Wielka Lipa z Palmą Kuraszkowa

249

Drugie miejsce zajęła drużyna broniącego tytułu Borówka, trzeci był zespół Wszemirowa,oba  z gminy Prusice, czwarty Malina – gmina Wisznia Mała, piąte i szóste miejsce zajęły sołectwa żmigrodzkie – Sanie  i  Niezgoda, na siódmym uplasowały się ex aequo: podobornicka Osola i Kryniczno z gminy Wisznia Mała. Zwycięzcy otrzymali puchary i nagrody rzeczowe: za I miejsce kosiarkę, a za drugie i trzecie – kosy spalinowe.

Ponieważ kuraszkowskie igrzyska zostały rozegrane na tydzień przed rozpoczęciem zmagań olimpijskich, rozegrano konkurencje o nazwach kojarzących się ze sportem na poziomie światowym: bieg Justyny Kowalczyk, rzut Szymona Ziółkowskiego, delikatność Pudziana; kolejna dyscyplina miała nazwę związaną z krajowymi „rozgrywkami”: powrót sołtysa z dożynek, piąta konkurencja to bieg Szurkowskiego, a szósta…  napisanie podania na dotację do budowy metra w Kuraszkowie.

Jednak nazwy tym razem miały zmylić zawodników i w większości samorządowcy sołeccy rozgrywali niemal dokładnie takie same konkurencje jak w roku ubiegłym: slalomowy bieg drużynowy na przypiętych do nóg sztachetach, rzut podkową do oddalonego o 5 metrów od zawodnika celu. obieranie świeżych, ugotowanych jaj w rękawicach skojarzono z pseudonimem najsilniejszego strongmena w Polsce Mariusza Pudzianowskiego. „Powrót sołtysa …” to odmiana „zaprzęgu”: dwie osoby na  dystansie 30 metrów ciągną – między slalomowymi słupkami – pałatkę – plandekę z leżącym na niej  „niedysponowanym sołtysem”, dodatkową trudnością był fakt, że sołtysowi, jako kompletnie pijanemu, nie wolno było trzymać się rękami pałatki. Nową konkurencją był bieg Szurkowskiego, czyli sztafetowy bieg na czas z kołem rowerowym pozbawionym ogumienia, popychanym kijem – zabawa  znana jeszcze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ub. wieku, gdy kompletny rower dla wielu  pozostawał tylko marzeniem.  Równolegle z zawodami sprawnościowymi trwał konkurs, podczas którego drużyny przygotowywały wnioski o dotację, spośród których starosta miał wybrać najbardziej przekonywającą.

Niestety, choć drugie igrzyska zostały przygotowane bardzo starannie – imprezę wzbogaciła część artystyczna, a zakończyła zabawa na świeżym powietrzu i na zwycięzców czekały cenne nagrody – na boisku w Kuraszkowie stawiły się ekipy tylko ośmiu sołectw (przypomnijmy, że w pierwszych mistrzostwach brało udział 12 drużyn).  A szkoda bo zabawy było wiele.

Do tegorocznej edycji igrzysk zaczęliśmy się przymierzać zaraz po zakończeniu  pierwszych. Ale tak na dobre można było rozpocząć działania od momentu, gdy dowiedzieliśmy się że dostaliśmy dofinansowanie od starostwa w wysokości 3 tys. zł, czyli w maju. Ten czas poświęciliśmy pracy nad organizacją samej imprezy, ale także nad jej rozpropagowaniem itp. – powiedział nam Waldemar Brożyna, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Kuraszkowa „Lipowa Dolina”, organizator igrzysk. –  W ubiegłym roku były tylko puchary. Obecnie dla najlepszych mamy nagrody, ufundowane przez: starostę, burmistrza Obornik Śl. i burmistrza Prusic.

Konkurs zainaugurował wyścig Justyny Kowalczyk, konkurencja, sprawdzająca zgranie i umiejętność współpracy. Na sztachetach, przerobionych na trzyosobowe narty niełatwo było pokonać 30-metrowy slalom i tyle samo w biegu prostym. Wiele zespołów miało kłopoty z koordynacją ruchów całej trójki; wystarczał mały błąd i źle postawiona deska powodowała przewrócenie się zawodnika. Bezbłędnie i w rekordowym czasie 23 sek. trasę pokonał team Wielkiej Lipy. A w czasie poniżej minuty zmieściły się drużyny z Wszemirowa i Borówka.

Konkurencją, która wzbudziła olbrzymie emocje była „delikatność Puziana”, zawodniczki, których była większość, protestowały, że jajka są zbyt świeże, żeby można je było obrać w grubych roboczych rękawicach. – To prawda, specjalnie wzięliśmy jajka zniesione poprzedniego dnia i w dodatku zostały ugotowane w nieosolonej wodzie – wyjaśnił prezes Lipowej Doliny. – W ubiegłym roku, gdy jajka były „starsze”, niektórzy zdejmowali rozgniecione skorupki w ciągu kilku sekund, a nie na tym polegał konkurs.

Zwycięzca tej konkurencji z ub. roku, sołtys Wielkiej Lipy Wojciech Osiński, także i teraz znalazł sposób na najszybsze pozbawienie jajka skorupki: – Udało się, bo nie startowałem w pierwszej parze i zorientowałem się, że jajka są świeże. W takim wypadku nie wolno zbyt mocno zgniatać skorupki. Jeśli zrobi się to delikatnie i uda się złapać za pergaminową błonę, skorupka bardzo ładnie schodzi – powiedział zwycięzca i dodał: –  Teraz boję się, że żona wliczy obieranie jajek do moich obowiązków.

