Profesjonalizm widać było na każdym kroku

332

NOWa: – Jak dowiedziałeś się o tym, że tak wielka impreza jak Nike the Chance ma się odbyć u nas?

Bartosz Mazur: – Zgrupowanie to zostało zorganizowane przez Nike, której przedstawiciele zaprosili do współpracy sztab trenerski młodzieżowej reprezentacji Polski. Z tego co się dowiedziałem, jak już byłem na tym zgrupowaniu, trener pomyślał, aby włączyć do tego jeszcze jedną osobę, która byłaby pomocna w prowadzeniu zajęć oraz w podjęciu decyzji, gdyby np. przy wyborze jeden z trenerów był za jednym piłkarzem, a drugi za innym to wtedy brakowałoby tego trzeciego, decydującego głosu. Poza tym myślę, że byłem pomocny przy prowadzeniu tych zajęć. Byliśmy z Miłoszem podzieleni na dwie grupy. Miłosz miał swoją dwunastkę, a ja swoją. Trener tak naprawdę zajmował się głównie obserwacją podczas treningu tych zawodników.

 

NOWa: – A jak to się stało, że to właśnie ty zostałeś tym drugim trenerem?

BM: – Trener wpadł na taki pomysł i postanowił sięgnąć do największego klubu w naszym regionie, czyli do Śląska z prośbą o zorganizowanie jeszcze jednej osoby. Zadzwonił do mnie trener Paluszek z zapytaniem czy chciałbym wziąć udział w czymś takim, bo po prostu widział mnie w tej roli. I tyle. Ja pracuję z grupami młodzieżowymi w Śląsku, trener trochę mnie zna i dostałem taką możliwość więc przyjechałem. Poza tym pracuję również z seniorami Wiszni Małej i prowadzę zajęcia w Filii Śląska w tej miejscowości.

NOWa: – Jaka była twoja reakcja na to, że będziesz współpracował ze Stefanem Majewskim?

BM: – Przede wszystkim byłem bardzo zadowolony. To było takie bardzo szybkie spełnienie moich marzeń, bo gdzieś tam w swojej pracy trenerskiej każdy marzy o tym, aby pracować na jak najwyższym poziomie, a mi to trafiło się tak naprawdę bardzo szybko. Jestem jeszcze młodym trenerem, niedoświadczonym  a już mi się udało popracować przynajmniej tydzień przy reprezentacji i trenerskich fachowcach.

 

NOWa: – A jak się z nimi współpracowało?

BM: – Na początku troszkę się tego bałem, bo nie wiedziałem jak to będzie wyglądało. Ale już na pierwszym spotkaniu, które mieliśmy dużo wcześniej, niż przyjechali zawodnicy, dostałem ogólny zarys jak to będzie wyglądało i co do mnie należy. Przez cały czas więc wywiązywałem się tak naprawdę ze swoich obowiązków.

 

NOWa: – Na czym polegały te obowiązki?

BM: – Tak troszkę nieskromnie powiem, że były identyczne jak Miłosza, czyli pierwszego asystenta trenera Majewskiego. We dwójkę pracowaliśmy na jednym poziomie. Nie było tak, że byłem osobą włączoną tylko po to aby być. Trener Stefan Majewski skupił się na obserwacji, a my na merytorycznych zajęciach. Siedzieliśmy z Miłoszem, ustalaliśmy wszystkie treningi, bo na każdym staraliśmy się robić coś innego. Na jednym treningu była np.tylko technika, na drugim taktyka. Chcieliśmy tych chłopaków poznać a mieliśmy bardzo mało czasu. Na wszystkich zajęciach brałem więc czynny udział, bo każdy odpowiadał za swoją grupę.

 

NOWa: – Wytworzyły się jakieś więzi w trakcie tego tygodnia?

BM: – Tak, ale nie było łatwo. Z chłopakami było troszkę ciężko dlatego, że oni byli bardzo skupieni, ponieważ wiedzieli o co walczą. Oni byli więc cały czas bardzo skoncentrowani, patrzyli pod swój wynik, starali się jak najlepiej wypaść. Natomiast my także mieliśmy bardzo dużo pracy i w tym czasie wolnym przygotowywaliśmy kolejne zajęcia, dyskutowaliśmy o tym, który z nich lepiej wypadł  na poprzednich zajęciach. Zawodnicy mieli trochę czasu wolnego aby się zregenerować, a my po tych zajęciach mieliśmy jeszcze więcej pracy.

