruszył ją mój los. Zaangażowała się w pomoc dla mnie i zaczęła szukać mieszkania – dodaje kobieta.

Kilka miesięcy później udało się! Okazało się, że jedno z mieszkań komunalnych jest puste. Był początek grudnia, gdy pani Iwona dostała wreszcie klucze od „swojego” mieszkania. Była tak szczęśliwa i zarazem zdesperowana, żeby razem z dziećmi zamieszkać z dala od rodzinnego domu, że zdecydowała się na każdą propozycję. – Od burmistrza i pani Beaty Gorzały otrzymałam zapewnienie, że to tylko mieszkanie przejściowe – opowiada kobieta.

Nie ma warunków

Mieszkanie, do którego przeprowadziła się wraz z dziećmi pod koniec ub. roku mieści się w budynku dworca przy ul. Kolejowej. Zostało przerobione ze strychu. Jest malutkie: składa się tylko z jednego pokoju, kuchni i łazienki. Przy drzwiach wejściowych jest mała wnęka, w której udało się zmieścić szafę na ubrania, zaraz za nią wchodzimy do kuchni. Tam sporo miejsca zajmuje wersalka, za nią małe okno, meble kuchenne, lodówka (podarowana przez wiceburmistrz Janiszewską). Z kuchni przechodzimy do jedynego pokoju zastawionymi szafami, łóżkami i biurkiem stojącym przy drugim, małym oknie. Z kuchni również wejdziemy do łazienki. Całkowita powierzchnia, którą zajmuje 6 osób wynosi… 26,6 m kw. – Proszę mi wierzyć, że zimną, kiedy wszyscy byliśmy razem w domu, to już nie mogliśmy wytrzymać w swoim towarzystwie. Jest nam po prostu za ciasno. Teraz, kiedy dzieci mają wakacje część z nich może bawić się na podwórku, mamy trochę miejsca dla siebie – dodaje pani Iwona. Po otrzymaniu kluczy i podpisaniu umowy najmu kobieta urządziła własny kąt. Sama musiała wynieść meble po pozostałych lokatorach, kupiła drzwi wejściowe i pomalowała ściany. – Już minęło kilka miesięcy, a ja nadal nie wiem kiedy dostanę nowe mieszkanie. Od burmistrza Długozimy słyszę tylko „proszę się nie martwić”, żadnych konkretów – zaznacza kobieta. Lekcje na korytarzu Sąsiad pani Iwony przejął się trudną sytuacją życiową kobiety i namówił ją by zgłosiła się do naszej redakcji: – Jest sama, trzeba jej pomóc. Proszę zobaczyć, jak można z piątką dzieci żyć w takich warunkach. To mieszkanie nadaje się tylko dla jednej osoby, dzieci nie mają gdzie odrabiać lekcji – dodaje wzburzony Stanisław Świątek. Rzeczywiście, czwórka dzieci odrabia lekcje przy jednym biurku. W tym samym pokoju spędzają czas na zabawach czy oglądaniu telewizji. Aż trudno uwierzyć, że w tak małym mieszkaniu może codziennie przebywać aż 6 osób! – W szafach w dużym pokoju mam poupychane nasze rzeczy letnie. Cały strych, który jest za ścianą również zajęłam. Tam trzymam ubrania na zimę. W domu po prostu nie mam już na nie miejsca. Najgorsze jest dla mnie również to, że dzieci nie mają własnego pokoju, miejsca do zabaw. Córka jest już dorosła. Nie mają warunków do uczenia się. Jeden z synów dobrze się uczy, w tym roku przyniósł nagrodę. Wszyscy odrabiają lekcje przy jednym biurku, ale jak się można skupić, jak wszędzie jest tyle szumu? Córka, która w tym roku pójdzie do klasy maturalnej nieraz odrabiała lekcje na korytarzu. Inaczej się nie dało – dodaje pani Iwona. Miesięczny czynsz na utrzymanie tego lokum wynosi 431 zł., jak zaznacza kobieta czynsz jest podwyższony ze względu na to, że jest to drugie piętro: – Proszę zobaczyć, że tutaj nie ma kokosów. W tym mieszkaniu nie idzie