Za to w konkurencji rzucania podkową, czyli w rzucie Ziółkowskiego wygrała kobieta – sołtys Wszemirowa Dorota Olszańska. Konkurencja okazała się trudna i jednokrotne trafienie podkową  w odległy o 5 m pręt udało się tylko przedstawicielom trzech sołectw. O ostatecznej punktacji zdecydowała dogrywka, w której p. Dorota pokonała swoich kolegów z Borówka i Sań. – Zupełnie się do tej konkurencji nie przygotowywałam. W zasadzie niczym nie rzucam, no chyba,że wałkiem… do brata – zażartowała.

Podków do tej konkurencji użyczył właściciel stajni, trzymający konie dla turystów, bo choć w Kuraszkowie zostało jeszcze kilku rolników, do pracy używają tylko koni mechanicznych i prawdziwego siwka, czy gniadego żaden z nich nie ma.

Widowiskowa okazała się także dyscyplina niesportowa, czyli pisanie wniosków od dotację. Wprawdzie były przygotowywane w zaciszu i nie poznaliśmy trudów redagowania tych pism, jednak podczas ich odczytywania okazało się, że autorzy mają  nie tylko praktykę w ich tworzeniu, ale także spore poczucie humoru, o czym świadczyły salwy śmiechu i oklaski

Staroście najbardziej podobał się wniosek mieszkańców Wszemirowa, który przytaczamy jako wzór dla starających się o wsparcie z powiatowej kasy: „W imieniu mieszkańców pięknej, aktywnej i nakręconej wsi Kuraszków (!) zwracamy się z prośbą o przyznanie grubej kasy na budowę zakręconego metra w naszej okolicy. Wieś nasza z zakrętów, wykrętów słynie i niech piękne metro jej nie ominie. Stacja przy dworku niech oko cieszy, a każdy turysta na boisko spieszy. Na turniej sołectw niech niech gości zawiezie i z wielkim pucharem w świat niech powiezie. Swą prośbę uśmiechem pieczętujemy i w zamian wielką kasę utrzymać chcemy”.

Zabawa byłaby na pewno ciekawsza, gdyby stawiło się więcej zespołów. W ubiegłym roku, choć pogoda nie dopisała, udział w zabawie wzięły udział samorządy 12 wsi, a w całym powiecie jest ich 159.

– Niestety, w igrzyskach mogą występować tylko drużyny, a bardzo trudno jest namówić ludzi do tego typu zabawy. Tym bardziej, że trzeba się wykazać choć minimalną sprawnością. Poza tym w soboty ludzie pracują lub zajmują się domowymi obowiązkami, na które przeznaczają wczesne popołudnie – powiedział sołtys Golędzinowa Janusz Jaworski, który do Kuraszkowa przyjechał sam i wystąpił jako… kibic.

– Nie wiem, dlaczego nie przyjechało więcej drużyn. Być może dlatego, że jest to pierwszy taki fajny dzień po niepogodzie i rolnicy coś tam jeszcze chcą porobić na polach… – zastanawiał się Waldemar Brożyna. – Być może zdecydowały koszty, bo jednak do Kuraszkowa trzeba dojechać.  Imprezę rozpropagowaliśmy w całym powiecie; sołtys objeździł wszystkie wsie. Wiele sołectw wyraziło zainteresowanie imprezą i zgłaszało chęć udziału. A np. z sąsiadującego z nami Świerzowa jeszcze dziś mieliśmy potwierdzenie, że przyjadą i…  nikt się nie zjawił. Ale np. w gminie Trzebnica nie mieliśmy odzewu nie tylko z żadnej wsi, ale dostaliśmy też odpowiedzi z urzędu gminy, gdzie zgłosiliśmy naszą propozycję. Także z Zawoni nikt nie odpowiedział.

Bardziej optymistycznie nastawiony był sponsor i patron imprezy starosta Robert Adach: –  Myślę, że nie jest źle. To jest dopiero druga taka impreza. Przyjechały reprezentacje najbardziej aktywnych wsi z naszego powiatu, a to daje szanse, że z czasem będzie ich więcej. Sołtysi na takich imprezach dzielą się doświadczeniami, wymieniają refleksje, a to z kolei buduje pewną tożsamość powiatową i daje szansę, że ta Polska małych ojczyzn, będzie rosła od dołu... – Kluczem jest dotowanie małych, niekoniecznie masowych, imprez. Powiat będzie wspierał i uzupełniał ofertę kulturalną i sportową proponowaną przez gminy, które w większości preferują kulturę masową i tutaj sobie dobrze radzą, chociażby zapraszając wielkie gwiazdy. My nie powinniśmy z nimi konkurować, bo powiat jest wielki, składa się z sześciu gmin, i w każdej gminie konkurencję byśmy przegrali. Myślę, że my powinniśmy wspierać organizowanie „niszowych” imprez, takich: jak trzebnicki festiwal muzyki organowej i kameralnej, przegląd chórów w Prusicach, plener malarski w Bagnie oraz małe imprezy sportowe organizowane przez LZS-y czy rady sołeckie. Organizacja imprez masowych wspierana budżetami gmin ma się dobrze, natomiast festiwali i zawodów niszowych jest na tyle słaba, że trzeba ją finansowo wesprzeć.

Dofinansowanie ze starostwa wyniosło 3 tys. zł; kwotami po ok. 500 zł wsparli organizację igrzysk także włodarze Obornik Śl. i Prusic.

Późnym popołudniem boisko w Kuraszkowie zaczęło się zapełniać. Pozasportowe emocje zapewniły zespoły ludowe: Dyszel ze Żmigrodu i Boduchy z Siemianic oraz amatorski teatr z Kuraszkowa. Impreza zakończyła się późną nocą, po zabawie, do której przygrywał zespół Music Dance z Oleśnicy.

ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here