 

NOWa: – Co wówczas robiliście?

BM: – Po treningu musieliśmy ocenić co dalej. Który z piłkarzy przechodzi kolejną selekcję. Nie ukrywam, że po każdym treningu była zawężana kadra, trzeba było wybrać kogoś lepszego i to należało do naszych obowiązków. Pracowaliśmy więc podwójnie, na zajęciach prowadziliśmy trening, a po nim później trzeba było jeszcze wszystko podsumować. Wieczorem zaś musieliśmy znowu podsumować całość dnia i zaplanować kolejny, nowy dzień.

 

NOWa: – Jak taki dzień wyglądał?

BM: – Był zaplanowany schemat co robimy. Natomiast same zajęcia dobieraliśmy podczas obserwacji tego jak chłopcy się czują. Był sztywno ustalony plan, ale my go weryfikowaliśmy, ponieważ większość tych chłopaków nigdy w życiu dwa razy dziennie nie trenowała. Dla nich było to bardzo duże obciążenie. Wszyscy wytrzymali, ale Wojtek, masażysta pracujący na co dzień przy reprezentacji miał bardzo dużo pracy.

 

NOWa: – Czy to prawda, że pośród 24 piłkarzy w Trzebnicy był jeden, który od początku się wyróżniał i wyrastał na lidera?

BM: – Nie po pierwszym treningu, bo nie dało się tego zrobić. Na pierwszym treningu mieliśmy małe gry, gdzie chłopcy mogli pokazać swoje umiejętności, ale nie było faworyta. Po pierwszym treningu tak naprawdę nie potrafiliśmy sobie dopasować nazwisk do twarzy. Ale po drugim, trzecim treningu Kamil już tak powoli nam wyrastał na lidera tej drużyny. Szczególnie w środowej grze, gdzie zafundowaliśmy im grę brazylijską i zagrali w oryginalnych strojach reprezentacji Brazylii. Zostali podzieleni na pozycjach (każdy z nich musiał podać dwie, w których najlepiej się czuje, i  grał właśnie na takiej, która mu najbardziej odpowiada). W tej grze Kamil pokazał, że jest liderem. I tak naprawdę od środy już obserwowaliśmy go pod kątem psychicznym, jak on podchodzi do tego tematu.

 

NOWa: – A jak podchodził do niego trener Majewski?

BM: – Nie ukrywam, że trener Stefan Majewski ma kilka takich „myków” podejścia do zawodników. Z jednej strony Kamilowi pokazywaliśmy, że nie jest najlepszy, tylko po to, aby sprawdzić jak on sobie z tą presją radzi. W pewnym momencie, już w grze finałowej, trener zastosował taki naprawdę brutalny cios, aby sprawdzić jego psychikę i w ostatnim, finałowym meczu w pierwszej połowie gry posadził Kamila na ławce. Na ostatniej odprawie przed tym meczem, kiedy na rzutniku pojawił się skład i chłopak zobaczył, że jego tam nie ma, że siedzi na ławce, podejrzewam, że dużo wtedy w jego głowie się działo. Przez cały tydzień czuł się liderem, a w tym momencie na pewno wkradła się niepewność.

 

NOWa: – Jaki był cel takiego działania?

BM: – Założenie było takie, że zagra te 45 minut, ale w drugiej połowie. My chcieliśmy zobaczyć jak on sobie poradzi gdy wejdzie z ławki rezerwowych, jak się będzie zachowywał, mimo tego, że już praktycznie był naszym liderem i został wybrany już przed tym finałowym meczem. Powiem szczerze, że trzeba było trochę chłopakowi pomóc, bo jak wszedł w tej drugiej połowie na boisko, to przez pierwsze 10 minut miał bardzo dużo strat, widać było bardzo duże u niego zdenerwowanie.

 

NOWa: – Jak mu pomogliście?