mieszkać, nie ma żadnego przepływu powietrza. Kratka wentylacyjna zamontowana w łazience to „pic na wodę”, tam nie ma komina! W lecie jest tak duszno, że nie można oddychać, a z kolei zimą jest strasznie zimno. Dach jest w ogóle niedocieplony, trzeba byłoby od mojego mieszkania zakładać między belki styropian, ale nie będę inwestować w to mieszkanie – dodaje kobieta. Rodzeństwo śpi na jednej wersalce Minęło kilka miesięcy odkąd pani Iwona wraz z dziećmi zamieszkała przy ul. Kolejowej, potem znalazła pracę: – Pracę załatwił mi burmistrz, za co jestem mu wdzięczna – dodaje. Wszystko powoli zaczęło się układać – za wyjątkiem obiecanego mieszkania. Pani Iwona cierpliwie czekała na propozycję otrzymania większego „M”, do którego mogłaby się wprowadzić choćby od zaraz. Propozycji jednak nie było. Budynek który dawniej należał do pracowników kolei składa się również z mniejszego obiektu, położonego kilkanaście metrów dalej. Z tego mniejszego budynku wydzielono mieszkanie dwupokojowe z kuchnią i łazienką. Do niedawna zamieszkiwane było przez starszą panią, która jakiś czas temu zmarła: – Dowiedziałam się o tym od sąsiada, który przyszedł i podsunął mi pomysł, żebym napisała do burmistrza pismo z prośbą o przydzielenie dla mnie tego mieszkania – mówi nasza rozmówczyni. Pani Iwona nie zwlekając szybko wystosowała odpowiednie pismo, w którym opisała swoją trudną sytuację materialną. W piśmie z pieczątką urzędu, datowaną na 25 maja czytamy m.in. : „Wraz z pięciorgiem dzieci mieszkam w jednopokojowym lokum (…) Ze względu na mały metraż troje dzieci śpi razem na jednej wersalce, jedno ze mną w kuchni. Ze względu na niemożliwość wstawienia dodatkowego łóżka. Ten problem rozwiązałyby dwa pokoje”. Najstarsza córka śpi na rozkładanej wersalce z dwoma młodszymi braćmi, 11-letni Bartek śpi sam na rozkładanej sofce, a pani Iwona z najmłodszym Allanem śpi w kuchni. Kiedy po miesiącu kobieta nie otrzymała żadnej odpowiedzi na złożone pismo udała się na rozmowę do burmistrza Długozimy: – Powiedział, że on żadnego pisma nie dostał, ale na szczęście zrobiłam kopię, którą mu pokazałam. Potem burmistrz stwierdził, że nie mogę dostać mieszkania, o które prosiłam, bo ten budynek w związku z planowaną budową dworca autobusowego pójdzie do rozbiórki – dodaje kobieta. Tak się mieszka w Blizocinie Kiedy pani Iwona usłyszała zapewnienie, że nikt w tym budynku już nie zamieszka nie drążyła dalej tematu. Cierpliwie czekała na inne mieszkanie. Jakież było jej zdziwienie, gdy kilka tygodni później ktoś zaczął remontować to mieszkanie! – Dostałam telefon od siostry. Tak się składa, że wprowadziła się tam kobieta, którą obie znamy. Wiem, że ma tylko jedno dziecko i do tej pory mieszkała z synem w jednopokojowym mieszkaniu w Blizocinie, i to w bardzo dobrych warunkach. Sama wyremontowała to mieszkanie. Dowiedziałam się, że chciała zamieszkać w mieście, w takim razie niech przyjdzie do mnie, oddam jej swoje mieszkanie – dodaje kobieta. Pani Iwona ponownie udała się ze swoją interwencją do burmistrza: – Kiedy mnie zobaczył od razu skierował mnie do pani Janiszewskiej, odpowiedziałam, że to z nim chcę porozmawiać. Dodał, że ma teraz ważną sprawę do załatwienia w urzędzie i wyszedł z gabinetu. Ja usiadłam w sekretariacie i czekałam. Było mi strasznie głupio, ale jak dowiedziałam się