Trzebniczanka wygrała w konkursie „Fortuny”

165

Przez kilka ostatnich tygodni w gazetach lokalnych, między innymi w NOWej pojawiał się cykl artykułów „Fortuna radzi”, w których w przystępny sposób tłumaczono terminy i zasady ekonomii. Pokazywano między innymi skąd biorą się pieniądze, a także tłumaczono co to jest budżet. Na stronie internetowej „Fortuny” ogłoszono konkurs rodzinny. Aby wygrać weekendowy pobyt w Warszawie należało własnymi słowami podać definicję jak największej ilości terminów ekonomicznych. Startujący w konkursie nie mogli kopiować istniejących już definicji, co restrykcyjnie sprawdzała komisja konkursowa. Uczestnicy mogli wybierać spośród ponad setki terminów. Jak się okazało, w konkursie wzięła udział trzebniczanka, która wraz z synami występowała pod nickiem „Rodzina Ani” i okazała się bezkonkurencyjna. W konkursie, który trwał do końca maja bezapelacyjnie zwyciężyła Anna Jełłaczyc.

Ewa Barlik, dyrektor Biura Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, współorganizatora konkursu potwierdza, że trzebniczanka zdeklasowała rywali. – Wiemy, że to już nie po raz pierwszy pani Ania wystartowała w naszym konkursie i za każdym razem otrzymywała nagrody. Definicje, które stworzyła z synami były zdecydowanie najlepsze. Poza tym pani Ani udało się stworzyć najwięcej definicji, które w dodatku były bardzo zabawne i rymowane – mówi Ewa Barlik i dodaje, że w tej edycji konkursu nagroda była bardzo atrakcyjna: weekendowy wyjazd do Warszawy  z opłaconymi noclegami w hotelu, przejazdem pociągiem, wejściem do Centrum Nauki Koprenik, a także wizytą w Narodowym Banku Polskim z własnym przewodnikiem.

Jej definicje powalały

Anna Jełłaczyc przyznaje, że chętnie bierze udział w różnych konkursach, również tych organizowanych przez Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, przy współudziale Narodowego Banku Polskiego: – Ten konkurs był już trzecim w którym brałam udział. Za pierwszym razem wygrałam srebrną monetę, za drugim wiertarko-wkrętarkę, teraz zaś   wyjazd do Warszawy.

Laureatka konkursu mówi, że definicje „same się jej pisały”:-  Częstochowskie rymy mają jakąś szufladkę w mojej głowie i wyskakują z niej w najmniej oczekiwanym momencie. A jak już ten pierwszy wychylił się z definicją, to postanowiłam pójść tym tropem. Jestem pedantką, więc lubię, gdy zachowana jest pewna jednorodność – mówi i dodaje, że razem z synami udało się jej stworzyć 123 definicje różnych terminów: – Może przytoczę te, wymyślone przez moich synów: Igora i Borysa. Bardzo podobało mi się, jak próbowali „rozgryźć” je. W końcu pojęcia ekonomiczne to zupełna abstrakcja dla niespełna sześciolatków:  „WIERZYCIEL – to taki ktoś, kto w coś wierzy, na przykład w pieniądze – jak Scrooge; może też wierzyć, że coś mu się uda, albo, że nic złego mu się nie stanie (…)”, „STOPA BEZROBOCIA – (pierwszy syn) hmm, czyli, że stopa nie ma jakiejś roboty? To bez sensu… nie wiem… (Na co drugi syn) Ja wiem! Wtedy stopy nie muszą chodzić, biegać, skakać, czyli nudzą się, bo nie ma dla nich żadnej roboty”, „WOLNY RYNEK – jest wtedy, gdy w Rynku jest pusto, bez ludzi i samochodów, czyli ulica jest wolna”, „BILANS PŁATNICZY. My przecież mieliśmy bilans czterolatka, czyli takie badania sprawdzające! A płatniczy, bo się za niego płaci!”, „MAJĄTEK OBROTOWY oznacza, że dużo forsy się kręci”, „GOSPODARKA – definicja pierwszego syna: pani, która sprzedaje; definicja drugiego syna: pani, która pracuje na gospodarstwie, czyli farmerka”itd.

To była niezapomniana wyprawa

Wczoraj pani Anna wróciła z Warszawy, gdzie odebrała swoją nagrodę: – Pierwszego dnia

 zwiedzaliśmy Narodowy Bank Polski. Myślałam, że chłopcom będzie nudziło się tam, ale było wręcz przeciwnie – wszystkiego byli ciekawi. Myślę, że tak naprawdę to dopiero po latach, gdy sięgną do rodzinnego albumu, docenią rangę tego, iż oglądali zakamarki NBP, które nie każdy ma możliwość zobaczyć. Później udaliśmy się na wycieczkę częścią Traktu Królewskiego – w stronę placu Zamkowego. Właściwie mieliśmy wielkie szczęście być zakwaterowani w przepięknym zakątku stolicy – przy Krakowskim Przedmieściu. Jest to chyba najpiękniejsza i najbardziej reprezentacyjna ulica Warszawy, z mnogością zabytków dziedzictwa narodowego

Drugi dzień cały przeznaczyliśmy na wizytę w planetarium i Centrum Nauki Kopernik, które zrobiło na nas ogromne wrażenie. Mieliśmy również okazję uczestniczyć w przedstawieniu Teatru Robotycznego, gdzie aktorami są roboty, a ściślej RoboThespiany, czyli RoboAktorzy. Byliśmy też w parku Odkrywców i nad Wisłą. Trzeci dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie: Starówka, pomnik Syrenki, pomnik Kilińskiego, Barbakan, Grób Nieznanego Żołnierza, Ogród Saski, palma w centrum miasta, Łazienki. Uczestniczyliśmy w koncercie chopinowskim przy pomniku – przy fortepianie zasiadał Edward Wolanin. Obejrzeliśmy plenerową wystawę genialnych prac Rafała Olbińskiego. Na koniec zostawiliśmy frajdę dla dzieci – lunapark pod kopułą Inca Play, do którego wejściówki wygraliśmy podczas Targów Przedszkolaka. W planach było jeszcze zoo, Stadion Narodowy, Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum Kolejnictwa – czas jednak już na to nie pozwolił. Czujemy się „zmasakrowani wrażeniami”, oszołomieni tym wszystkim, co przeżyliśmy w ten weekend. Było wspaniale, to była przygoda naszego życia! Jesteśmy też niezmierni wdzięczni pani Ewie i panu Jackowi Barlik, ze Stowarzyszenia Gazet Lokalnych za ciepło, troskę i gościnność. Z życzliwością służyli nam pomocą, dzięki czemu pobyt w stolicy był naprawdę przemiły – opowiada Anna Jełłaczyc.

 Konkursy to jej jedyny nałóg

Laureatka zapowiada, że nadal będzie brać udział w różnych konkursach: – Moja sytuacja zawodowa jest jaka jest, dlatego nadrabiam w ten sposób. Dzięki temu mogę zdobyć dla dzieci to, czego – niestety – nie mogę im zakupić. Niektórzy mi mówią: „ale Ty masz szczęście w tych konkursach!”, a prawda jest taka, że to nie (jedynie) szczęście, ale kawał ciężkiej pracy. Trzeba je wyszukać, działać szybko, mieć jakiś pomysł i strategię. No i nigdy nie można być pewnym wygranej – w końcu zawsze ktoś może okazać się lepszy. Szczęściem jest tu jedynie: znaleźć się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze i z odpowiednim doborem „współgraczy” – zaznacza Anna Jełłaczyc.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here