BM: – W naszym sztabie szkoleniowym od środy przebywał z nami psycholog, który na Euro 2012 z trenerem Smudą był z zawodnikami i to on tak naprawdę dużo nam pomógł, wyprowadzając chłopaków, nakierowując ich i mówiąc jak wszystko ma wyglądać w poważnej piłce. Ten test Kamil zdał, bo pierwsze 10 minut na boisku był poddenerwowany, ale pamiętam to jak dziś, i chyba długo będę jeszcze o tym pamiętał, jak siedzieliśmy w takim skupieniu aby wybrać jeszcze jedną osobę na wyjazd do Barcelony. Obserwowaliśmy także Kamila, który był bardzo pogubiony i pamiętam jak w pewnym momencie Stefan Majewski ruszył do linii bocznej i tam bardzo mocno zdopingował Kamila. Chłopak się ogarnął i przez ostatnie 30 minut znów pokazał, że to właśnie on jest liderem. Jeśli chodzi o drugą osobę, to była bardzo wyrównana walka. Tutaj zadecydowały również walory typowo piłkarskie. Myślę, że wybraliśmy dwie osoby, które nas będę godnie prezentowały w Barcelonie.

 

NOWa: – Zgrupowanie zakończyło się uroczystą galą. Jak ona przebiegła?

BM: – Gala była prowadzona przez Rafała Patyrę. Rafał jest profesjonalistą i kolejna osobą z telewizji, A to znowu napędziło u tych chłopaków potężną rangę tego turnieju. Zawodnicy byli otaczani nazwiskami znanymi w środowisku piłkarskim i nie tylko. Pod względem organizacji nad wszystkim czuwał Krzysiek, który jest dyrektorem Nike on również  podpisuje z największymi gwiazdami kontrakty indywidualne. Ta osoba wyławia sobie np. Ronaldo i próbuje się do niego dostać, podpisać indywidualny kontrakt. Chłopcy byli otoczeni całym sztabem szkoleniowym, medycznym, organizacyjnym itd. Przez ten tydzień mogli poczuć się jak gwiazdy. Mieli wszystko prane z treningu na trening. Koszulki przygotowywane numerami identycznie jak to się odbywa w wielkich klubach. Było czuć profesjonalizm na każdym kroku. Od posiłków, które były ustalane przez dietetyków reprezentacji Polski.

 

NOWa: – Jak oceniasz swoją współpracę z trenerami? Czego się nauczyłeś przez ten tydzień?

BM: – Współpracę wspominam bardzo mile. Zostałem włączony do tego sztabu jako osoba trochę niedoświadczona, natomiast dostałem kredyt zaufania od  klubu Śląsk Wrocław, bo to oni wskazali na mnie. Po rozmowie telefonicznej z trenerem Majewski przed samym zgrupowaniem, po wysłaniu wszystkich dokumentów, aplikacji, trener postanowił, że mnie włączy do tej kadry i da mi szanse.

 

NOWa: – Wykorzystałeś ją?

BM: – Myślę, że ją wykorzystałem, bo jak kończyliśmy to zgrupowanie, usłyszałem kilka ciepłych słów. Najfajniejsze tak naprawdę były dwa telefony na drugi dzień. Zadzwonił do mnie Miłosz z podziękowaniem za współpracę, porozmawialiśmy dość długo. Drugim telefonem był ten od Stefana Majewskiego, który powiedział, że w nagrodę za to, co im tutaj pomogłem, chciał abym pojechał jeszcze z nimi na tygodniowe zgrupowanie reprezentacji U-21  bo się przygotowują do meczu z Grekami.

 

NOWa: – Pojedziesz?

BM: – Jeżeli będą się przygotowywali w Polsce to wezmę udział w tym zgrupowaniu, jako jego asystent przez tydzień czasu, natomiast jeśli polecą na zgrupowanie do Grecji, to niestety nie będę mógł skorzystać z tego, ponieważ PZPN na to by nie pozwolił. Jeśli więc będzie to w Polsce to będę mógł skorzystać, jeśli za granicą, to niestety nie. To jest dla mnie bardzo duże wyróżnienie, bo mam świadomość, że trener chyba zapamiętał moje nazwisko i mam nadzieję, że w przyszłości będę miał jeszcze możliwość z nim współpracować.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here