o tym mieszkaniu to się wściekłam. Po pewnym czasie wrócił i zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziałam, że wiem kto wprowadza się do mieszkania o które prosiłam. Zapytałam czym ta pani różni się ode mnie. W odpowiedzi usłyszałam od burmistrza „wie pani jak się mieszka w Blizocinie”, no jak, co dalej ze mną? – dopytywałam. Burmistrz odpowiedział tylko „proszę się nie martwić, wszystko będzie w porządku” – mówi pani Iwona. Taka jest hierarchia O wyjaśnienie tej sprawy chcieliśmy poprosić dyrektor ZGK w Trzebnicy Beatę Gorzała. Kiedy udaliśmy się do niej i nakreśliliśmy problem oraz pokazaliśmy pismo wysłane do burmistrza, pani dyrektor powiedziała, że sprawy nie zna. Nie chciała jednak na miejscu odpowiedzieć na kilka zadanych przez nas pytań, prosząc… o przesłanie ich na piśmie: – Taka panuje hierarchia w urzędzie, pracuję w jednostce podległej, proszę o wystosowanie pytań na piśmie, a odpowiedzi przekaże państwu sekretarz – powiedziała Beata Gorzała. Kiedy powiedzieliśmy, że nie chcemy przetwarzania żadnych informacji, tylko ustosunkowania się do skargi trzebniczanki, pani dyrektor nie zmieniła zdania. Dowiedzieliśmy się jednak, że pani Iwona podpisała stosowną umowę, zatem zgodziła się mieszkać w zaproponowanych warunkach oraz, że „nie ma czegoś takiego jak mieszkania przejściowe”. Próbowaliśmy skontaktować się z burmistrzem Markiem Długozimą, niestety przez kilka dni był dla nas nieuchwytny. Za każdym razem byliśmy informowani w sekretariacie o tym, że „jest na terenie urzędu”, „właśnie wyszedł”, lub jest na spotkaniach. Nie odbierał także telefonu komórkowego. W poniedziałek skontaktowaliśmy się z pierwszym zastępcą burmistrza, wiceburmistrza Jadwigą Janiszewską. Sądziliśmy, że być może od niej dowiemy się więcej szczegółów. Niestety, Jadwiga Janiszewska nie zna sprawy związanej z ubieganiem się pani Iwony o zastępcze mieszkanie komunalne: – Panią Iwonę znam, ponieważ należy do caritas. Nie wiem o piśmie wysłanym do burmistrza. Sprawy komunalne nie leżą w mojej kompetencji. Tym zajmuje się burmistrz Długozima, z nim proszę rozmawiać. Mamy nadzieję, że burmistrz Długozima, znajdzie chwilę czasu i odpowie na stawiane przez nas pytania. Być może wtedy dowiemy się, w jaki sposób dwupokojowe mieszkanie zostało przydzielone osobie, która ma jedno dziecko, a kobieta z piątką dzieci dalej musi mieszkać na 26 metrach.

 

2 KOMENTARZY

  1. Tak jest w tej gminie, kto jest znajomym radnego ma mieszkanie w dwa tyg. w Skarszynie wystarczy mieszkać nie płacić czynszu i pan radny J…. załatwia leniowi mieszkanie socjalne w szkole w Boleścinie, inna rodzina wynajmuje bo ją stać ale z racji koleżeństwa z tatusiem ubiegającego sie ma pierwszeństwo do mieszkania, wiem bo z mężem ubiegamy sie nie mając zadnych warunków mieszkaniowych dostaliśmy odpowiedz ze Ci i Ci sa pierwsi w kolejce a dla nas nie ma nadziei ….gdzie tu sprawiedliwość,d la kogo jest ten system??? pomaga sie tym ktorzy mają a nie tym ktorzy potrzebują…….żenada

  2. To trzeba pogoni dziada Dług……skandal z mieszkaniami to jedno a też wiele innych ciekawych rzeczy można się dowiedzieć. Zamykanie dworców w zimie to tez na porządku dziennym. Tam żeby ludzie zamarza czekając na zwykłe opóźniony pociąg po 2,3 godziny

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here