Uwaga na małego intruza

160

Janina Noculak z działu epidemiologii trzebnickiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej potwierdza, że w tym roku pojawiło się więcej kleszczy niż w poprzednim, częściej też można je spotkać na ogródkach działkowych i tych przydomowych: – To, że ktoś został ukąszony przez kleszcza, wcale nie musi oznaczać, że od razu zachoruje na którąś z chorób przenoszonych przez te owady. Kiedy zwierzę przebije skórę i wgryzie się w nią, może wywołać odczyn alergiczny, który nie musi świadczyć o zachorowaniu. Jeśli od ukąszenia do wyjęcia kleszcza minęło kilka godzin, na skórze wcale nie musi pozostać żaden ślad – mówi Janina Noculak i dodaje, że niektórzy ludzie sami usuwają ze skóry pasożyta, inni zgłaszają się do pielęgniarek lub lekarzy i takie właśnie postępowanie zaleca Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna.

Z kleszczem do pielęgniarki

Wizyta u lekarza jest bardzo ważna, ponieważ przy okazji usuwania kleszcza przeprowadzany jest wywiad z pacjentem, podczas którego jest on pytany między innymi o przebyte choroby i ogólny stan zdrowia. Ośrodki zdrowia traktują wyciągnięte kleszcze jako odpad medyczny.  Bakteria z rodzaju krętków,  która wywołuje boreliozę, najczęstszą kleszczową chorobę nie musi atakować każdego organizmu, do którego się dostanie, dlatego tak ważne jest aby miejsce po ukąszeniu owada, w którym wystąpił odczyn obejrzał lekarz. Przy zakażeniu chorobą, pojawia tak zwany rumień wędrujący – określany jest tak ponieważ pojawia się na skórze, niekoniecznie w  miejscu ukąszenia kleszcza. U osób, które mają skłonności do alergii może się pojawić nawet w kilku miejscach, w okresie od 1 tygodnia nawet do 4-5 miesięcy – mówi Renata Widłak-Stępień, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Trzebnicy. Jak podkreśla PSSE prowadzi statystyki ilości zachorowań na boreliozę, a także kleszczowe zapalenie opon  mózgowych, natomiast nie gromadzi informacji dotyczących ilości osób mających bezpośredni kontakt z kleszczami. – W zeszłym roku zgłoszono nam 12 zachorowań na boreliozę. W tym roku mamy już zgłoszone 3 zachorowania na tę chorobę. O ile przed kleszczowym zapaleniem mózgu możemy się zabezpieczyć poprzez szczepionki, a na rynku dostępne są trzy – o tyle, w Polsce nie ma dopuszczonej do użytku żadnej szczepionki, która uodparniałaby na boreliozę – mówi dyrektorka, a Janina Noculak dodaje, że są zawody, których wykonywanie dodatkowo naraża ludzi na ukąszenie kleszczy: – Zakłady pracy, które zatrudniają leśników, pracowników dbających o zieleń miejską, czy lekarzy weterynarii, są zobowiązane do zakupu szczepionek i przeprowadzenia szczepień profilaktycznych na własny koszt. Również rolnicy i wszystkie osoby, które przebywają w środowisku zasiedlanym przez kleszcze, powinny, po konsultacji z lekarzem, zaszczepić się. Trzeba jednak pamiętać, że żadna szczepionka nie jest obojętna dla organizmu i o jej zleceniu decyduje lekarz. Jeśli już ktoś zaczyna się szczepić, powinien pamiętać o dawkach przypominających, co 2-3 lata.  

Borelioza z opóźnionym zapłonem

O ile pierwsza faza choroby, kleszczowego zapalenia mózgu, która charakteryzuje się wysoką gorączką, pojawia się już po 7-14 dniach od ukąszenia, o tyle borelioza może nie dawać objawów przez lata. U chorego mogą się pojawić bóle stawów czy gorączka, ale pacjenci nie wiążą jej zwykle z ukąszeniem kleszcza, które miało miejsce w przeszłości.

Najlepsze najprostsze sposoby

Janina Noculak podkreśla, że nie ma idealnego sposobu na to, żeby zabezpieczyć się przed ugryzieniem kleszcza: – Nie dysponujemy badaniami, które pokazywałyby jakie środki mają najwyższą skuteczność, jeśli chodzi o ochronę przed ukąszeniem. Na pewno spreje, które można kupić w aptekach i drogeriach w jakiś sposób odstraszają kleszcze, ale nie dają 100 procentowej ochrony. Czasem tego typu preparaty same mogą wywoływać odczyny alergiczne. Na pewno nie działają też „ludowe” sposoby, takie jak dym papierosowy, czy też czosnek roztarty na skórze – mówi Noculak i dodaje, że to czy owady do nas lgną czy też nie, uzależnione jest od indywidualnych predyspozycji: – Niektóre osoby wydzielają taki zapach skóry, który przyciąga kleszcze i choćby nie wiadomo jak się zabezpieczały, to nie unikną kontaktu z tym owadem. Na pewno wychodząc do lasu, czy też wykonując różne prace w ogrodzie warto założyć gumowe buty, długie spodnie, koszulę czy bluzkę z długim rękawem, a także czapkę lub kapelusz na głowę, ponieważ jak wiadomo kleszcze spadają na swoje ofiary. Szczelne ubranie w znacznym stopniu utrudni zwierzęciu kontakt ze skórą.

 Kleszcze groźne dla zwierząt

Te małe niepozorne stworzonka są również groźne dla naszych pupili. Przede wszystkim psy i koty, które podczas codziennych spacerów nie stronią od wysokich traw czy zarośli są najbardziej narażone na ukąszenia kleszczy. – Obserwujemy, że kleszcze pojawiają się sezonowo, zwykle najwięcej jest ich wiosną, w czerwcu i lipcu atakują rzadziej, natomiast drugi okres ich wzmożonej aktywności przypada na drugą połowę sierpnia i wrzesień – mówi Filip Lewiński, lekarz weterynarii. Na rynku są już preparaty, które dobrze chronią zwierzęta przed kleszczami: – Można zakupić specjalne płyny do wcierania w kark zwierzęcia, albo wybrać obrożę, która uchroni psa lub kota od kleszczy i pcheł, nawet przez cały sezon. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że obroże wydają się skuteczniejsze. Cena tych najskuteczniejszych dla dużych psów może sięgnąć 80-100 zł – podaje weterynarz. A jak postępować, kiedy kleszcz już wpije się w skórę zwierzęcia? – Zawsze można przyjść do weterynarza, który pomoże usunąć intruza. Niektórzy właściciele sami potrafią to zrobić pęsetą lub specjalnym urządzeniem, które można zakupić u weterynarza. Są to proste w konstrukcji kleszczyki, które same się zamykają. Najtańsze można kosztują 10 zł, a  takie, które stosuje się również u ludzi, które można dezynfekować w autoklawie, około 50 zł. Na pewno po wyciągnięciu kleszcza, podobnie jak u ludzi, trzeba obserwować miejsce ukąszenia. Co prawda niektórzy mówią, że jeśli usunie się kleszcza do 24 godzin od ugryzienia, to nie powinien on zdążyć zakazić swojej ofiary, ale zawsze lepiej „dmuchać na zimne” – przekonuje Filip Lewiński.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here